Czy Joga wreszcie się przełamie? Zapowiedź 2.kolejki


Wiele już wiemy po inauguracyjnej kolejce Strefy 6. Dzięki temu trochę łatwiej zapowiadać następną serię, która mamy nadzieję, że pod względem liczby wyrównanych spotkań, nawiąże do tej z poprzedniej niedzieli.

Zanim przystąpicie do lektury zapowiedzi, trzy komunikaty. Pierwszy – przypominamy o wpisowym. Drugi – w składzie drugiej ligi nie ma już Box Gardy Marki, którą zastąpiła Lambada – skład tego zespołu można znaleźć po kliknięciu na nazwę tej drużyny w tabeli 2.ligi. A trzecia sprawa, to że w sobotę pojawi się jeszcze informacja odnośnie jutrzejszych transmisji oraz kursów na Betfan. Z ogłoszeń ligowych to byłoby tyle a teraz przechodzimy do niedzielnych starć!

Wystartujemy od spotkania zespołów, które miały o czym myśleć po pierwszej kolejce. I PrefBud i Al-Maj Car musiały niestety uznać wyższość swoich przeciwników, aczkolwiek scenariusze tych porażek były różne. PrefBud nie było dużo słabszy od Copy i dość długo żył w nadziei, że uda mu się zgarnąć przynajmniej jeden punkt. Co innego Al-Maj – markowianie błyskawicznie zostali pozbawieni złudzeń w konfrontacji z AutoSzybami, ale przypomnijmy, że ten zespół jest beniaminkiem pierwszej ligi i dopiero zbiera tutaj pierwsze szlify. Czy to oznacza, że przeciwko PrefBudowi także może mu brakować argumentów? Niekoniecznie. Nauczony doświadczeniem z pierwszego spotkania, powinien już wiedzieć, że w elicie Strefy 6 mecze wygrywa się obroną. I trzeba tę wiedzę po prostu wdrożyć w spotkanie, zwłaszcza że ekipa Rafała Kowalczyka ma kim postraszyć z przodu i nie można się dać tej ekipie rozpędzić. Na swojego pierwszego gola w rozgrywkach czeka przecież Przemek Wojtkowski, ostatnio nie było Wiktora Wiśniewskiego i Kryspina Kisiela, a oni też wiedzą co należy do obowiązków napastnika. Al-Maj nie jest więc tutaj faworytem, jednak trzeba pamiętać, że nie zawsze w piłce wygrywa zespół, mający w składzie lepszych graczy. I to jest nadzieja dla Grześka Wojdy i spółki. Jeśli od pierwszych minut będą trzymać dyscyplinę taktyczną i skutecznie uda im się wybijać z rytmu chłopaków z Tulewa, to perspektywa zgarnięcia historycznych punktów na poziomie pierwszej ligi, wcale nie będzie taka odległa.

Otwarty rachunek z punktami mają już z kolei uczestnicy kolejnej potyczki – Show Team i Rekiny Ząbki. Ta świadomość pozwoli jednym i drugim w niezłych nastrojach przystąpić do bezpośredniej potyczki, gdzie poszukają kolejnych „oczek”. Większe szanse dajemy ferajnie Przemka Matusiaka i nie jest to raczej zaskoczenie. Show Team traktujemy jako potencjalnego zdobywcę miejsc 1-3 na koniec drugiej ligi, a skoro tak, to z beniaminkami trzeba wygrywać. Nie możemy jednak zapominać, że tej drużynie przynajmniej raz w sezonie zdarza się jakaś nieplanowana wpadka. Tak było w drugiej edycji, tak było i w trzeciej, więc niewykluczone, że w sytuacji gdy znów widzimy ich w roli pewniaka, oni skończą niestety z niczym. Inna sprawa, że nie mogą oczekiwać łatwej potyczki z Rekinami. Słyszeliśmy przecież co mówił w wywiadzie kapitan tego zespołu Mateusz Pużuk – przed tygodniem brakowało niemal połowy ważnych zawodników. Jeśli więc oni się jutro pojawią, to będziemy świadkami zaciętego spotkania. Mimo wszystko pozostaniemy przy swoim typie, bo jednak porównując grę jednych i drugich sprzed tygodnia, Show Team wyglądał lepiej. I byłoby chyba trochę nie fair, gdybyśmy swoją optykę zmieniali tylko dlatego, że Rekiny BYĆ MOŻE mają jakieś asy w rękawie. To się okaże w niedzielę, ale jeśli faktycznie beniaminek dysponuje kilkoma ciekawymi graczami, to tutaj walka o punkty będzie się toczyła do ostatnich sekund. I wtedy wszystko będzie możliwe.

Ciekawe 50 minut powinniśmy również obejrzeć od godziny 11:00. Spotkają się bowiem zespoły, które mają na swoim koncie medale Strefy 6 i które w naszej lidze rywalizowały ze sobą już dwukrotnie. Bilans spotkań między AutoSzybami a HandyMan jest równy – po jednym zwycięstwie dla każdej ze stron. Może więc teraz będziemy świadkami remisu? To jest możliwy scenariusz, bo znając HandyMan, którzy są świadomi jak ogromnym potencjałem ofensywnym dysponują konkurenci, oni podobnie jak z Al-Marem wycofają się na swoją połowę i będą czekali na to, co zaproponuje rywal. Ta taktyka dobrze się sprawdziła przed tygodniem, nawet jeśli nie przyniosła ekipie Krzyśka Smolika punktów. Teraz chłopaki nie mają zresztą wyjścia – ściganie się z Bartkiem Bajkowskim, Łukaszem Flakiem (na zdjęciu) czy kilkoma innymi graczami – po prostu nie ma to najmniejszego sensu. I Szyby też muszą być na to gotowe. To będzie dla nich trudny mecz, taki w którym nie będą mogli wykorzystać swoich największych walorów i zobaczymy, czy będą potrafili „cierpieć”. Jeśli zabraknie im cierpliwości, to może się tutaj skończyć bardzo różnie, zwłaszcza że będąc non stop w ataku pozycyjnym, łatwo zapomnieć o obronie lub popełnić prosty błąd we własnej strefie. A Hendymeni będą na to czekali. Wcale więc nie jesteśmy pewni, że AutoSzyby po tym spotkaniu będą miały na swoim koncie komplet punktów. Gdyby to się jednak udało, to mieliby na swoim rozkładzie kolejnego, niewygodnego rywala. A to w kontekście walki o coś więcej, niż brązowe medale, byłoby dla nich niesamowicie istotne.

A czy po siedmiu meczach (licząc z poprzednim sezonem) wreszcie przełamie się ekipa Joga Bonito? Domyślamy się, że podopieczni Bartka Brejnaka nawet nie liczą spotkań bez zwycięstwa, no ale zegar wciąż tyka i nie chce się na razie zatrzymać. Może jutro? Nadarza się chyba dość dobra okazja, bo po drugiej stronie boiska stanie FC Spectare. Nie piszemy tego dlatego, że lekceważymy zawodników z Ukrainy. Absolutnie. Ale widać po nich, co zresztą potwierdził nam ich kapitan w wywiadzie, że chłopaki potrzebują jeszcze trochę czasu, żeby się na boisku „dotrzeć”. Mieli jednak dość długą przerwą od wspólnej gry i to widać było w pierwszym spotkaniu przeciwko Rekinom, gdzie nie brakowało dobrych momentów, ale też takich, gdzie gra kompletnie się nie kleiła i przeciwnik zdecydowanie za łatwo zdobywał gole. Ekipa Wołodji Lewitckiego na pewno jednak przedyskutowała sobie temat ostatniej potyczki i wie co zrobić, by gra wyglądała lepiej. Joga musi zwrócić uwagę głównie na Andgeja Ratyca. Ten zawodnik umie się ustawić w polu karnym, ma instynkt strzelecki i przed tygodniem zdobył aż cztery bramki, a były też asysty. Trzeba również skutecznie zneutralizować poczynania samego kapitana, bo także dało się łatwo zauważyć, że dużo widzi i potrafi fajnie rozprowadzić piłkę. Ale kluczem do sukcesu będzie nie tylko ograniczenie pola przeciwnikom. Joga musi też spojrzeć na siebie, bo jeśli znowu jedynym zawodnikiem, który stwarza jakiekolwiek zagrożenie pozostanie Łukasz Pokrzywnicki, to ponownie może się to okazać za mało. Reasumując – to nie będzie mecz do jednej bramki i dlatego jesteśmy bardzo ciekawi, kto tutaj zwycięży. Bo na kolejny remis nie ma chyba szans, hmm?

W naszej skromnej opinii, podział punktów nie wchodzi raczej w grę w piątym meczu drugiej kolejki. A zmierzą się w nim Al-Mar oraz Bad Boys, więc drużyny mające pewnie zdecydowanie różne cele na obecny sezon. Zespół z Wołomina celuje w podium, najchętniej w jego najwyższy stopień, natomiast Źli Chłopcy raczej w ogóle nie zastanawiają się, na co faktycznie mogą liczyć w tej edycji i skupiają się po prostu na każdym, najbliższym spotkaniu. Na pewno mogą trochę żałować, że już na inaugurację nie zdobyli jakichś punktów, bo była ku temu okazja, gdyż Black Dragons wcale nie okazał się taki straszny, jak go malują. A może z Al-Marem będzie podobnie? Może to tylko w naszych oczach to murowany faworyt do zdobycia tutaj kompletu punktów? Być może, chociaż patrząc na skład jaki zmontował Marcin Rychta, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że każde potknięcie z zespołem dużo niżej notowanym, będzie po prostu ogromną sensacją. Wiadomo, że to tylko piłka, wszystko może się zdarzyć, a dodatkowo Bad Boys lubią grać z trudniejszymi rywalami, bo wówczas prezentują się najlepiej. Ale to jednak nic w naszym myśleniu nie zmienia. Ekipa z Ostrówka nie tylko musiałaby zagrać kapitalny mecz, ale też liczyć, że konkurent będzie miał słabszy dzień. Jednak dysponując tyloma klasowymi graczami, to nawet przy założeniu że jeden czy dwóch z nich, będzie w słabszej dyspozycji, to w jego buty może wejść następny. Wszystko skłania się więc ku pewnej „1”, chociaż życzylibyśmy sobie, żeby to Bad Boys rozpoczęli tutaj strzelanie. Wówczas ten mecz może nabrać rumieńców, a jego koniec wcale nie musi być taki, jaki zakłada pewnie znakomita większość z Was. Z piszącym te słowa na czele.

Ale o ile w akapicie wyżej byliśmy ukierunkowani tylko na jeden scenariusz, to zupełnie inaczej jest przy okazji spotkania Copa FC – Black Dragons. Zacieramy ręce na ten mecz, bo spotkają się dwa młode, wybiegane i fajne zespoły, ale wiele wskazuje na to, że jedna z nich będzie się musiała w niedzielę pogodzić z przegraną. Która? Na pewno łatwiej wyobrazić sobie porażkę młodych wilków z Wołomina. Mimo, że jest to już drużyna w miarę doświadczona, to jednak wciąż na piłkarskim dorobku i choćby ostatni mecz z Bad Boys pokazał, że nadal ma nad czym pracować. Ale chyba wszyscy wiemy, że stać ich na to, by jutro zagrać kapitalne zawody i pokonać jednego z głównych faworytów do mistrzostwa. Bylibyśmy dużo pewniejsi tych słów, gdyby przed tygodniem Copa straciła punkty z PrefBudem. Tak zresztą przewidywaliśmy, ale musimy zwrócić honor Kopaczom. Dalecy jesteśmy od stwierdzenia, że zaprezentowali się wybitnie, że piłka chodziła jak po sznurku, natomiast mieli dobry plan, byli konsekwentni, no i przede wszystkim skuteczni. Kapitalną partię rozgrywał Michał Łapiński, który dość nieoczekiwanie przejął schedę po Mateuszu Marcinkiewiczu w kontekście zdobywania goli. Ale co będzie, jeśli jutro nie będzie miał tylu okazji do zdobycia bramki? Temu spotkaniu towarzyszy zresztą więcej pytań. Jesteśmy natomiast pewni, że nie zabraknie tutaj wzajemnego szacunku, bo wielu zawodników z obydwu stron doskonale zna się z gry w naszej reprezentacji. To także pokazuje rangę tego meczu, gdzie jednak to Copa musi (lub przynajmniej powinna), a Black Dragons tylko mogą. Życzymy sobie by to spotkanie stało na wysokim poziomie i mimo wszystko stawiamy na pierwszoligowego debiutanta. Zwłaszcza, że Kopaczom dobrze robi, gdy to nie ich widzimy jako potencjalnych zwycięzców i pewnie znowu będą nam chcieli udowodnić, jak bardzo się w ich ocenie mylimy. Ale na spokojnie – jeśli przyjdzie nam ponownie uderzyć się w pierś, to na pewno to zrobimy.

Podczas gdy inni mają już jeden mecz na swoim koncie, dopiero jutro w czwarty sezon Strefy 6 wejdzie Lema Logistic. To oczywiście pokłosie sytuacji z Box Gardą Marki, która w ostatniej chwili odwołała swój przyjazd do Woli Rasztowskiej i finalnie zrezygnowała z gry. Teraz ekipa Kacpra Piątkowskiego może być pewna, że na darmo kilometrów nie nabije, bo Retro Squad to zespół na który można liczyć i który walczy w tej edycji o duże wyższe cele niż ostatnio, dlatego nie ma opcji, by coś go powstrzymało przed przyjazdem. Dodatkowo zespół z Radzymina ma coś do udowodnienia Logistycznym, bo przy okazji ich pierwszej i równolegle jedynej konfrontacji, która miała miejsce w poprzednim sezonie, chłopaki przegrali aż 4:9! Teraz powtórka z rozrywki jest nierealna i w ogóle można się zastanawiać, czy Lema nie tyle co może liczyć na podobne zwycięstwo co kilka miesięcy temu, ale czy w ogóle ma tutaj szansę by zgarnąć komplet punktów. Prawdę mówiąc – to się dopiero okaże. Kacper Piątkowski dopisał kilka nowych osób, nie powinno też zabraknąć stałych bywalców i jeśli to wszystko się ładnie połączy, to możemy mieć do czynienia z silnym zespołem. Ale równie dobrze może wyjść odwrotnie, bo Lema miała też takie spotkania, gdzie skład kleiła na ostatnią chwilę. Pożyjemy, zobaczymy. W każdym razie, jeśli założymy że po obydwu stronach zagrają praktycznie najlepsi, to tutaj obydwaj bramkarze będą mieli co robić. Retro jest w gazie, ten zespół rośnie z kolejki na kolejkę i jest zdolny, by zapisać na swoje konto drugie zwycięstwo z rzędu. Gdyby jednak pomarańczową koszulkę ubrali w niedzielę Hubert Sochacki, Bartek Balcer, Darek Piotrowicz i Damian Kossakowski, to wówczas Logistyczni mogą mieć nadzieję, że ich seria wygranych potyczek nad Retro zostanie podtrzymana. Jedno jest pewne – kto by nie wygrał, punkty pojadą do Radzymina 😉

Bardzo ciężko jest z kolei wyrokować, komu w udziale przypadnie pełna pula za mecz Lambada – RDK Szewnica. Ci pierwsi wskoczyli do rozgrywek w ostatniej chwili, bo przecież pociąg o nazwie “4 edycja” odjechał tydzień wcześniej. Tak się jednak złożyło, że trzeba było załatać dziurę po Box Gardzie, by dać wszystkim zespołom z drugiej ligi możliwość rozegrania pełnego sezonu. Lambada będzie mieszanką polsko-ukraińską. Nie zabraknie tutaj byłych zawodników AKS Elektro, ale pojawią się również całkowicie nowi, którzy grali w rozgrywkach w Warszawie, a teraz spróbują swoich sił tutaj. W bramce zobaczymy chociażby Łukasza Trąbińskiego, dobrze znanego golkipera który występował w Joga Bonito. Reszta to na razie tajemnica, nawet dla samego kapitana. O Szewnicy wiemy zdecydowanie więcej. Obóz Marcina Białka jest już po pierwszym spotkaniu i mimo, że przegrał z Retro minimalnie, to bardziej niż wynik, bardziej bolała sama gra. Może jesteśmy w stosunku do RDK trochę wymagający, ale wiemy że oni potrafią grać znacznie lepiej i choćby w naszych turniejach wielokrotnie widzieliśmy ich w ciut konkretniejszej dyspozycji. A przecież teraz, jeśli chcą jeszcze o coś poważnego powalczyć na zapleczu elity, to po prostu MUSZĄ wygrać. Oczywiście nasuwa się pytanie, czy wreszcie w ich składzie zobaczymy Adama Michalika. Z nim ten zespół zyska kilkanaście procent mocy i to może zdecydować o finalnym rezultacie. Bez niego to znowu może być mecz walki, bo chociaż Lambada to trochę zlepek zawodników z różnych miejsc i kultur, to tanio skóry nie sprzeda. A już na pewno nie odda spotkania bez walki, jak to zrobił zespół, za którego Robert Biskupski i spółka musieli wskoczyć do rozgrywek. Ale może się okaże, że to będzie coś więcej niż tylko “zapchajdziura”? Dowiemy się tego wkrótce.

Na koniec przypomnienie, że na Facebooku, a konkretnie TUTAJ można się z nami pobawić w typowanie meczów drugiej kolejki. Wszystkim życzymy spokojnej soboty i do zobaczenia jutro!

Dodaj komentarz