Czy jutro poznamy mistrzów obu lig? Zapowiedź 6.kolejki


Najwyższa pora, by po dłuższej przerwie wrócić do ligowego grania! Jesteśmy już na ostatniej prostej do mety i może być tak, że nawet jutro poznamy nowego mistrza Strefy Szóstek!

Powrót do gry oznacza także powrót naszych transmisji. A przynajmniej taką mamy nadzieję, bo jak zwykle wszystko zależy od warunków atmosferycznych. Jeśli te będą łaskawe, to od 9:00 rozpoczniemy relację LIVE z czterech pierwszych meczów tego dnia. Nie zabraknie także kursów od BETFAN. O tych dwóch kwestiach przeczytacie jeszcze dziś w oddzielnych artykułach.

A teraz lecimy z zapowiedziami! Godzina 9:00 to moment rozpoczęcia pierwszego niedzielnego spotkania, w którym swoje możliwości zweryfikują RDK Szewnica i Rekiny. To jeden z tych meczów, którego na pewno nie damy do naszej Ligi Typerów, bo domyślamy się, że nie znalazłby się śmiałek, który postawiłby na chłopaków z Ząbek. I nic dziwnego – ostatnie miejsce w tabeli, seria kilku porażek z rzędu (aczkolwiek w Pucharze Ligi nie było tak źle), no i w dodatku rywal z najwyższej półki, bo okupujący również pierwszą lokatę (tylko że od góry) zespół Szewnicy. Czy i w czym można tutaj upatrywać ewentualnej niespodzianki? Prawdę mówiąc ciężko tutaj cokolwiek wymyślić. Niby Rekiny nie mają nic do stracenia, co być może spowoduje że ta drużyna zagra lepiej niż ostatnio, ale też nie powinniśmy być zbyt naiwni. Skoro z ekipami niżej notowanymi niż RDK nie udawało się punktować, to bylibyśmy nie fair wobec Marcina Białka i spółki, sugerując że tutaj może dojść do sensacji. Oczywiście faworyci muszą się mieć na baczności, bo to jest taki mecz, gdzie mało można zyskać a dużo stracić. Znamy ich jednak na tyle, że wiemy iż o ich poziom motywacji możemy być spokojni. Poza tym wiele wskazuje na to, że tym razem w składzie nie zabraknie Adama Michalika, a gdy on jest na boisku, to ta ekipa w Strefie 6 nie przegrywa. Jedyne więc co możemy doradzić Rekinom, to żeby spróbować w jak największym stopniu zneutralizować tego gracza. Gdyby udało się zminimalizować straty poniesione w wyniku gry tego zawodnika (a one są nieuniknione), to być może stworzą się warunki do nawiązania równorzędnej rywalizacji. Tyle że nie tacy już próbowali i nic z tego nie wychodziło, co tylko świadczy o skali trudności jaka czeka Mateusza Pużuka i spółkę. Mimo wszystko liczymy, że drugoligowi outsiderzy łatwo broni nie złożą i nawet gdyby spotkanie nie poszło po ich myśli, to żeby wreszcie nie mieli po nim żadnych pretensji do samych siebie.

O przedłużenie swoich szans na tytuł za 24h powalczą z kolei AutoSzyby. Ta ekipa może być trochę niepocieszona, że po tym, jak wygrała w lidze z Copa FC, a następnie zgarnęła Puchar Ligi, nastąpiła przerwa w rozgrywkach i zobaczymy, czy ta pauza nie wybiła chłopaków z rytmu. A tak jak napisaliśmy – dla nich to jest niesamowicie ważny mecz, bo prawdopodobnie każdy inny wynik niż zwycięstwo, może oznaczać pożegnanie z szansami na złoto. Czy Bad Boys mogą im w tym realnie zagrozić? Patrząc na tabelę to jest praktycznie najlepszy możliwy przeciwnik, ale nie zapominajmy, że Źli Chłopcy w drugiej edycji potrafili pokonać AutoSzyby, gdzie również faworytami nie byli. Pamiętamy tamto spotkanie i być może było ono najlepsze w wykonaniu zespołu z Ostrówka w ich całej przygodzie z S6. Zastanawiamy się, czy są w stanie coś takiego powtórzyć, tym bardziej że o ile wówczas również byli zamieszani w grę o najwyższe cele, tak teraz „puchary” im nie grożą. Ale jak widzimy po ich wynikach – wcale to nie powoduje, że przestało im się chcieć, a każdy rywal rozkłada ich na łopatki. Trzy z czterech porażek to różnica zaledwie jednej bramki i Szyby na pewno zdają sobie sprawę, że to nie będzie spacerek. Szczególnie, że pod dużym znakiem zapytania stoi występ Bartka Bajkowskiego. Najlepszy strzelec w historii rozgrywek nabawił się kontuzji na Pucharze i przewidywana przerwa od gry jest dość długa. Ale czy Bartek bierze ją w ogóle pod uwagę? Czy starczy mu silnej woli, by nie przyjechać na mecz i chociaż nie spróbować? Jak go znamy, to takiego scenariusza wykluczyć nie można. Jutro będziemy w tym temacie mądrzejsi, lecz nawet bez niego Szyby dysponują tak szeroką kadrą i tyloma świetnymi graczami, że ta ewentualna nieobecność nie musi mieć wpływu na wynik. Byle tylko nie zlekceważyć Bad Boys, bo my zakładaliśmy, że z taką grą, ekipa z Ostrówka jakiś mecz w tym sezonie na pewno wygra. I kto wie – może ten dzień to będzie właśnie 7 listopada?

Niemal równo rok temu Mateusz Woźniak strzelił AutoSzybom hat-tricka. Czy jutro powtórzy swój wyczyn?

Ogromna stawka będzie również towarzyszyła spotkaniu HandyMan – PrefBud! O ile w parze wyżej był tylko jeden kandydat do zdobycia tytułu, tak tutaj mamy dwóch i spodziewamy się dobrego widowiska. Bezpośredni bilans tych ekip w naszych rozgrywkach jest jak na razie równy – po jednym zwycięstwie dla każdej ze stron. A kto wygra tym razem? Jesteśmy przekonani, że gdybyśmy zrobili ankietę kto tutaj zwycięży, to wynik byłby zbliżony do remisu. Skąd to przekonanie? Mamy bowiem do czynienia z zespołami, które specjalizują się w czymś innym. PrefBud potrafi świetnie atakować, ma wielu kreatywnych zawodników, którzy nawet z niczego potrafią zrobić coś. Z kolei HandyMan to profesorowie defensywy, drużyna która potrafi się znakomicie zabarykadować i uprzykrzyć życie nawet najbardziej ofensywnie usposobionemu konkurentowi. To zwarcie da nam odpowiedź kto na swojej robocie zna się lepiej. Zwykle w takich parach zwycięsko wychodzą z nich ci, którzy się bronią i kontratakują, co stanowiłoby zapowiedź dobrego wyniku dla HandyMan. Ważnym będzie, czy w ich składzie zobaczymy Rafała Kudrzyckiego, bo z nim taktyka polegająca na szybkich wypadach z własnej połowy sprawdza się najlepiej. Rafał ostatnio wszedł na boisko w Pucharze Ligi, a zakładając, że od tego czasu mięły dwa tygodnie, to być może z jego kolanem jest już wszystko ok. Spokojni możemy też chyba być jeśli chodzi o skład PrefBudu. Przypomnijmy – to ich trzeci sezon w Strefie 6 i gdy tak patrzymy sobie na skład tej klasy rozgrywkowej, to nie ma chyba drugiego zespołu, który gra w 1.lidze tyle czasu, a nie ma na swoim koncie choćby medalu. I Rafał Kowalczyk zdaje sobie sprawę, że to trwa zbyt długo. A gdyby udało się tutaj wygrać, to chyba wszyscy wiemy o jaką stawkę toczyłby się ich mecz z ostatniej kolejki z Black Dragons. Czy wreszcie się przełamią? Czy triumf nad Al-Marem i trzecie miejsce w Pucharze Ligi, to faktycznie jedynie przystawka do dania głównego? Jutro wszystko będzie jasne!

Równo w południe zacznie się z kolei inny mecz, który chociaż nie będzie miał takiej stawki jak ten powyżej, to wcale nie znaczy, że będzie mniej interesujący. Lema i Spectare to bowiem zespoły, z udziałem których zawsze dzieje się coś ciekawego i na nudę narzekać nie możemy. Poza tym – jedni i drudzy ostatnio wreszcie zaczęli punktować i pojawiła się nadzieja, że będą w stanie walczyć o górną połowę tabeli. Większe szanse mają na to Logistyczni, bo oni w swoim dorobku posiadają 6 punktów, a mają też jeden mecz zaległy. To co nas zastanawia przy okazji tej drużyny, to skład jaki uda im się zebrać na niedzielę. Bo gdy tak obserwujemy sobie ich poczynania, to wychodzi na to, że im bardziej próbują kombinować i ściągać zawodników, którzy na co dzień z nimi nie grają, tym większe są wobec nich oczekiwania a potem przychodzi większe rozczarowanie. Dlatego wg nas Kacper Piątkowski nie powinien kombinować, tylko postawić na sprawdzonych graczy, bo oni czują się chyba wtedy najlepiej. Co do Spectare, to widać że oni wreszcie zaczęli w dużym stopniu pokazywać poziom, do którego są predestynowani. W Pucharze Ligi także pokazali pazur, wyszli z grupy i niewiele zabrakło, by zameldowali się w półfinale. Fajnie, że znalazł się tam również zawodnik, który potrafi zrobić różnicę – to bez wątpienia Andgej Tityk, gość będący w absolutnej czołówce graczy z najlepiej ułożoną stopą w rozgrywkach. Bramkarz Lemy (ktokolwiek nim będzie), musi być czujny, gdy ten gracz będzie jutro dysponował piłką w bliskiej odległości od świątyni Logistycznych. Jaki więc wynik tutaj przewidujemy? Minimalnie większe szanse dajemy Lemie, chociaż wiemy, że ich rywale z Ukrainy jak zwykle włożą 100% serca w to spotkanie i nie będzie ich łatwo złamać. Spodziewamy się, że wynik końcowy będzie niski, a jeśli którejś z drużyn uda się przechylić szalę na swoją stronę, to różnicą jednej, maksymalnie dwóch bramek. Pogromu na pewno tutaj nie uświadczymy.

Nie tak miał wyglądać ten sezon w wykonaniu Copa FC. Wiele wskazuje na to, że po tym jak chłopaki dwukrotnie zgarnęli srebrne medale naszych rozgrywek i szykowali się do zdobycia złota, tym razem będą musieli obserwować, jak o podium walczą inni. Jest jeszcze cień nadziei, że szczęśliwym zbiegiem okoliczności uda się trafić na pudło, ale do tego potrzeba już nie tylko własnych zwycięstw, ale też korzystnych wyników w innych potyczkach. Na to drugie Michał Łapiński i spółka wpływu nie mają – na to pierwsze owszem i wydaje nam się, że gdy wyjdą na boisko przeciwko Al-Maj Car to nie będzie się dla nich liczyło, co może dać ewentualne zwycięstwo. Celem będzie po prostu wygrać. I oczywiście Kopacze stoją w uprzywilejowanej pozycji jeśli chodzi o wyścig po trzy punkty, chociaż niczego nie będziemy przesądzać. Al-Maj, który będzie musiał sobie radzić bez zawieszonego za czerwoną kartkę Adama Stromeckiego, to rywal groźny, który w dodatku nie ma nic do stracenia. Pytanie tylko, czy Grzesiek Wojda wreszcie uzbiera skład, pozwalający na nawiązanie równorzędnej rywalizacji. Poza tym – markowianie muszą wreszcie przestać się samookaleczać. Mamy nadzieję, że po dwóch zawieszeniach jakie stały się ich udziałem w ostatnim czasie, wyciągnęli wnioski i po prostu skupią się na grze. W końcu po to się przyjeżdża na amatorskie rozgrywki. Jeżeli wszystkie pójdzie gładko i kadra też będzie liczna, to Copa musi się nastawić na ciężki bój. Spodziewamy się, że oni są tego świadomi i tutaj po prostu nie ma co kalkulować. Trzeba wyjść, szybko zdominować przeciwnika i wprowadzić na boisku własne reguły gry. Bo chociaż może się okazać, że te trzy punkty nic w kontekście podium nie dadzą, to najgorzej byłoby, gdyby na koniec sezonu się okazało, że jednak miałyby swoją wartość…

Spory ciężar gatunkowy będzie natomiast towarzyszył zawodnikom Show Teamu i Lambady. Odpowiedź na pytanie “dlaczego?” jest zawarta w ligowej hierarchii – zmierzą się druga z trzecią ekipą tabeli i o ile Lambada pewnie nawet remisem by tutaj nie pogardziła, o tyle Show Team doskonale zdaje sobie sprawę, jakie konsekwencja może mieć potencjalna strata punktów. Przegrana ferajny Przemka Matusiaka, to koniec marzeń o wicemistrzostwie, a i brązowy medal pozostanie jedynie w kategoriach marzeń. Chyba można więc określić tę potyczkę z ich perspektywy jako spotkanie o wszystko. Czy uda im się ten ciężar unieść? Potencjał mają, szczególnie jeśli kapitan zespołu będzie miał do dyspozycji tych, od których zaczyna zwykle ustalanie podstawowego składu. I chociaż słowa te pisze przedstawiciel obozu przeciwnego, to i on ma nadzieję, że tak właśnie będzie. Że Show Team przyjedzie w wyjściowym garniturze, bo dzięki temu poznamy wiarygodną odpowiedź, kto bardziej zasługuje na medal. Lambada również szykuje się na to spotkanie. Początkowo ten zespół „grał bo musiał” – wszak wskoczył do rozgrywek w miejsce innej ekipy. Ale im dłużej ten sezon trwa, a wyniki są coraz lepsze, to teraz nikt nie wyobraża sobie w obozie Roberta Biskupskiego, że można zaprzepaścić okazję na uzyskanie dobrego wyniku na koniec sezonu. Przypomnijmy – ten zespół wygrał trzy mecze z rzędu, stracił w nich tylko jedną bramkę, a międzyczasie wygrał też swoją grupę w Pucharze Ligi, mimo że ostatecznie do fazy finałowej nie przystąpił. Lambada ma też ten komfort psychiczny, że nawet gdyby noga się tutaj powineła, to dysponuje w zanadrzu zaległą potyczką z Lema Logistic. Ale w ten sposób nie ma chyba co myśleć. Tutaj trzeba skupić się tylko i wyłącznie na najbliższym spotkaniu, bo wygrywając je dalej będzie już z górki. I trzymamy kciuki, żeby ten mecz trzymał swoją temperaturę od pierwszej do ostatniej minuty. Bo o tym kto wygra zdecyduje po prostu dyspozycja dnia.

A to jak spuentowaliśmy poprzedni mecz, równie dobrze będzie pasowało do kolejnego. O godzinie 15:15 na placu boju zobaczymy Retro Squad oraz sensacyjnych wicemistrzów Pucharu Ligi – Joga Bonito. Na początku sezonu nie mielibyśmy kłopotu, by wskazać tutaj tego, kto będzie miał zadowoloną minę po 50 minutach gry. W ciemno obstawialibyśmy Retro. Ale dziś? Po tym jak Joga odniosła największy sukces w historii swoich występów w amatorskich rozgrywkach? Coś takiego daje niesamowitego kopa i spodziewamy się, że po ekipie Bartka Brejnaka będzie to jutro widać. Sukces zawsze buduje, zawsze poprawia atmosferę, aczkolwiek nie można przy tym wszystkim zapominać, że wygrać coś, a następnie udowodnić, że to nie był jedynie przypadek, wcale nie jest tak łatwo. I choćby z tego powodu gracze Bonito będą w jakimś stopniu na cenzurowanym, bo wszyscy chcemy wiedzieć, czy tutaj faktycznie rodzi się coś dużego, czy był to jedynie jednorazowy wybryk. Poza tym Joga ma się za co rewanżować Retro. Jak dotąd te zespoły miały przyjemność spotkać się dwukrotnie i tyle samo razy zespół Mateusza Meirowskiego zgarniał komplet punktów. I zawsze te zwycięstwa były minimalne – najpierw 4:2, a w poprzednim sezonie 3:2. Pamiętamy zresztą okoliczności tej ostatniej potyczki – Joga prowadziła już 2:0, miała okazję, by ten wynik był jeszcze bardziej okazały, a ostatecznie została z niczym. To tylko pokazuje, jak piłka potrafi być nieprzewidywalna. Retro słynie zresztą ze swojej solidności, z regularności, a co najważniejsze – ewentualne zwycięstwo pozwoli jej wskoczyć na miejsce medalowe. Czy uda się po raz trzeci odprawić z kwitkiem Jogę? A może hasło „do trzech razy sztuka” stanie się udziałem biało-niebieskich i to oni wreszcie zatriumfują nad Retro? To może być naprawdę jeden z lepszych pojedynków tego dnia i na taki właśnie liczymy!

Czy z Łukaszem Pokrzywnickim w składzie, Joga w końcu przełamie klątwę Retro?

‘Creme de la creme’ – tak zwykło się mawiać o wydarzeniach, na które długo się czeka i w których biorą udział najlepsi z najlepszych. A właśnie w ostatnim meczu szóstej kolejki dojdzie do konfrontacji liderów pierwszej ligi – obecnego czyli Black Dragons Team i byłego, a więc Al-Maru. Będą to również derby Wołomina, bo znakomita większość przedstawicieli jednej i drugiej ekipy to właśnie mieszkańcy WWL. No ale to, że mieszkają może nawet bliżej siebie niż myślą, nie oznacza, że na boisku będzie grzecznie. To starcie może nam albo całkowicie rozwiązać kwestię tytułu mistrzowskiego, albo totalnie ją pogmatwać. Jeśli Czarne Smoki zwyciężą, to niewykluczone, że już jutro będziemy ich tytułować nowymi czempionami Strefy 6. Ale gdyby to Al-Mar okazał się górą, wówczas gra o złoto będzie trwała w najlepsze. Al-Mar musi jutro wznieść się już na wyżyny swoich możliwości. Tę ekipę stać na zdecydowanie lepszą grę, niż pokazywała to w poprzednich kolejkach, a naprawdę nie przypominamy sobie, by w lidze na otwartej przestrzeni ta ekipa przegrała trzy razy z rzędu. Poza tym – nie można też demonizować Black Dragons. Oczywiście – to lider, zdobywca największej liczby punktów, ale też nie możemy chłopaków nazwać dominatorami. To nie jest tak, że każdy kto mierzy się z nimi ma pełne portki i czeka jedynie na najniższy wymiar kary. Spójrzmy choćby na Puchar Ligi, gdzie wołomińska młodzież poniosła trzy porażki i przegrała nawet z Rekinami, które zamykają drugoligową stawkę. Na nich trzeba mieć po prostu sposób. A kto jak kto, ale Al-Mar to prawdopodobnie jedna z najbardziej doświadczonych ekip w stawce i ona takich meczów trochę w swojej przygodzie z amatorską piłką rozegrała. Tym samym gdy wybrzmi pierwszy gwizdek nie będzie miało znaczenia, że kilka tygodni temu doznała klęski z PrefBudem, a wcześniej dała się pokonać Copie, która teraz błąka się w dolnych rejonach tabeli. Jesteśmy pewni, że to może być nowe otwarcie dla tego zespołu, zwłaszcza iż chłopaki zagrają w nowych strojach z nowym herbem na piersi. No i też patrząc z organizatorskiego punktu widzenia – liga byłaby ciekawsza gdyby Black Dragons tutaj przegrali. Ale to nie jest tak, że życzymy im porażki. Gdyby tak było, to byśmy tego nie pisali, bo teraz będą podwójnie zmotywowani, chcąc udowodnić coś nie tylko przeciwnikom, ale i Organizatorowi. Tylko że trochę w piłce już widzieliśmy i wiemy, że aby wygrywać takie spotkania nie liczy się obecna forma czy prezentowany styl. Mecze o taką stawkę czasami się po prostu “przepycha” i według nas Al-Mar będzie wiedział jak to skutecznie zrobić.

Na koniec przypomnienie, że na Facebooku, a konkretnie TUTAJ można się z nami pobawić w typowanie meczów szóstej kolejki. Nieważne kiedy przystąpicie do zabawy – i tak możecie zgarnąć bonus do BETFAN, dlatego serdecznie zachęcamy do udziału. Wszystkim życzymy udanie spędzonej niedzieli i do zobaczenia za niecałe 24h!

Dodaj komentarz