Mecz ostatniej szansy dla Copy. Zapowiedź 4.kolejki


Musimy się wszyscy przygotować na to, że sezon, który nosi nazwę Jesień 2021 znajdzie jutro odzwierciedlenie w warunkach atmosferycznych. To będzie chłodna, choć słoneczna niedziela.

Zaczęliśmy od pogody nieprzypadkowo, bo wiadomo jak na niską temperaturą może zareagować sprzęt elektroniczny. Mamy nadzieję, że mimo wszystko jutrzejsza transmisja (którą planujemy od godziny 9:00) dojdzie do skutku bez żadnych problemów, a o jej szczegółach poinformujemy w oddzielnym poście. Podobnie jak o kursach na BETFAN. A teraz przechodzimy do gwoździa programu, czy zapowiedzi jutrzejszych potyczek.

Jak znamy życie, to wielu z Was, mimo że lubi sobie pospać, to włączy sobie naszą transmisję, by obejrzeć arcyciekawie zapowiadający się mecz między AutoSzybami i Black Dragons. Jedni i drudzy aspirują do najwyższych miejsc w elicie naszych rozgrywek, mają identyczny dorobek punktowy i też poziom piłkarski jest na pewno zbliżony. Łączy ich również to, że nie potrafili poradzić sobie z ekipą HandyMan – Szyby porażki z tym zespołem doznały przed dwoma tygodniami, a Black Dragons przed tygodniem. I na kolejną przegraną nie można sobie pozwolić, bo wtedy szansa na dogonienie liderującego Al-Maru może być już tylko iluzoryczna. No ale jeden z tych zespołów doświadczy tego scenariusza – który? Dla nas lekkim faworytem są Szyby. I nawet nie chodzi o porównywanie zawodników na poszczególnych pozycjach, lecz przede wszystkim przemawia za nimi potencjał w ofensywie. Black Dragons nie mają takiej siły przebicia jak ich najbliżsi rywale i to było widać choćby w ostatni weekend, gdzie na przestrzeni 50 minut udało im się zdobyć tylko jednego gola. Nie ma tutaj napastnika, który daje gwarancję bramek, z kolei po drugiej stronie boiska jest takich kilku. Choćby Bartek Bajkowski, którego Serek Modzelewski i spółka doskonale znają, bo chyba nie zdradzimy żadnej tajemnicy, iż Czarne Smoki przymierzały się do zakontraktowania tego gracza. Nic z tego jednak nie wyszło, a jutro trzeba będzie zrobić wszystko, by temu zawodnikowi nie dać się rozpędzić. Black Dragons muszą te klocki w defensywie poukładać idealnie i w żadnym momencie nie mogą odpuścić, bo Szybom czasami wystarczy pięć minut, by zdobyć kilka goli i zabić mecz. My trzymamy kciuki, żeby Black Dragons zagrali swój najlepszy mecz w sezonie. To nie zagwarantuje punktów, ale pozwoli utrzymać się w tym spotkaniu, a w nerwowej końcówce może się zdarzyć wszystko. No i jeszcze jedna sprawa – młode wilki z Wołomina niech zrobią sobie przed spotkaniem porządny trening strzelecki. Bo nie dość, że ich skuteczność ostatnio nie powala, to w bramce Szyb zagra Artur Jaguszewski (na zdjęciu). A ten gość broni ostatnio tak, że wolelibyśmy nie być w skórze żadnego z napastników Black Dragons…

Pokonanie bramkarza AutoSzyb graniczy ostatnio z cudem.

Spekulujemy też, że wiele goli nie zobaczymy w konfrontacji Retro Squad – Lambada. Ale nie dlatego, że osoby odpowiedzialne za zdobywanie bramek w tych zespołach nie potrafią tego robić. Po prostu wiemy, że obydwie ekipy stawiają na balans między obroną a atakiem, co powoduje że stosunkowo mało goli strzelają, ale też mało ich tracą. Tutaj będzie podobnie. Czeka nas mecz z wyczekiwaniem na błąd przeciwnika, a to zdeterminuje boiskowe losy i niewykluczone, że dość długo będziemy tutaj czekali na otwarcie wyniku. Poza tym niewykluczone, że po obydwu stronach zabraknie czołowych napastników – w ekipie Lambady nie zagra bowiem Mateusz Trąbiński, a w Retro pod znakiem zapytania stoi udział Sebastiana Ryńskiego, który dwa tygodnie temu nabawił się kontuzji i w ostatniej kolejce nie wziął udziału. Na szczęście rolę egzekutora przejął po nim Kamil Ryński – wszystko, co kończyło się bramką w poprzednim meczu z Rekinami Ząbki, przechodziło przez tego właśnie zawodnika. W Lambadzie rozstrzelał się za to Dmytro Shuliak, a bardzo udany debiut zaliczył też Max Yanchenko i jego postawa w tym meczu także może być kluczowa. Wymieniając te obustronne argumenty zaświtała nam myśl, że wcale byśmy się nie zdziwili, gdyby mecz zakończył się remisem. Teoretycznie nikomu nie wyrządziłby on tutaj krzywdy, bo sytuacja w tabeli jest gęsta i nawet strata dwóch punktów niczego nie zmienia w kontekście realizacji przedsezonowych założeń. Ale zobaczymy jak to się wszystko ułoży. W naszej lidze typerów zdecydowana większość z Was widzi tutaj triumf Lambady. Może to przez wzgląd na osobę organizatora rozgrywek, występującego w tej drużynie, który od zawsze twierdzi, że „nieważne kto wygrywa na boisku, ważne kto wprowadza wynik”? 😉 Ale jeśli tak, to radzimy się jeszcze nad potencjalnym rezultatem zastanowić. Żeby uniknąć podejrzeń organizator nie stosuje tej zasady w meczach z własnym udziałem. Pozory transparentności muszą zostać zachowane!

Dużo bardziej energetyczne widowisko zafundują nam z kolei reprezentanci Szewnicy i Lema Logistic. Tutaj spodziewamy się sporo fizycznej walki, bezpośrednich starć i garnek z emocjami może wykipieć. Szczególnie Lema ma tutaj coś do udowodnienia, bo w poprzedniej serii zaprezentowała się bardzo słabo i praktycznie bez walki oddała spotkanie z Show Teamem. Teraz trzeba wykazać więcej determinacji niż ostatnio, aczkolwiek to wcale nie będzie proste, bo jeśli dobrze widzimy, to tego samego dnia wieczorem, swój mecz ligowy rozgrywa Bóbr Tłuszcz i trudno powiedzieć, czy taki Hubert Sochacki oraz Darek Piotrowicz, zdecydują się by wziąć udział w dwóch meczach jednego dnia. A bez nich szanse Logistycznych na pewno by spadły. Szewnica ma pod tym względem większy komfort – Adam Michalik oraz Kacper Mróz, którzy na co dzień reprezentują barwy B-Klasowej Korony Jadów, ligowe starcie rozegrają w sobotę. Tym samym Marcin Białek pewnie znów będzie mógł liczyć na niemal optymalną kadrę, co stawia tutaj RDK w nieco uprzywilejowanej pozycji. To co ważne również, to że ten zespół jest na fali. Po porażce z Retro nie ma już śladu i chłopaki z tygodnia na tydzień się rozkręcają, a gra wygląda coraz lepiej – odwrotnie niż w Lemie. Ale żeby była jasność – jeżeli podopieczni Kacpra Piątkowskiego zagrają na swoim poziomie, to tutaj każdy wynik jest możliwy. Kluczem dla zawodników z Radzymina będzie oczywiście to, by w jak najmniejszym stopniu ograniczyć szkody, jakie wyrządzi im wspomniany Adam Michalik. Bo to, że coś „ukłuje” i że zdobędzie bramkę lub asystę – można przewidzieć w ciemno. Ale jeden lub dwa gole zdobyte przez tego gracza to i tak byłoby niewiele. Najważniejsze, by nie dać mu się rozpędzić, bo wtedy nie będzie tutaj czego zbierać. Szewnica także powinna dysponować planem awaryjnym w sytuacji, gdyby jej najlepszy napastnik faktycznie miał tutaj problemy. Ostatnio świetnie uzupełniali go koledzy i teraz powinno to wyglądać podobnie. Końcowy rezultat jest więc sprawą otwartą, chociaż gdybyśmy musieli podjąć decyzję, to bliżej by nam było do sukcesu Szewnicy.

Mecz ostatniej szansy – tak natomiast trzeba z perspektywy ekipy Copy traktować najbliższy mecz z Al-Marem. Matematyka jest niestety bezlitosna – jeśli już na tym etapie Kopacze mają pięć punktów straty do swojego najbliższego przeciwnika, to w wypadku przegranej praktycznie nie będzie już żadnych szans by powalczyć o ligowe złoto. Presja na ekipie Michała Łapińskiego jest więc spora, a przecież morale po stracie dwóch cennych punktów z Bad Boys także pozostaje wątpliwą kwestią. Ale to wszystko przeszłość. Trzeba się od tego odciąć i patrzeć wyłącznie przed siebie, bo dobry i zwycięski mecz z Al-Marem może stanowić dla Copy swoistą trampolinę i ten zespół już do końca sezonu może wygrywać wszystko co się da. Czy rywale na to pozwolą? Wbrew temu co widzimy w tabeli, ekipę Marcina Rychty trudno nazwać ligowym hegemonem. Owszem – chłopaki mają na swoim koncie komplet punktów, ale praktycznie w każdym dotychczasowym spotkaniu mieli swoje problemy, popełniali błędy i choćby to ostatnie z Al-Maj Car mogło się skończyć różnie. Siłą Al-Maru są oczywiście indywidualności. Tutaj Karol Sochocki, Mateusz Muszyński czy kilku innych zawodników, może przesądzić w pojedynkę o końcowym wyniku. Kiedyś było trochę inaczej i Al-Mar był przede wszystkim silny jako całość, ale wiadomo że ich skład mocno się zmienił. Przyszli inni, nowi gracze i oni na pewno potrzebują trochę czasu, żeby zgrać się ze sobą i z dotychczasowymi zawodnikami. To potrwa, lecz póki wyniki się zgadzają, to Marcin Rychta nie musi się martwić. Aczkolwiek widząc terminarz, to Copa będzie chyba pierwszym, tak wymagającym przeciwnikiem w tym sezonie. Dzięki temu będziemy wiedzieli, czy Al-Mar miał po prostu wygodny kalendarz, czy też faktycznie zasługuje na miejsce, w którym się znajduje. Wiadomo jednak do czego są zdolne zdesperowane drużyny. A w tym momencie nie ma w naszej lidze ekipy bardziej zdesperowanej od Copy. Gdyby więc skończyło się takim wynikiem jak w minionej edycji (5:3 dla „Zielonych”), to wcale byśmy się nie zdziwili.

Czy można zdobyć w trzech meczach jeden punkt i być zadowolonym ze swojej postawy? Na nasze oko tak, a doskonały przykład to oczywiście zespół Bad Boys. Źli Chłopcy chociaż okupują dolne rejony ligowej tabeli, to biorąc pod uwagę potencjał jakim dysponują, grają zdecydowanie ponad stan. Żadnemu faworytowi nie odpuszczają, a nawet gdy sytuacja wydaje się być beznadziejna, potrafią zrobić coś z niczego – tak jak to miało miejsce przed tygodniem przeciwko Copie. Tamten zwycięski remis na pewno był dla nich motywacyjnym kopem i w rywalizacji z PrefBudem będą chcieli pokusić się o coś więcej. Teoretycznie są na to szanse, bo rywale ostatnio nie zachwycają i ich dorobek także do najbardziej ekskluzywnych nie należy. Tyle że PrefBud choćby w poprzednim sezonie udowodnił, że nawet jeśli przegrywa spotkania z rywalami z podobnej półki, to z tymi niżej notowanymi wielkich problemów nie ma. Choćby Bad Boysów zmiótł wówczas z powierzchni boiska, triumfując aż 12:1. Jutro podobnego wyniku raczej nie będzie, chociaż jeśli ekipa z Tulewa powetuje sobie wszystkie niecelne strzały z poprzedniego meczu, to kto wie. Bo przeciwko AutoSzybom tych okazji naprawdę było mnóstwo i trzeba oddać ferajnie Rafała Kowalczyka, że potrafi je sobie kreować. Niewykluczone więc, że ta sportowa złość którą pewnie chłopaki jeszcze w sobie trzymają po ostatnim meczu, zostanie uwolniona w najbliższą niedzielę. Bad Boys muszą więc zachować czujność, no i przede wszystkim nie zostawiać sprawy punktów na ostatnią chwilę. To że udało się raz odrobić trzy gole straty w niecały kwadrans, nie będzie normą. A PrefBud, jeśli poczuje tutaj krew, to ciężko go będzie powstrzymać. Musimy zresztą oddać tej drużynie, że nawet jeśli idzie jej średnio, to nie nie ma tutaj miejsca na załamywanie się. Oni nie rozpamiętują porażek i nie liczą straconych punktów. Dla nich każdy kolejny mecz jest tak samo ważny jak poprzedni i to nam się w nich podoba. Jeśli więc to nastawienie uda im się utrzymać, to mają duże szanse, by wyjść z tej potyczki z podniesioną głową.

A po raz trzeci w historii swojej przygody z amatorską piłką w szranki staną Show Team i FC Spectare. Tak, tak – to nie jest błąd, bo chociaż w naszych rozgrywkach te drużyny spotkają się pierwszy raz, to w lidze w Tłuszczu miały okazję widzieć się dwukrotnie. Bilans jest remisowy – raz wysoki triumf odniósł Show Team, a raz trzy punkty na swoje konto zapisali podopieczni Wołodji Lewickiego. Wszyscy zadajemy sobie pytanie jak będzie tym razem, chociaż oczywiście faworyt jest doskonale znany. Tylko czy warto w ten sposób określać zespół Przemka Matusiaka? Oni chyba za tym sformułowaniem nie przepadają, bo pamiętamy jak się kończyły mecze, przed którymi niemal wszyscy dopisywaliśmy im pewne trzy punkty. A to też jest taki mecz, gdzie każdy inny wynik niż sukces graczy w bordowych koszulkach będzie niespodzianką. Szczególnie po tym, co Show Team zrobił ostatnio Lemie, triumfując bez żadnych przeszkód w stosunku 8:3. FC Spectare o takiej wiktorii może na razie jedynie pomarzyć. Ba! Podstawowym celem na najbliższy mecz będzie to, żeby w ogóle zdobyć bramkę, bo ta sztuka nie udała się chłopakom z Ukrainy podczas poprzedniego spotkania z Lambadą. Tak skuteczny jak w pierwszym meczu nie jest już Andgej Ratyc, chociaż to nie on marnował wyborne okazje w rywalizacji sprzed siedmiu dni. Do tego nie ma jednak co wracać. Spectare musi na nowo zbudować swoją pewność siebie, a mamy wrażenie, że tę ekipę stać na zdecydowanie więcej niż to, co widzimy w jej wykonaniu ostatnio. Zbyt dużo jest też wzajemnych pretensji, zwłaszcza gdy ktoś popsuje dogodną sytuację. To nie pomaga, ale wiadomo że zawodnicy z Ukrainy podchodzą do rywalizacji bardzo emocjonalnie i przeżywają każde swoje zagranie. I tego pewnie już nie zmienimy 😊 Ale gdyby tak skoncentrowali tę energię na pozytywnej mobilizacji, to mogłoby to przynieść znacznie lepsze efekty. A ta będzie im potrzebna, Jeśli Show Team przyjedzie pełnym składem, z Piotrkiem Boberem na czele, który tak znakomicie pokazał się w swoim debiucie, to nie wydaje nam się, by liderowi tabeli mogła się tutaj stać krzywda. Bo to naprawdę najwyższa pora, by Show Team udowodnił, że nauczył się sobie radzić z łatką faworyta.

A na pewno po raz pierwszy na poziomie szóstkowych zmagań dojdzie do konfrontacji HandyMan z Al-Maj Car. Niewiele zabrakło, żeby ten mecz odbył się na poziomie naszej drugiej ligi, bo przypomnijmy – ci pierwsi po symbiozie z Green Teamem chcieli zacząć od najniższej klasy rozgrywkowej, a drudzy zostaliby w niej, gdyby nie wycofanie Beer Teamu. Na szczęście – o czym już wielokrotnie pisaliśmy – jedni i drudzy ostatecznie wystartowali w elicie i spisują się tutaj naprawdę dobrze. Zwłaszcza Hendymeni – ekipa Krzyśka Smolika ostatnio udowodniła co nieco Black Dragons i z dorobkiem sześciu punktów jest tuż za liderującym Al-Marem. Markowianie punktowo wyglądają znacznie gorzej, bo na ten moment ich konto wciąż pozostaje zamknięte, ale z piłkarskiego punktu widzenia naprawdę tragedii nie ma. Przecież oni jeszcze w okolicach 40 minuty spotkania z Al-Marem mogli realnie myśleć o zdobyciu kompletu punktów. Dobrze bronił Przemek Woźniecki (na zdjęciu), jak zwykle swoje robił Łukasz Grochowski, a fajnie wypadł też debiutujący u nas Tomek Terpiłowski. Z taką grą obóz Grześka Wojdy naprawdę nie jest bez szans z HandyMan. Zwłaszcza, że rywale będą jutro musieli wykazać trochę więcej inicjatywy w ataku niż do tej pory i gdy trochę się odsłonią, to jest szansa by zrobić im krzywdę. W każdym razie – jeśli ktoś myśli, że zawodnicy w żółtych koszulkach pogromią tutaj Al-Maj Car to jest w ogromnym błędzie. Hendymeni nie będą bowiem wyłącznie czekali na to, co zrobi rywal, tak jak mogli sobie na to pozwolić w ostatnich potyczkach. Jutro to oni wezmą kierownicę w dłoń i zobaczymy jak poradzą sobie w nowych dla siebie okolicznościach. Zwłaszcza, że oni MUSZĄ, bo po tym jak znaleźli się w czubie ligowej stawki, nie wierzymy że nie zaczęli o sobie myśleć, jako o potencjalnych kandydatach do medali. A to wiąże się z delikatną presją, z pośpiechem, a wiadomo że takie rzeczy nie ułatwiają boiskowego życia. Dlatego mamy przeczucie, że to może być mecz-niespodzianka. I jeśli Al-Maj wykorzysta to, co sobie wykreuje, to niewykluczone, iż wreszcie pozna smak pierwszoligowego zwycięstwa.

Przemek Woźniecki zaliczył ostatnio dobry występ miedzy słupkami Al-Maj Car

No i powoli dopływamy do brzegu. Ta wodna terminologia nie jest przypadkowa, bo w ostatniej parze 4 kolejki dojdzie do starcia Rekinów i Joga Bonito. Tę batalię także poddaliśmy pod dyskusję w naszej lidze typerów i Wasze głosy rozkładają się mniej więcej równo. I wcale się nie dziwimy, bo my także mamy spory problem, w kim upatrywać zdobywcy potencjalnych trzech punktów. Z jednej strony Rekiny, grające bardzo solidnie i potrafiące ograć Show Team, a z drugiej Joga, gdzie dzieli i rządzi najlepszy strzelec drugiej ligi Łukasz Pokrzywnicki. No ale właśnie – podczas gdy Łukasz robi swoje i zdobywa mnóstwo bramek, pomoc ze strony współpartnerów jest na razie niewielka. To dziwne, bo nie brakuje tutaj dobrych graczy, ale ci nie zawsze potrafią przełożyć na mecz ligowy to, co udaje im się na wewnętrznych gierkach. Najwyższa pora by to się zmieniło. Joga nie stoi w tej potyczce na straconej pozycji, lecz chcąc oczekiwać więcej, musi wrzucić wyższy bieg. Może będzie o to prościej, jeśli nie zabraknie Adriana Poniatowskiego, dojedzie Mateusz Maliborski, a po dłuższej nieobecności w Woli zamelduje się także Daniel Więcek. Przydałoby się, by Bartek Brejnak wreszcie mógł skorzystać ze wszystkich swoich opcji. Bo wówczas to naprawdę jest zespół, który wcale nie musi być nieodłączną częścią dolnej połowy tabeli. Tym bardziej, że ligowa hierarchia w drugiej lidze jest bardzo spłaszczona i wystarczy tutaj wygrać, by znaleźć się w okolicach podium. Jest więc o co grać. Rekiny mają jednak identyczny cel. Podopieczni Mateusza Pużuka ostatnio trochę wyhamowali, bo musieli zmierzyć się z gorzkim smakiem premierowej porażki w Strefie 6, lecz daleko jesteśmy od tego, by mówić o jakimś kryzysie czy ogłaszać alarm. Pewne kwestie boiskowe trzeba po prostu dobrze poukładać, ale mamy tutaj do czynienia z doświadczonymi zawodnikami, którzy wszystko sobie już pewnie wyjaśnili i z nową energią przystąpią do tej potyczki. Na to liczymy, bo to właśnie Rekiny stawiamy tutaj jako drużynę, która grając „swoje” powinna mieć więcej powodów do zadowolenia po ostatnim gwizdku. U nich więcej osób ma po prostu wpływ na grę zespołu. Z Jogi gdybyśmy wyłączyli Łukasza Pokrzywnickiego, to mogłoby to wyglądać bardzo blado, a przecież rywale też analizują, też wyciągają wnioski i jeśli szybko zidentyfikują, który to ten „dzik z Jogi”, to droga do zwycięstwa Bonito baaardzo się wydłuży…

Na koniec przypomnienie, że na Facebooku, a konkretnie TUTAJ można się z nami pobawić w typowanie meczów czwartej kolejki. Nieważne kiedy przystąpicie do zabawy – i tak możecie zgarnąć bonus do BETFAN, dlatego zachęcamy. Wszystkim życzymy spokojnej soboty i pamiętajcie, by jutro ciepło się ubrać i dobrze rozgrzać 😉 Do zobaczenia!

Dodaj komentarz