Szczególny mecz braci Bajkowskich. Zapowiedź 3.kolejki


Trzecia kolejka bywa bardzo ważna zwłaszcza dla tych ekip, które miały słaby początek sezonu. Bo jeśli noga powinie im się po raz kolejny, to ten sezon może być dla nich bardzo trudny.

Zanim wytłumaczymy, kogo przede wszystkim mieliśmy na myśli pisząc powyższe słowa, kilka słów o transmisji. Chyba możemy ze 100% pewnością stwierdzić, że jutro relacja live powinna się odbyć bez przeszkód. Pogoda zapowiada się bardzo fajna i jeżeli w tej materii nic się nie zmieni, to pokażemy Wam wszystkie zaplanowane potyczki. Oczywiście z komentarzem. Szczegóły podamy w oddzielnym artykule dziś wieczorem.

A od rana na stronie widnieją już kursy na BETFAN! Oferta jest pełna, na osiem spotkań, można stworzyć naprawdę fajny kupon, no i pokusić się o przyjemną kwotę. O wszystkim przeczytacie TUTAJ.

Niedzielne zmagania zaczniemy z grubej rury. Rewanżem za finał Letniego NLH Cup, gdzie OknoTech pokonał PrefBud i zgarnął najokazalsze trofeum. No ale tam mieliśmy do czynienia z meczem 10-minutowym, teraz dystans będzie dłuższy i jesteśmy przekonani, że to spotkanie może mieć różny scenariusz. Tym bardziej, że ekipa Adriana Wojdy nie weszła najlepiej w sezon. Tylko jeden punkt na sześć możliwych, gdzie spokojnie tych oczek mogło być więcej. No i to jest właśnie moment, gdzie albo OknoTech wreszcie wygra i będzie miał jeszcze nadzieję, że powalczy o coś konkretnego w tym sezonie, albo uwikła się w trudną walkę o utrzymanie. Co na to PrefBud? Pisaliśmy już w tej edycji wielokrotnie, że ekipa Rafała Kowalczyka dopiero naoliwia maszynę. Że ten walec, który rozjeżdżał wszystko i wszystkich, na razie jeździ na zaciągniętym hamulcu. Tylko że to się wreszcie zmieni. Trudno powiedzieć, że przełom nastąpi jutro, czy może później, jednak ten zespół ma świadomość, że trzeba zacząć grać lepiej, bo to co wystarczyło na Szewnicę i Black Dragons, może być za mało na któregoś z kolejnych rywali. Na pewno brakuje tutaj Kryspina Kisiela, który inteligentnym rozegraniem potrafił rozerwać obronę przeciwnika. Teraz za dużo jest holowania piłki, za dużo gry indywidualnej, co być może jest spowodowane tym, że jednak pojawiło się tutaj kilku nowych graczy, którzy też potrzebują czasu, żeby zrozumieć pewne rzeczy. Czy Oknotech to wykorzysta? Według nas, to jest jedna z niewielu ekip, która może to zrobić. Jeśli ten zespół dobrze zacznie mecz, napędzi się kilkoma dobrymi interwencjami w defensywie, a z przodu odblokują się strzelcy wyborowi, to możemy być świadkami niespodzianki. Klucz, to oczywiście powstrzymanie Patryka Czajki, bo o ile w poprzednim sezonie to był jeden z wielu strzelców PrefBudu, tak w tym, to głównie od niego zależy dorobek bramkowy urzędujących mistrzów. I powstrzymanie go będzie stanowiło przepustkę do ewentualnego sukcesu.

Konia z rzędem temu, kto uwierzyłby, że po dwóch kolejkach 2.ligi Magnatt nie będzie miał na swoim koncie ani jednego punktu, z kolei FC Radzymin będzie dysponował kompletem. I to nie jest tak, że możemy tutaj „zwalić” wszystko na terminarz, powiedzieć że Magnatt miał trudnych rywali, a ich najbliżsi przeciwnicy mieli z górki. To wcale tak nie było. Można chyba stwierdzić, że poziom konkurentów był porównywalny, co niestety nie wystawia dawnemu Stankanowi pozytywnej laurki. Gdzie w ogóle szukać pozytywów? Czy ta drużyna w ogóle się obudzi? Hmm. Udało nam się zasięgnąć języka i dowiedzieliśmy się, że na starcie z Radzyminem wróci już Maciek Sadocha, a w bramce ponownie stanie Piotrek Koza. To dobre informacje dla Radka Turowskiego i spółki. Wykluczony jest za to udział wykartkowanego Marcina Błędowskiego, jak również Jacka Markowskiego. Jacek pomoże swojej ekipie dopiero w październiku, a szkoda, bo bardzo by się tutaj przydał. A co słychać w drużynie Roberta Kawałowskiego? Wiemy, że chłopaki zadebiutują w nowych koszulkach – bardzo nas to cieszy. No i domyślamy się, że takie wydarzenie chcieliby uczcić dobrym wynikiem. Z gorszych informacji – w składzie może zabraknąć Arka Pawlaka i dwóch braci Kawałowskich, co na pewno stanowi osłabienie. Jak więc widzimy ten mecz? Jedno nie podlega dyskusji – nie zobaczymy tutaj wielu goli. Magnatt do tego momentu zdobył tylko trzy bramki, z kolei Radzymin siedem, co też nie jest wynikiem rewelacyjnym. Poza tym obydwie ekipy nie należą do takich, które kreują sobie nie wiadomo ile strzeleckich okazji. Spodziewamy się więc bardzo zaciętego starcia, w którym Magnatt, jeśli wreszcie zagra odpowiedzialnie, wcale nie musi przegrać. Jak Piotrek Koza będzie miał dzień i będzie komu zdobywać gole, to seria przegranych meczów z rzędu powinna w końcu wyhamować.

Brak Arka Pawlaka może stanowić duży problem dla FC Radzymin.

A jak po porażce z Wolą Rasztowską zareaguje Retro? Ten zespół doskonale wie, jakie mogą być konsekwencje kolejnej porażki, tyle że wiedzieć, a potrafić jej zapobiec, to dwie różne sprawy. Najgorsze jest to, że rywalem Patryka Kukwy i spółki będą Bad Boys. A Źli Chłopcy jak na razie nie pomylili się w tej edycji ani razu i nie zamierzają poprzestawać na tym, co już udało się zrobić. Do drużyny wracają Michał Szczapa, Paweł Szczapa i Kuba Stryjek, a to sugeruje, że kapitan BB będzie miał do dyspozycji wszystkich najlepszych zawodników. A piszemy to nieprzypadkowo, bo gdy te drużyny spotkały się po raz ostatni i to Retro odniosło zwycięstwo, to sytuacja kadrowa ekipy z Ostrówka była zupełnie inna. Nie było bramkarza, brakowało niemal całej rodzinki Woźniaków i tego spotkania z poprzedniego sezonu nie można traktować do końca wiarygodnie. Inna sprawa, że Retro już wtedy musiało się mocno napocić, by zgarnąć całą pulę, więc teraz, gdy rywal przyjedzie ubrany na golowo, będzie o to jeszcze ciężej. I prawdę mówiąc, trudno nam tutaj wyobrazić sobie inny scenariusz niż ten, w którym gest dobrze wykonanej roboty wykonują po ostatnim gwizdku zawodnicy Bad Boys. To oni są faworytem, to ich gra podoba się bardziej, a Retro jak to Retro. Nie wiemy czy zobaczymy taką wersję jak z Magnattem, czy może znów zagrają tak bezbarwnie jak przeciwko Woli Rasztowskiej. Ale coś musi się tutaj zmienić, jeżeli ta drużyna chce zepsuć popołudnie rywalom. Bo jak mawia klasyk – jeśli cały czas robisz to samo, to nie oczekuj różnych efektów. Może warto nastawić się na kontry? Spróbować czegoś innego niż zwykle? Tak byśmy im radzili, bo po prostu przestajemy wierzyć, że to co grają zawsze wystarczy tutaj do czegoś innego niż honorowa porażka.

A na dobry, żywy i okraszony wieloma bramkami mecz zapowiada się o godzinie 12:15 (pierwotnie miał się zacząć o 12:00). AutoSzyby podejmą Black Dragons, a ilekroć te drużyny się spotykają, to emocji nigdy nie brakuje. Teraz będzie ich więcej z dodatkowego powodu – dojdzie bowiem do braterskiego pojedynku. W Szybach grają Oskar i Bartek Bajkowscy, z kolei dostępu do bramki Czarnych Smoków broni Mateusz Bajkowski. Ale byłoby naiwnym myśleć, że skoro Mateusz świetnie zna swoich braci, to w pojedynkę ich zatrzyma. Nie ma takiej możliwości. Black Dragons muszą pomóc swojemu golkiperowi, bo w przeciwnym wypadku czeka ich trudne 50 minut. A piszemy to również na kanwie poprzedniego meczu ferajny Serka Modzelewskiego z PrefBudem. Tam do pewnego momentu wszystko funkcjonowało jak trzeba, ale przyszedł moment, w którym rywal nacisnął i Black Dragons nie znaleźli na to recepty. A AutoSzyby również posiadają w swoim repertuarze tryb „turbo”. I jeżeli go użyją, to tutaj rozstrzygnięcie może nastąpić w odstępie zaledwie kilku minut. Dlatego radzimy drużynie z Wołomina, by była czujna. Wiadomo, że z Szybami trzeba grać zdecydowanie, agresywnie, umiejętnie wybijać ich z rytmu, bo wtedy ten zespół potrafi się frustrować i jest zdecydowanie łatwiejszym celem. Pytanie czy to się uda. Ważnym również będzie skład Black Dragons na jutro, bo być może stwierdzenie, że ta drużyna ma problemy frekwencyjne to nadużycie, natomiast brakuje jej chyba głębi składu. Kuba Ratajczak jest kontuzjowany, Mikołaj Brzeski i Arek Major przyjeżdżają w kratkę, a innych nie widzieliśmy na Warszawskiej 41 już dawno. A przecież w tym meczu biegania będzie sporo i ten brak wartościowej ławki może się okazać czynnikiem decydującym. No ale nie przesądzajmy. Liczymy, że dwukrotnie brązowi medaliści 1.ligi obejmą dobrą taktykę na to spotkanie i będą w stanie oprzeć się naporowi ekipy Kamila Wiśniewskiego. Bo jeśli tak się stanie, to zobaczymy fajne widowisko, w którym o sukcesie będą decydowały niuanse.

Kilka akapitów wcześniej pisaliśmy co nieco o honorowej porażce. To stwierdzenie bardzo nam pasuje do Kustoszy. Beniaminek Strefy 6 w obydwu dotychczasowych spotkaniach spisywał się bardzo solidnie, ale w żadnym z nich nie wystarczyło to, by zdobyć chociaż jeden punkt. I to na pewno boli, a perspektywy na „lepsze jutro” nie są najbardziej optymistyczne. To pokłosie klasy przeciwnika, którym będzie Wola Rasztowska. A Wola to inny zespół niż jeszcze kilka miesięcy temu. Teraz to głodna sukcesu drużyna, z wieloma rezerwowymi, pewna siebie, która zamierza rozdawać karty przy drugoligowym stole. I na razie świetnie jej się to udaje, a stanowcze zwycięstwo nad Retro zdaje się to tylko potwierdzać. Mamy tutaj do czynienia z zespołem, który ma mocną wyjściową 6-tkę, natomiast poprzedni mecz pokazał, ile znaczą tutaj rezerwowi. Trzy gole zdobył chociaż Patryk Rychta, jednego dołożył Dominik Stawiński i tutaj każdy wykorzystuje swoją obecność na boisku w 100%. Czy Kustosze znajdą na to odpowiedź? To będzie nie lada wyzwanie. To, co niemal od razu rzuca się w oczy w ich przypadku, to brak egzekutora. Bo to jest zespół kreatywny, taki który nie chce grać długich piłek i liczyć na cud. Tylko co z tego, że stwarza sobie okazje, a skuteczność jest na marnym poziomie. Przydałby się tutaj ktoś, kto po prostu czasami dostawi nogę. Być może Kuba Suchenek ma kogoś w zanadrzu, albo taki ktoś się wyklaruje, bo bez tego marnie to widzimy. Mimo wszystko Kustosze nie będą tutaj chłopcami do bicia. Presja ciąży na oponencie, to Woli będzie się spieszyło i być może to da szansę, by coś tutaj ugrać. Jeśli wróci Robert Różycki i wszystkie swoje uwagi do kolegów przekuje w pozytywną energię, to Kustosze nie stoją na straconej pozycji. A już na pewno nie wolno im tak myśleć.

O dobre nastawienie nie będzie z kolei łatwo w Al-Maj Car. Może i należało się spodziewać, że markowianie nie zapunktują przeciwko Szybkom i Al-Marowi, ale że w każdym z tych spotkań stracą po 11 goli – tego nie przewidzieliby nawet najstarsi górale. Czy to jest sygnał, że każdy już wie jak grać z drużyną Grześka Wojdy? A może to jedynie chwilowa niedyspozycja, po części spowodowana brakiem podstawowego bramkarza? Mamy nadzieję, że to drugie. I nie dlatego, że kibicujemy ekipie z Marek, ale nikt nie lubi oglądać tak jednostronnych potyczek, z jakimi mieliśmy do czynienia ostatnio z ich udziałem. Teraz na pogrom nie ma się jednak co nastawiać. Szewnica co prawda jest w dużo lepszej formie niż Al-Maj, ale nie dysponuje takim arsenałem ofensywnym, by strzelić tutaj dwucyfrówkę. Zresztą – w minionej edycji bezpośredni mecz między tymi ekipami wygrał Al-Maj, a Szewnica miała wtedy praktycznie optymalny skład. Dlatego jutro bez dwóch zdań zobaczymy mecz, w którym jedni i drudzy będą mieli coś do powiedzenia. Natomiast jesteśmy przekonani, że składając swój kupon na BETFAN, weźmiecie pod uwagę potencjalny triumf obozu Marcina Białka. Rozumowanie jest proste – Al-Maj od każdego dostaje, a Szewnica była o włos od urwania punktów PrefBudowi i Szybom. Wydaje się więc, że to może się skończyć tylko w jeden sposób. Tyle że mecz meczowi nierówny. I przedstawiciele faworyta są tego świadomi. W poprzednich spotkaniach oni mogli czekać na rywala i go punktować, a tutaj trzeba będzie pograć trochę w ataku pozycyjnym, co zawsze jest kłopotliwe. Mimo wszystko stawiamy, że Szewnica poradzi sobie z tym faktem i wygra to starcie różnicą 2-3 bramek. Tak wskazuje logika, chociaż ile to już razy zapowiadaliśmy mecz w ten sposób, a potem musieliśmy się z tego tłumaczyć…

Popiołu na głowę nie sypaliśmy za to po ostatnim meczu Old Stars Team. Zapowiadaliśmy, że mogą pokonać Magnatt i zespół z Kobyłki dokonał tego w naprawdę dobrym stylu. Smak trzech punktów był na pewno wyjątkowy, jednak trzeba powoli już o tym zapominać. Teraz przed ”pomarańczowymi” kolejne wyzwanie, jakim będzie Drink Team. Drinkersi na razie są bez punktu, lecz kto widział ich mecz z FC Radzymin, ten wie, że to nie jest tak, że ta drużyna „kopie się po czole”. Piłka całkiem fajnie potrafi tam krążyć – problem w tym, że nie znalazł się ktoś, komu można zaufać w kontekście ostatniego podania. Nie ma tutaj napastnika z prawdziwego zdarzenia, który zamieniałby na gole wysiłek pozostałych kolegów. Brakuje kogoś takiego jak… Krzysiek Zych. No właśnie – ten gracz jeszcze w poprzedniej edycji bronił barw ekipy Mateusza Wojdy, ale jutro zobaczymy go po drugiej stronie barykady. Trudno powiedzieć, w jakich nastrojach te dwie strony podziękowały sobie za współpracę, ale o motywację Krzyśka możemy być chyba spokojni. Tyle że po stronie Old Starsów jest więcej zawodników, których trzeba dobrze przypilnować. Choćby Artur Guz, autor dwóch goli przeciwko Magnattowi, a groźni będą też Tomek Sieczkowski z Kacprem Cebulą. I jedyne co może przeszkodzić Old Starsom, to… sobotni wieczór. Z dobrego źródła wiemy, że planowana jest pewna „odprawa przedmeczowa”, która może mieć różne skutki. Jeśli jednak założymy, że do godziny 15:15 świadomość zawodników tej ekipy będzie na odpowiednim poziomie i chłopaki zagrają tak jak przed tygodniem, to nie wykluczamy, że i po tym spotkaniu będą wracali w drogę powrotną do Kobyłki w dobrych nastrojach.

Czy Krzysiek Zych strzeli coś byłym kolegom z zespołu?

Porażka i remis – może wreszcie nadszedł czas na zwycięstwo Show Teamu w 1.lidze? Byłaby to piękna kolej rzeczy dla drużyny Przemka Matusiaka w jej przygodzie z elitą Strefy Szóstek. Chociaż nawet jeśli to się nie uda, to odnosimy wrażenie, że takie mecze jak te dwa poprzednie czy ten najbliższy, znaczą dla tej ekipy znacznie więcej, niż wiele spotkań, jakie bez większego wysiłku wygrywali na poziomie 2.ligi. Teraz jest trudniej, rywale są wymagający, lecz dzięki temu każdy sukces smakuje lepiej. A czy są jakieś perspektywy, by do listy skalpów Show Team dopisał Al-Mar? Czasami widząc pary w danej kolejce wiemy, że pewne rozwiązania po prostu nie są możliwe. Ale w tym przypadku tak nie jest. Beniaminka 1.ligi stać na to, by zawiesić wysoko poprzeczkę, a czy to wystarczy do zrobienia krzywdy zespołowi Marcina Rychty, to już zupełnie inna historia. Al-Mar na razie rozegrał dwa różne spotkania, natomiast składając je w całość, to więcej było chyba tych dobrych momentów aniżeli słabych. Bo poza drugą połową spotkania z OknoTech, trudno się do czegokolwiek doczepić. Nie ma może tutaj tiki-taki, lecz ta solidność na razie wystarcza, by kroczyć od zwycięstwa do zwycięstwa. Dobrze, że do formy wraca powoli Łukasz Godlewski. To inny typ napastnik niż Karol Sochocki czy Mateusz Muszyński i jego dobra zastawka oraz umiejętność przytrzymania piłki mogą się tutaj przydać. Zwłaszcza, że nie spodziewamy się, by Show Team się w tym meczu otworzył. Raczej należy oczekiwać, że ten zespół będzie czekał na rozwój wypadków, a z przodu bazował na szybkości Janka Malinowskiego i Piotrka Bobera. I wydaje się to dobrym planem, bo Al-Mar będzie miał mało miejsca na rozegranie, a w Strefie Szóstek nikt nie czuje się dobrze grając w tłoku. Co to oznacza? Otóż to, że jeżeli faworyci szybko tego spotkania nie rozstrzygną, to będą się męczyli. Dlatego niewykluczone, że tutaj kluczowe wcale nie będą ostatnie minuty, ale te na samym wstępie.

Na koniec przypomnienie, że cały czas możecie podawać swoje typy w Lidze Typerów na 3.kolejkę. Bez względu na to w którym momencie dołączycie do zabawy, to i tak macie szansę na wygraną – szczegóły TUTAJ. Wszystkim życzymy dobrej soboty i widzimy się jutro!

PS: lubisz nasze zapowiedzi? Polub je na Facebooku TUTAJ.

Dodaj komentarz