Kto się potknie z wielkiej czwórki? Zapowiedź 7.kolejki


Nie wiemy jakie jest Wasze wrażenie, ale nam przerwa od gry strasznie się dłużyła. Dlatego dobrze że wracamy, bo to już ostatnia prosta drugiej edycji!

I bardzo szybko przekonamy się, jak ta dwutygodniowa pauza wpłynęła na aktualnych liderów rozgrywek, czyli Bad Boys. Chłopaki z Ostrówka, chcąc zapewnić sobie ”pole position” przed dwoma najtrudniejszymi spotkaniami, w niedzielę muszą się rozprawić z Orlikiem Zabrodzie. W teorii nie powinno to być zadanie trudne, bo Orlik już pewnie zapomniał, jak smakuje zwycięstwo w Strefie 6, bo ostatnie odniósł w drugiej kolejce, a potem było już tylko gorzej. Teoretycznie ekipa Zbyszka Pawlaka nie ma tutaj nic do stracenia, z kolei sukces nad Złymi Chłopcami zostanie potraktowany mniej więcej podobnie, jak wtedy gdy wygrywali z PrefBudem. Trudno jednak znaleźć racjonalne przesłanki za takim scenariuszem. Tym bardziej, że Orlik to druga najsłabsza ekipa w lidze nie tylko pod względem liczby zdobytych punktów, ale również pod kątem strzelonych bramek. Gracze z Zabrodzia bardzo się meczą w ataku, z trudem przychodzi im kreowanie okazji, a przecież teraz staną naprzeciwko najlepszej defensywie w rozgrywkach, która w sześciu spotkaniach straciła zaledwie jedenaście goli! To nie wróży dobrze i tak jak często szukamy niespodzianki w danym meczu, tak tutaj na nic takiego się nie zapowiada. Zwłaszcza że Bad Boys są świadomi swojej szansy i pewnie by sobie nie darowali, gdyby stracili tutaj punkty, które w dalszej perspektywie mogłyby ich pozbawić mistrzowskiej korony.

O zupełnie inne cele walczą dwie kolejne ekipy, jakie zobaczymy przy Warszawskiej 41. Dla Retro i Joga Bonito szczytem marzeń jest co najwyżej piąta lokata, a zdecydowanie bliżej celu są ci drudzy, którzy po pokonaniu PrefBudu, przewodzą drugiej części ligowej hierarchii. Mimo to nie nazwalibyśmy ich murowanymi faworytami do zwycięstwa w tej parze, bo Retro to drużyna zdecydowanie lepsza, niż wskazują na to cyferki. Zawodnicy z Radzymina mniej więcej od trzeciej kolejki weszli na dużo wyższy poziom niż ten, na którym znajdowali się wcześniej i mimo że zdobyli w tym okresie tylko cztery punkty, to zaprezentowali zupełnie inną jakość niż na starcie rozgrywek. Dlatego Joga powinna się mieć na baczności. Ekipa Bartka Brejnaka musi sobie też uświadomić, że to będzie zupełnie inna potyczka niż ta z PrefBudem i będzie trzeba pokazać coś więcej, niźli tylko skuteczne kontry. Retro nie jest bowiem zespołem, który atakuje wszystkimi możliwymi środkami i zawsze zabezpiecza defensywę, pozostawiając tam przynajmniej dwóch zawodników. Dlatego też spodziewamy się tutaj wyrównanego starcia, a jeśli Kamil Wójcicki i spółka wyłączą z gry Mateusza Muszyńskiego, to szala może się przechylić na stronę Retro. Co prawda bez potrafiącego uprzykrzyć życie każdemu napastnikowi Rafała Zawadzkiego (pauzuje za kartki) będzie to zadanie trudne, ale coś nam podpowiada, że Squad poradzi sobie z tym fantem i po końcowym gwizdku będzie miał okazję pogratulować sobie dobrze wykonanej roboty.

A czy po długiej przerwie od trzypunktowych zdobyczy, również Show Team przypomni sobie jak smakuje wiktoria w Strefie Szóstek? Kto by pomyślał, że zespół który z tak dużym impetem wszedł w nowe dla siebie rozgrywki, już od miesiąca nie będzie w stanie wygrać meczu czy nawet zapunktować. Ale dalecy jesteśmy od tego, by skreślać szanse ekipy Przemka Matusiaka w konfrontacji z HandyMan. Głównie dlatego, że mimo iż Show Team regularnie pogarsza swoją pozycję w tabeli, to jednak dwa ostatnie mecze w jego wykonaniu były niezłe. A to daje jakiś punkt zaczepienia przed rywalizacją z kolejnym ligowym faworytem. Poza tym w tej parze to HandyMani są na musiku. Ich inny wynik niż zwycięstwo nie usatysfakcjonuje, zwłaszcza że razem z Green Teamem, są w najgorszym położeniu jeśli chodzi o TOP 4 rozgrywek. Ich strata do Bad Boysów wynosi bowiem trzy punkty i przy założeniu, że w niedzielę powinie im się noga, walka o mistrzostwo pozostanie już wyłącznie w sferze marzeń. Ta delikatna presja na pewno sprawy im nie ułatwi, aczkolwiek licząc na zdobycie ligowego szczytu, trzeba się z takimi okolicznościami liczyć i umieć się im przeciwstawić. Ale tak jak wspomnieliśmy – Show Team nie podda się bez walki i naszym zdaniem ten mecz długo będzie oscylował wokół remisu. Sporo będzie zależało od personaliów w drużynie w bordowych koszulkach, bo jeśli uda się sprawić, że nie zabraknie Radka Wiśniewskiego i innych kluczowych graczy, to tutaj każdy wynik jest możliwy. I piszemy to z pełną odpowiedzialnością.

A ze wszystkich spotkań siódmej kolejki, faworyta najłatwiej wskazać w czwartym z nich. Walczący o medale Green Team podejmie okupujący ostatnie miejsce The Naturat. Ale wiecie co? To może być takie „paskudne” spotkanie dla „Zielonych”. Z prostej przyczyny – nikt nie oczekuje tutaj innego rozstrzygnięcia niż ich zwycięstwo, a wiadomo, że w takim spotkaniu można dużo więcej stracić niż zyskać. Świadomy tego jest również Adrian Wojda, który kilka tygodni temu powiedział nam, że w końcówce sezonu najbardziej boi się rywalizacji właśnie z The Naturatem. I wcale mu się nie dziwimy, bo gdyby coś tutaj poszło nie tak, to chłopaki długo by sobie tego nie podarowali. Dlatego też trzeba podejść do tej potyczki w pełni skoncentrowanym i nie może być może o jakimkolwiek lekceważeniu przeciwnika. Co prawda The Naturat ostatnio został rozgromiony przez HandyMan, ale jesteśmy pewni, że drugiego tak słabego meczu już nie rozegra. Wtedy o wszystkim zdecydowały problemy kadrowe – nagle z blisko 15-osobowej kadry, dziewięciu zawodników miało inne plany niż mecz w naszej lidze, co chyba drugi raz z rzędu nie ma prawa się przytrafić. Gdybyśmy się mylili, to wynik tej potyczki może być tylko jeden. Liczymy jednak, że Szymon Baranowski znajdzie odpowiednie słowa, by przekonać swoich zawodników do licznego udziału w niedzielnym spotkaniu i nie dojdzie do kolejnej kompromitacji. Zwłaszcza, że tak jak napisaliśmy wcześniej – to Green Team bardziej boi się tutaj The Naturatu niż odwrotnie. I trzeba rywalom pokazać, że ich obawy wcale nie były nieuzasadnione 😉

Swoje do udowodnienia w niedzielę ma również PrefBud. Przed dwoma tygodniami ta ekipa doszczętnie pozbawiła się złudzeń, że może jeszcze pokusić się o medale, dlatego w najbliższy weekend bez żadnego obciążenia psychicznego zmierzy swoje siły z AutoSzybami. I może właśnie to powoli jej w końcu zaprezentować fajną, techniczną piłkę, którą w ich wydaniu widzieliśmy w tym sezonie zdecydowanie za rzadko. A że po drugiej stronie również nie brakuje zawodników, którym “braziliana” nie jest obca, to możemy się spodziewać naprawdę ciekawego pojedynku. Można też być pewnym, że padnie tutaj sporo bramek i to w dodatku ładnych, bo jak pokazała ostatnia zabawa na najładniejszego gola października – jedni i drudzy mieli w niej kilku swoich przedstawicieli. Ale nie będziemy też nikomu zamydlać oczu i koncepcja, gdzie to PrefBud wychodzi z tej pary zwycięsko wydaje się mało prawdopodobny. Po prostu zbyt wiele razy łudziliśmy się, że chłopaki w końcu wespną się na szczyt swoich możliwości, a nic z tego nie wychodziło, że nie damy się nabrać na to po raz kolejny. Oczywiście ekipa z Tulewa jest nieobliczalna i stać ją na niespodziankę, ale zdrowy rozsadek podpowiada, że „skończy się jak zwykle”. Tym bardziej, że odkąd AutoSzyby dostały zimny prysznic od HandyMan, grają bardziej odpowiedzialnie niż wcześniej, kładąc dużo większy nacisk na defensywę. I jeśli ten trend podtrzymają, to kolejne trzy punkty powinny należeć do nich.

W dniu jutrzejszym zawieszony za kartki jest tylko Rafał Zawadzki (Retro). Jednocześnie przypominamy, że mecze muszą się odbywać BEZ udziału kibiców. Trzymajmy się tego, podobnie jak noszenia maseczek przed wejściem na Orlik. Przypominamy też o możliwości typowania meczów na naszej stronie i Facebooku. Życzymy wszystkim udanej soboty i do zobaczenia jutro!

Inne Artykuły

Dodaj komentarz