Czas na derby Marek! Zapowiedź 4.kolejki


Bardzo szybko minął nam półmetek zmagań w Strefie Szóstek. Ale domyślamy się, że tak jak jest sporo ekip, które nie mogą doczekać się kolejnego spotkania, tak pewnie nie brakuje również takich, które po kiepskim starcie pewnie chciałyby mieć ten sezon za sobą.

Zaczynamy jednak od dwóch ważnych spraw. Pierwsza – jak co tydzień BETFAN ma dla Was propozycję dodatkowych emocji. O wszystkim napisaliśmy TUTAJ. Po drugie – jutro na Warszawską 41 ponownie zajedzie nasz wóz transmisyjny. Na pewno pokażemy pierwsze cztery mecze, a jak pogoda pozwoli, to również piąte. Dziś wieczorem pojawi się artykuł, w którym znajdziecie link. No a właśnie od spotkań, które pokażemy na żywo, zaczynamy nasze cotygodniowe zapowiedzi!

Niektórzy z Was o godzinie 9:00 będą pewnie jedli śniadanie i niewykluczone, że do płatków i kawy włączycie sobie starcie Beer Team – Bad Boys. Skłamalibyśmy pisząc, iż zapowiada się tutaj na wyrównany mecz, bo jednak tabela i ostatnie wyniki jednych i drugich są bezlitosne. Ci pierwsi wygrali ostatnio dwie potyczki pod rząd, grają coraz lepiej, z kolei Źli Chłopcy, nawet jeśli z tygodnia na tydzień zaliczają progres, to jednak nie przenosi się to na majątek punktowy. Co prawda nie było jeszcze meczu w tym sezonie, gdzie grali pełnym składem, ale z Beer Teamem nawet gdyby takowy udało się zebrać, to jednak faworyt będzie po drugiej stronie boiska. Chociaż pamiętamy oczywiście pierwszą edycję, gdzie pewnie pisaliśmy podobnie, a to Bad Boys okazali się lepsi. Tylko że obecny skład rywali jest znacznie silniejszy niż wtedy. Świetną robotę robią bracia Banaszek, bramki dorzuca Krzysiek Giera i choćby to, że Beer Team okazuje się lepszy od PrefBudu, gdzie na boisku nie było Konrada Kanona czy Pawła Cackowskiego, jest wielce wymowny. Nadziei dla ekipy z Ostrówka upatrywalibyśmy w tym, że Beer Team czasami potrafi być chimeryczny i niecierpliwy. A w starciu z zespołem, który pewnie zamknie się na swojej połowie, trzeba wykazać się dużym opanowaniem i konsekwencją. I za 24h przekonamy się, czy te cechy obóz Mateusza Karpińskiego już nabył, czy też musi nad nimi jeszcze trochę popracować.

A jeśli zastanawiacie się, czy faktycznie warto zrywać się z rana, to nawet jeśli odpuścicie pierwszy jutrzejszy mecz, to apelujemy – nie róbcie tego z drugim! Bo możecie żałować, gdyż potyczka Lema Logistic – Show Team zapowiada się arcyciekawie. Logistyczni na razie są nieskazitelni i wygrywają wszystko jak leci. Ich rywale podnieśli się z kolei po inauguracyjnej porażce z Black Dragons i w dwóch kolejnych spotkaniach zgarnęli komplet punktów, dodatkowo pokazując przy tym dobrą grę. I jesteśmy pewni, że ich apetyty urosły. Że zdają sobie sprawę, jak cennym skalpem może być niedzielna wiktoria nad Lemą. Komplet „oczek” zdobyty na aktualnym liderze rozgrywek to może być dla nich niesamowity motywacyjny kopniak na resztę sezonu i niczego nie jesteśmy tak pewni jak tego, że oni będą na to wyzwanie gotowi. Ale to wcale nie oznacza, że sukces jest gwarantowany. Lema wie, że rywal jest solidny i Kacper Piątkowski pewnie już od kilku dni wierci dziurę w brzuchu najlepszym zawodnikom, by ci w niedzielę zjawili się na boisku. Mowa choćby o Darku Piotrowiczu, który przed tygodniem dojechał na Strefę Szóstek pierwszy raz w tym sezonie, a od razu zrobił różnicę. On i Damian Kossakowski to gracze, których Przemek Matusiak i spółka muszą błyskawicznie zidentyfikować i nie pozwolić na rozwinięcie skrzydeł. Nie będzie to jednak proste. Skład Logistycznych jest naprawdę dobry i szeroki i chyba właśnie to jest największym błogosławieństwem Lemy. Bo to może być trochę mecz rezerwowych, gdyż jasnym jest, że ci najlepsi zawodnicy będą musieli na chwilę odpocząć, a wtedy sprawy w swoje nogi wezmą zmiennicy. I tutaj upatrujemy delikatnej przewagi ekipy z Radzymina. Ale może zawodnicy Show Team będą chcieli udowodnić organizatorowi, jak bardzo się myli? Nie mamy nic przeciwko! Zacieramy już ręce na to widowisko i oby faktycznie dało ono nam tyle emocji, ile możemy się spodziewać po pierwszej i trzeciej ekipie w tabeli.

Na cuda nie liczymy za to w partii nr 3. Mimo że mamy siebie za ludzi dużej wiary, to w przypadku spotkania Black Dragons – Joga Bonito nie jest ona na tyle mocna, byśmy tutaj zaryzykowali i postawili na „gości”. Może to dla nich przykre, ale też nie za bardzo dali nam ostatnio argumenty, byśmy mogli myśleć inaczej. Mamy jednak nadzieję, że bez względu na to, jaki wynik tutaj padnie, to uda im się wreszcie dojechać do Woli w optymalnym składzie. Bo nawet Piotrek Miętus w swoim wywiadzie powiedział, że nie ma co liczyć na dobre wyniki, jeśli nie będzie regularności tych najlepszych graczy. A drugi problem Bonito jest taki, że wciąż nierozwiązana pozostaje kwestia, kto ma dla tego zespołu zdobywać gole. Zobaczmy, że w dwóch ostatnich meczach chłopaki tylko trzykrotnie cieszyli się z trafień. Co innego Black Dragons – tutaj nie ma problemów ze skutecznością i każdy zawodnik jest w tej materii bardzo groźny. Chociaż i tu Serek Modzelewski musi się postarać, by jednak ławka rezerwowych była trochę szersza niż ostatnio, albowiem przeciwko AKS Elektro omal nie skończyło się sensacją. To też pokazuje, że ten zespół musi jeszcze zapracować na miano stabilnego i nie może myśleć, że wystarczy sześciu do gry, a każdy rywal padnie przed nim na kolana. Poza tym wiadomo – to będzie kolejna potyczka, w której to Smoki będą pod presją, więc gdy czas będzie upływał, a wynik nie będzie się zgadzał, to mogą się zacząć nerwy. Ale raczej takiego scenariusza nie przewidujemy. Joga może i powalczy, może i do pewnego momentu będzie dotrzymywała przeciwnikom kroku, ale w końcu „pęknie” i po raz kolejny obiekt w Woli opuści niepocieszona.

Dużo ciężej przewidzieć, kto będzie miał nosy spuszczone na kwintę w kolejnej parze. Bo chociaż to Green Team jest jednocześnie obrońcą tytułu i zespołem, który w tej edycji nie poniósł jeszcze porażki, to chyba wszyscy potrafimy ocenić, że wśród drużyn które mogą sprawić Zielonym problemy, PrefBud absolutnie jest. Koronnego przykładu nie musimy daleko szukać – gdy w tamtej edycji było już wiadomo, że tytuł zabierze ekipa Adriana Wojdy, te zespoły spotkały się w ostatniej potyczce sezonu i trzy punkty pojechały do Tulewa. Ktoś powie, że Green Team mógł być już początku swojej mistrzowskiej fety i nie podszedł do swoich obowiązków poważnie, lecz pamiętamy to spotkanie i niczego takiego nie zaobserwowaliśmy. Teraz być może przyszła pora na rewanż. Piotrek Bielecki mówił ostatnio w wywiadzie, że jego ekipa ma swoją taktykę na silnych rywali i ciekawe czy to się w niedzielę potwierdzi. Można się domyśleć, że chodzi tu po prostu o oddanie piłki rywalowi i niech on się zastanawia, co z nią zrobić. I PrefBud powinien wyciągnąć z tego wnioski. Bo jeśli da się wciągnąć na połowę przeciwnika, to może skończyć jak wszyscy poprzedni rywale Zielonych. Ekipa Rafała Kowalczyka powinna więc przyjąć podobną strategię co konkurent, nawet jeśli będzie to ze szkodą dla widowiska, bo wówczas zobaczymy piłkarskie szachy. Innego sposobu na Green Team nie widzimy, ale to oczywiście wyłącznie nasza opinia i Rafał Kowalczyk może to widzieć zupełnie inaczej. Zwłaszcza, że przyjęcie odpowiedniej taktyki a jej realizacja, to czasami dwie różne sprawy. W każdym razie jesteśmy bardzo ciekawi tego meczu, tym bardziej że w przypadku PrefBudu druga porażka w sezonie, to może być o jedną za dużo w kontekście wywalczenia upragnionego medalu.

A po meczu dwóch ekip, które radzą sobie dobrze, przyjdzie czas na konfrontację drużyn, które wiele by dały, by ten sezon zacząć jeszcze raz. AutoSzyby i HandyMan zajmowały w poprzedniej edycji miejsca w górnej połowie tabeli, ci drudzy skończyli nawet ze srebrem, a teraz nie ma już praktycznie żadnych szans, by chociaż jedna z nich powalczyła o podium. To nie jest dla nich łatwy moment, domyślamy się że również kapitanowie obydwu ekip przeżywają ciężkie chwile, bo na pewno nie jest łatwo namówić do gry w momencie, gdy tak naprawdę o nic już nie walczysz. To było zresztą widać w poprzedniej kolejce – Hendymeni ledwo uzbierali skład, a i Szyby dawno nie przyjechały tak wąską kadrą jak przeciwko Copa FC. Ale teraz trzeba się zmobilizować. Trzeba pokazać ambicję oraz dać do zrozumienia reszcie drużyny, że jest się z nią na dobre i na złe. Być może dla Kamila Wiśniewskiego i Krzyśka Smolika to będzie też przegląd wojsk, komu naprawdę zależy na zespole i na kogo będzie można liczyć w kolejnej edycji. A jak może wyglądać sam mecz? Chyba łatwo się domyśleć. AutoSzyby będą atakowały, ten zespół wciąż ma niesamowitą artylerię w przednich formacjach, z kolei Hendymeni postarają się skupić na defensywie i będą grozić kontrami. Pod warunkiem, że będą mieli kim postraszyć, bo choćby w ostatnim meczu, to poza Emilem Rozbickim, nie było tam klasycznego napastnika. A wiadomo – nie ma goli, nie ma zwycięstw. Jeśli jednak do Woli przyjedzie Maciek Sadocha, w obronie znów będzie rządził Łukasz Mietlicki, a reszta ekipy zagra na swoim poziomie, to każdy wynik jest możliwy. Bo coś nam się wydaje, że nawet nie tyle o wszystkim zadecydują tutaj nazwiska, ale której drużynie będzie się bardziej chciało. Czas pokaże, czy mieliśmy w tym temacie rację.

Czarne chmury zebrały się również nad Retro. Początkowo wszystko tłumaczyliście tutaj tym, że nowi zawodnicy musieli złapać nić porozumienia z dotychczasowymi i potrzeba czasu, aby to wszystko się zazębiło. No ale za nami już trzy kolejki, a efektów jak nie było, tak nie ma. Przełamanie miało przyjść przeciwko Box Gardzie, ale zamiast tego skończyło się bolesną porażką, bo przegrana gdzie wcale nie byłeś dużo słabszy, czasami boli bardziej niż kilkunastobramkowy pogrom. Dużo lepsze nastroje panują za to w AKS Elektro. Elektryczni tę samą drużynę z Marek, z którą Retro przegrało, odprawili z kwitkiem. Ba – siedem dni temu Piotrek Biskupski i spółka omal nie zszokowali całej strefowej społeczności, bo urwanie punktów Black Dragons było bardzo blisko. Te dwa mecze na pewno dodały mnóstwo pewności siebie AKSowi i chyba można napisać, że oni wręcz nie wyobrażają sobie, by jutro nie zanotować drugiego zwycięstwa w sezonie. Wiadomo – należy do sprawy podejść z chłodną głową i z szacunkiem dla rywala, lecz tutaj faktycznie rodzi się coś ciekawego i sukces nad Retro może być tego kolejnym zwiastunem. Do drużyny prawdopodobnie wrócą też nieobecni z ostatniego weekendu, czyli Kamil Ciak i Łukasz Więch, co powinno dodatkowo wzmocnić siłę ognia graczy w bordowych koszulkach. Wszystko układa się więc w jedną całość, ale nie zapominajmy, że to tylko sport, a zła passa Retro też nie będzie trwała wiecznie. A AKS – oprócz Joga Bonito – jest chyba ostatnim zespołem, z którym Darek Rosłon i spółka mają czego szukać. I chłopaki muszą sobie o tym przypomnieć, gdy sędzia da sygnał o rozpoczęciu zawodów.

A o 15:15 być może doświadczymy truskawki na torcie w 4 kolejce – Copa FC kontra Al-Mar Wołomin! Spotkanie z wielu względów wyjątkowe. Przede wszystkim ze względu na osobę Mateusza Marcinkiewicza, który doskonale zna swoich rywali, bo przez jeden sezon zakładał charakterystyczną, czarną koszulkę i grał ramię w ramię z Adamem Baranem czy Marcinem Rychtą w lidze ósemek. Aczkolwiek występ tego gracza stoi pod małym znakiem zapytania, bo ostatnio nabawił się kontuzji pachwiny. Jednych i drugich łączy też podejście do amatorskiej piłki. Próżno tam szukać „krzykaczy”, czy zawodników którzy tylko czekają, by wytknąć jakiś błąd sędziemu. Chłopaki przyjeżdżają, by pograć w piłkę i nie mamy wątpliwości, że bez względu na to kto tutaj wygrany, przegrany nie będzie miał żadnego problemu, by pogratulować zwycięzcy. Gdyby zaś wymienić co te zespoły dzieli, no to przede wszystkim liczba punktów w tym sezonie. Copa ma ich dziewięć, a Al-Mar tylko sześć. Gracze z Wołomina wiedzą co to oznacza i jakie konsekwencje będzie miała kolejna wpadka. Ale ewentualnej porażce nie będzie łatwo zapobiec. W prywatnych rozmowach z graczami Al-Maru często słyszymy, że przeciwko Copie czy Beer Teamowi, a więc zespołom bardzo dużo biegającym, pokazującym się na pozycje, będzie ciężko wygrać. Dlatego domyślamy się, że Marcin Rychta już dziś przysiądzie nad tematem i postara się dobrać idealną taktykę pod najbliższego przeciwnika. Nieobecność Mateusza Marcinkiewicza bardzo ułatwiłaby sprawę, ale błędem byłoby myśleć, że Copa to tylko jeden groźny zawodnik. Wystarczy spojrzeć na statystyki, że Kopacze to dobrze funkcjonująca maszyna, gdzie trudno znaleźć słaby punkt. No ale pamiętajmy – Al-Mar umie się mobilizować na trudne mecze. Tak było często w ósemkach, na Nocnej Lidze, wszędzie gdzie mieliśmy z nimi do czynienia. I jeśli przyjadą pełnym składem, to szanse oceniamy tutaj 50 do 50. Ale pewnie się spodziewaliście, że tak to właśnie rozegramy. No cóż – niech wygra po prostu lepszy!

No i na rozkładzie został nam jeden mecz. I od razu Wam zdradzimy – batalia między Box Gardą a Al-Maj Car to nie będzie zwykła rywalizacja. Pewnie duża część z Was nie wie, ale jedni i drudzy jeszcze niedawno rywalizowali pod jedną banderą. Rafał Saks czy Damian Malinowski grali dla Al-Maju w lidze ósemek, ale coś w tamtej ekipie przestało się zgadzać, przez co Rafał poszedł w swoją stronę a Grzesiek Wojda w swoją. I jutro być może spotkają się pierwszy raz od tamtego czasu. To będzie honorowy pojedynek, coś jak Celtic kontra Rangers, chociaż mamy nadzieję, że nie będzie tutaj tak iskrzyło, jak w derbach Szkocji 😉 Wiemy za to, iż po obydwu stronach szykują się najlepsze składy. Żaden kapitan nie chce dopuścić do sytuacji, w której będzie sobie zarzucał, że pod kątem organizacji mógł się przed tym meczem zachować lepiej. Jeśli więc dojdzie do sytuacji, że i tu i tu zjawią się najlepsi z najlepszych, to czego możemy się spodziewać? Rozum podpowiada nam, że większe szanse ma wtedy Al-Maj, bo jednak liczba graczy, którzy posiadają doświadczenie z dużego boiska jest zdecydowanie większa, aniżeli w Box Gardzie. Ale z drugiej strony – Bokserzy to ekipa która z meczu na mecz wygląda lepiej, czego z kolei nie możemy napisać o rywalu. Po wygranej nad Retro ta drużyna jeszcze mocniej uwierzyła w siebie i prędzej padnie z wycieńczenia, niż odda tutaj cokolwiek za darmo. Dlatego to nie będzie mecz jak każdy inny i nasze boisko może się czuć zagrożone. Zawodnicy będą bowiem gryźli trawę, bo nikt chce sytuacji, w której będzie musiał pogratulować konkurentowi. Oby tylko jedni i drudzy nie wyszli na boisko przemotywowani, bo chociaż stawka jest spora, to nie zapominajmy, że na końcu to tylko zabawa. No i niewykluczone, że kiedyś przyjdzie czas, iż chłopaki znowu spotkają się pod jednym szyldem. Życie pisze wszak różne scenariusze 😉

Na koniec przypomnienie, że na Facebooku, a konkretnie TUTAJ można się z nami pobawić w typowanie meczów czwartej kolejki. Tradycyjnie życzymy Wam fajnie spędzonej soboty i do zobaczenia w niedzielę!

Dodaj komentarz