Chwila prawdy dla PrefBudu. Zapowiedź 5.kolejki


Podczas piątej kolejki znów będzie nam towarzyszyła jesienna aura. Ale dla Was to chyba bez znaczenia – tydzień temu było podobnie, a mecze okazały się świetnymi widowiskami.

Jeśli nie nastąpi jakieś drastyczne załamanie pogody, to jak co tydzień cztery pierwsze spotkania zobaczycie na ekranach swoich monitorów, telewizorów lub komórek podczas transmisji LIVE. Szczegóły podamy w oddzielnym poście. Będzie też coś dla fanów dodatkowej adrenaliny, czyli kursy od BETFAN. Obydwu artykułów wyczekujcie na przestrzeni kilku najbliższych godzin.

A zmagania piątej serii zainauguruje jedno z kluczowych spotkań dla układu tabeli pierwszej ligi. Zajmująca trzecią pozycję Copa FC powalczy o punkty z będącymi tuż za nią AutoSzybami. Choćby miejsca zajmowane w ligowej hierarchii dają do zrozumienia, że stawka będzie tutaj naprawdę duża. Przy założeniu, że w niedzielę swój mecz wygra też Al-Mar lub Black Dragons, to strata do lidera przy ewentualnej porażce, będzie praktycznie nie do odrobienia. A jedni i drudzy celują w złoto. Domyślamy się, że Wasze domniemania odnośnie potencjalnego zwycięzcy skłaniają się tutaj ku Copie. Chyba na wszystkich zrobiło wrażenie ich zwycięstwo z Al-Marem i ten zespół pokazał, że w trudnym momencie potrafi się zmobilizować i pokazać dobrą grę, nawet jeśli nie może skorzystać ze wszystkich swoich najlepszych zawodników. Podobna sztuka nie udała się w miniony weekend AutoSzybom. Wystarczył jeden gorszy okres w rywalizacji z Black Dragons i trzy punkty przeleciały chłopakom koło nosa. Ale już wtedy pisaliśmy, że gra wcale nie była zła, tylko skuteczność wołała o pomstę do nieba. A coś nam podpowiada, że to co nie chciało wpaść przeciwko Smokom, jutro może znaleźć metę w bramce Copy. AutoSzyby wiedzą, że to naprawdę ostatni dzwonek, aby pozostać w grze o poprawienie lokaty z poprzedniego sezonu (wówczas byli trzeci) i naszym zdaniem nie zmarnują tej szansy. Jeśli dobrze wejdą w mecz, jeżeli nie zabraknie Artura Jaguszewskiego, a Kamil Wiśniewski postara się, by nie zabrakło także innych, ważnych ogniw w tej ekipie (choćby nieobecnego ostatnio Rafały Muchy – na zdjęciu), to można tutaj myśleć o sukcesie. Kluczem będzie oczywiście obrona. Jeśli uniknie prostych błędów i nawet chwilowego braku koncentracji (jak przed tygodniem), to z przodu na pewno coś wpadnie. A gdy Copa się otworzy, to łatwo ją będzie skontrować, w czym AutoSzyby są przecież absolutnym liderem Strefy 6.

Z Rafałem Muchą w składzie, AutoSzyby rzadko przegrywają (1 raz na 6 meczów)

O godzinie 10:00 spotkają się z kolei dwa ligowe dinozaury. Biorąc pod uwagę historię rozgrywek, Bad Boys i HandyMan to dwie z trzech drużyn, które grają u nas od samego początku i rozegrały komplet 29 potyczek. Tym samym dość często dochodziło do ich bezpośrednich starć – łącznie już trzykrotnie stawały po dwóch stronach barykady i bilans jest korzystniejszy dla Hendymenów. Z trzech meczów wygrali dwa, aczkolwiek to ostatnie, które odbyło się w maju 2021 roku, na swoje konto zapisali Bad Boys. Czy ten bilans jutro się wyrówna? Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Gdyby ekipa Krzyśka Smolika (którego w niedzielę ma niestety zabraknąć) wygrała przed tygodniem z Al-Maj Car, to nie mielibyśmy żadnych wątpliwości, na kogo tutaj postawić. Ale przegrała, co pokazuje, że ten zespół ma jeszcze nad czym pracować i zdecydowanie bardziej woli grać z pozycji atakowanego, niż atakującego. Ale Bad Boys przed siedmioma dniami też się nie popisali. Biorąc pod uwagę, że potrafili zremisować z Copą czy minimalnie przegrać z Al-Marem, spodziewaliśmy się że przeciwko PrefBudowi zaliczą premierowy triumf w czwartej edycji. Ale mimo, że prowadzili 2:0, przegrali 2:4. A wiemy, że teraz o dobry wynik też nie będzie łatwo, bo Michał Szczapa raczej nie będzie dysponował optymalnym składem. Chociaż paradoksalnie – wspomniany punkt z Copą udało się zdobyć w warunkach, gdzie te dziury w kadrze były największe. Na pewno dobra informacja dla zespołu z Ostrówka to powrót Piotrka Stańczaka, ale wiadomo – ten zawodnik może równie dobrze rozegrać cały mecz, jak i kilka minut, a wszystko będzie dyktowane stanem jego kolana. Czego więc możemy się tutaj spodziewać? Być może tym języczkiem u wagi będzie obecność w Hendymenach Rafała Kudrzyckiego. Rafał ostatnio był na meczu jako kibic i liczymy że to dobry omen, który daje nadzieję, iż jego powrót do gry jest coraz bliżej. I gdyby miał on nastąpić jutro, to Elewacyjni bardzo na tym skorzystają. Jeżeli go zabraknie, to wtedy skonfrontujemy się ze spotkaniem raczej zamkniętym, gdzie okazji podbramkowych będzie niewiele, podobnie jak goli. Tak było właśnie w maju, gdzie rezultat brzmiał 2:1 dla Bad Boys. I tutaj może być bardzo podobnie.

Jak po swoje idzie za to w ostatnich tygodniach Lambada. Nie dość, że ten zespół zapomniał już o inauguracyjnej porażce z RDK Szewnica, to wyciągnął z niej odpowiednie wnioski. Podczas gdy w tamtej potyczce ekipa Roberta Biskupskiego straciła aż siedem goli, tak w dwóch ostatnich meczach tylko raz dała się pokonać (i to z rzutu karnego)! Do tego dokładamy dobrą grę w ofensywie, co powoduje, że Lambada ma sześć punktów na swoim koncie (przy jednym meczu więcej do rozegrania niż sąsiedzi z tabeli) i staje się kandydatem do awansu. W odwrocie są za to Rekiny. Podopieczni Mateusza Pużuka mieli świetny początek sezonu, zdobyli w nim cztery punkty, ale im dalej, tym wyglądało to słabiej. Najpierw porażka z Retro, a ostatnio przegrana z Joga Bonito, gdzie przybysze z Ząbek prowadzili już 3:0, a i tak zeszli z boiska pokonani. Mamy jednak nadzieję, że i oni dobrze wykorzystali tę porażkę i na jej fundamentach będą próbowali odbudować swoją ligową pozycję. Bo jest tutaj komu grać w piłkę, tylko pewne rzeczy, choćby dotyczące systemu gry w obronie, trzeba dopieścić. Zwłaszcza teraz, bo Lambada potrafiła dość gładko oszukiwać defensywę Retro, a to zespół który potrafi się dobrze i skutecznie bronić. Rekiny na pewno muszą zwrócić uwagę na osobę Konstantyna Krasynskyia. To zawodnik, który w poprzedniej serii zadebiutował w Strefie Szóstek i od razu pokazał niemałe umiejętności. Duża wizja gry czy dobra technika to tylko część jego piłkarskiego asortymentu, który zwiększył siłę rażenia Lambady. Ale tak naprawdę to ząbkowianie muszą przede wszystkim skupić się na swojej grze. I na tym, by nawet jeśli coś nie idzie po ich myśli, potrafili szybko zresetować dane i wrócić do tego, co było dobre. Bo to właśnie zgubiło ich w konfrontacji z Jogą – gdy mecz zaczął się układać nie po ich myśli, ten zespół jakby zapomniał co ma robić na boisku. I jeśli w rywalizacji z drużyną Jogi tak drogo ich to kosztowało, to przeciwko wyżej notowanej Lambadzie, to również może mieć opłakane skutki…

Jutro przekonamy się także, czy po ostatniej porażce podniósł się Al-Mar. Na szczęście ten zespół zdobył tyle punktów w pierwszej części sezonu, że nawet przegraną z Copa FC nie musiał się specjalnie przejmować. Nadal w kontekście mistrzostwa Marcin Rychta i spółka mają wszystko tylko w swoich nogach. Ale zarówno ten ostatni mecz, jak i poprzednie, pewne ziarno niepewności zasiało. Na pewno musi minąć trochę czasu, zanim ta drużyna złapie chemię na boisku i będzie w stanie bardziej uwydatnić swoje atuty. Dlatego nie spodziewamy się, że przeciwko PrefBudowi wszystko pójdzie łatwo, lekko i przyjemnie. Bo chociaż Al-Mar jest w tabeli pierwszy, a rywale okupują dopiero szóstą lokatę, to dzielą ich zaledwie trzy punkty. Tym samym gdyby ekipa z Tulewa zgarnęła tutaj całą pulę, to przeskoczy rywali w ligowej hierarchii. Tylko czy PrefBud na to stać? My w przedsezonowych zapowiedziach pisaliśmy, że oni powalczą nawet o tytuł i w niedzielę się dowiemy, czy z tej opinii będziemy musieli się wycofać, czy też będzie to mecz przełomowy dla obozu Rafała Kowalczyka, który pozwoli im włączyć się do walki o medale. Jak na razie, licząc wszystkie sezony, PrefBud ma duży problem z wygrywaniem ważnych potyczek. Zawsze czegoś im brakuje, ale tym razem to wcale nie musi się skończyć tak jak zwykle. W tej drużynie drzemie potencjał, a po przyjściu Szymona Rudnika pojawiła się też nowa, ciekawa opcja w ofensywie. Dlatego spodziewamy się, że chłopaki zostawią 100% zdrowia i będą gryźli trawę, bo tutaj półśrodków nie ma – wóz albo przewóz. I Al-Mar musi być na to wszystko gotowy. Tym bardziej, że jedyna potyczka z PrefBudem w Strefie 6 skończyła się porażką i to dość dotkliwą (1:7), nawet biorąc pod uwagę wąski skład jaki udało się wówczas zebrać. Jeśli jednak Al-Mar chce pokazać że zasługuje na grę o tytuł, to musi nam wszystkim udowodnić, że potrafi się podnieść po porażce. Zwłaszcza, że Karol Sochocki wręcz obiecywał po ostatnim meczu, że jutro będzie to wyglądało lepiej. Czas pokaże co są warte obietnice tego znakomitego napastnika i czy faktycznie same rozmowy o tym, co można zrobić lepiej, są tutaj w stanie cokolwiek zmienić.

A chyba dawno w tak dobrych nastrojach jak teraz, do meczu nie przystępowali zawodnicy Joga Bonito. Oni nie tylko wygrali drugi mecz w sezonie, co dawno im się nie zdarzyło, ale przede wszystkim wyciągnęli wynik z Rekinami od 0:3 do 7:4! No właśnie – pytanie tylko która Joga jest prawdziwa. Ta, która przez blisko 20 minut ostatniego starcia znów była zagubiona i popełniała banalne błędy, czy też ta z drugiej połowy, gdzie nie tylko grała agresywnie i skutecznie, ale też nie pozwalała rywalowi rozwinąć skrzydeł. Więcej dowiemy się za ponad 24h, gdy formę Bonito sprawdzi Lema. A nie jest to ulubiony rywal ekipy Bartka Brejnaka, bo obydwie potyczki między tymi zespołami, jakie dochodziły do skutku na Orliku w Woli Rasztowskiej, padały łupem drużyny z Radzymina. Ale Lema jest nieobliczalna. Zarówno na boisku, jak i poza nim, o czym mogliśmy się dobitnie przekonać w poprzednią niedzielę. Miało być ośmiu chętnych do grania, było sześciu, ale paradoksalnie – gra była lepsza niż chociażby w konfrontacji z Show Teamem, gdzie Kacper Piątkowski miał dużo szerszą kadrę. Można więc powiedzieć, że to będzie mecz, po którym można się spodziewać absolutnie wszystkiego. I pozostaje po prostu mieć nadzieję, że jedni i drudzy przyjadą na to spotkanie w mocnych składach, bo wówczas może tutaj być bardzo ciekawie. Po jednej stronie znakomity Łukasz Pokrzywnicki i starający się dotrzymać mu kroku Kacper Cebula, a po drugiej choćby Damian Kossakowski, na którego Lema zawsze może liczyć i którego Joga na pewno pamięta, bo strzelał jej gole zarówno na Orliku, jak i na hali. I nawet nie chcemy tutaj bawić się w typowanie, tylko mamy nadzieję, że Logistycznych nie dopadnie kiepska frekwencja, bo jeśli to będzie trzeci sezon, gdzie kończą z walkowerem na koncie, to nad naszą dalszą współpracą będziemy się musieli poważnie zastanowić.

W szóstym niedzielnym meczu przyjrzymy się za to dwóm pierwszoligowym beniaminkom. Black Dragons jak na razie radzą sobie trochę lepiej w nowym środowisku aniżeli Al-Maj Car, ale wcale nie jest powiedziane, że to oznacza, iż wynik może być tutaj tylko jeden. Kto śledził zmagania drugiej ligi, ten wie, że wtedy także Czarne Smoki były faworytem bezpośredniego starcia, ale mądra gra markowian zneutralizowała ich atuty i ostatecznie trzy punkty zgarnął obóz Grześka Wojdy. I jesteśmy święcie przekonani, że to spotkanie również jednostronnym nie będzie. Al-Maj Car przed tygodniem odbił się od dna i pokonał 4:3 HandyMan, czym udowodnił, że coraz lepiej czuje się na pierwszoligowych salonach i jest głodny kolejnych zwycięstw. Ale i Black Dragons należy pochwalić za ostatni występ. Mimo braku wielu ważnych graczy, wicelider tabeli poradził sobie z AutoSzybami. Teraz skład zespołu z Wołomina ma wyglądać lepiej niż ostatnio, z kolei nie zapominajmy, że za czerwoną kartkę sprzed tygodnia, w obozie Al-Maju musi pauzować Grzesiek Wojda (na zdjęciu). To wszystko nie będzie miało jednak wielkiego znaczenia. Możemy się założyć, że zobaczymy wyrównany mecz, gdzie wcale nie jest wykluczone, że to ogromne doświadczenie i spryt Al-Maju okażą się kluczowe dla losów spotkania. Tym bardziej, iż markowianie nic tutaj nie muszą. Oni będą grali swoje i nawet przy wyniku remisowym tempa forsować nie będą. Co innego Black Dragons. Ich jedno „oczko” na pewno tutaj nie zadowoli i gdyby wynik oscylował wokół remisu, to wtedy będą musieli przycisnąć, a wiadomo jak to się może skończyć. Niewykluczone też, że tutaj więcej niż goli z akcji, padnie ich ze stałych fragmentów gry. Jedni i drudzy mają specjalistów w tym temacie – tydzień temu dwa gole zdobył po nich Arek Major, ale i Łukasz Grochowski nie był w tym temacie gorszy. Koniecznie trzeba się więc wystrzegać fauli, zwłaszcza w okolicach pola karnego. Ktoś jednak ten błąd musi popełnić a ponieważ w poprzednim sezonie postawiliśmy na Al-Maj i się nie zawiedliśmy, to teraz także stawiamy na to, że to oni będą mieli wesołą podróż powrotną.

Kilka niepotrzebnych słów i kapitan Al-Maju musi w 5.kolejce pauzować

Czy istnieje życie bez Adama Michalika? Na to pytanie poznamy odpowiedź już w niedzielę. Niestety – już wiemy, że z usług tego kapitalnego napastnika, nie będzie mógł skorzystać kapitan Szewnicy – Marcin Białek. Zarówno Adam, jak i Kacper Mróz, mają tego samego dnia mecz ligowy i to powoduje, że RDK będzie musiała radzić sobie bez tego duetu. Ogromne osłabienie, jednak byłoby niesprawiedliwą ocena, że bez nich ta drużyna nie ma żadnych argumentów. Sam kapitan, Arek i Paweł Michalikowie, Adam Sabala – to tylko kilku zawodników, którzy mają argumenty, by pociągnąć ten wózek i to w dużej mierze na ich barki spadnie odpowiedzialność, by poradzić sobie w tych trudnych warunkach. Byłoby łatwiej, gdyby na FC Spectare trafili kilka kolejek temu. Wówczas to była zupełnie inna ekipa, której forma pozostawiała wiele do życzenia. Ale z meczu na mecz zaczęło to wyglądać lepiej, a w ostatniej kolejce podopieczni Wołodji Lewickiego sensacyjnie pokonali Show Team, dzięki czemu udowodnili, że chłopcami do bicia nie będą. I już wtedy pisaliśmy, że jeśli z tak bojowym nastawieniem będą wychodzili na każdy mecz, to mogą jeszcze w tym sezonie namieszać. Poza tym sprawdziliśmy – Spectare i Szewnica znają się jeszcze z ligi w Tłuszczu i tam trzykrotnie ze sobą rywalizowali. Jeśli wzrok nas nie zawiódł, to bilans tych spotkań jest idealnie równy – po jednym zwycięstwie i jeden remis. I wcale nas to nie dziwi. Teraz także spodziewamy się meczu, gdzie do ostatnich minut nie będzie wiadomo na kogo stronę przechyli się szala. Zwłaszcza, że znamy charakter obydwu zespołów i wiemy, że dopóki nie wybrzmi końcowy gwizdek, to będą gryzły trawę aż do ziemi. Wynik? Gdyby był Adam Michalik, to obstawilibyśmy spokojne zwycięstwo RDK. Ale i bez niego postawimy na Marcina Białka i spółkę. Po prostu do sukcesu trzeba będzie użyć innych argumentów, ale Szewnica je ma. I jeśli chce powalczyć o mistrzostwo drugiej ligi, to musi udowodnić, że bez Adama Michalika potrafi zrobić z nich użytek.

Ewentualna porażka RDK byłaby na rękę innym zespołem, które chętnie zrównałyby się dorobkiem z obecnym liderem tabeli. Wśród tego peletonu jest para Show Team – Retro Squad. Co prawda dystans do pierwszego miejsca to zaledwie trzy punkty, ale nie wydaje nam się by jedni i drudzy byli zadowoleni z tego faktu. Oni na pewno spekulowali, że po czterech kolejkach ich dorobek będzie znacznie większy i dlatego to spotkanie urasta do naprawdę dużej rangi. Nie można sobie pozwolić na trzecią porażkę w sezonie, szczególnie mając w pamięci, że do końca tej edycji pozostanie już tylko sześć punktów do zdobycia. No ale nie będzie to sprawa prosta, bo tutaj jest się po czym rehabilitować. Show Team niestety uległ Spectare, gdzie wcale przegrywać nie musiał. Retro natomiast za późno wzięło się do gry z Lambadą i też spotkał je przykry obowiązek przełknięcia gorzkiej pigułki. Ale nie zapominajmy, że ta drużyna w poprzednim sezonie pokonała Show Team. Było to wówczas pierwsze zwycięstwo tej ekipy w sezonie i był to moment kulminacyjny dla całej drużyny, która od tego momentu zaczęła grać na dobrym poziomie. I wydaje nam się, że jutro też z pewnego pułapu nie zejdzie. To są bowiem ekipy o zbliżonych umiejętnościach, może z tą różnicą, że Show Team zdaje się mieć większy potencjał w ofensywie, z kolei Retro potrafi lepiej bronić. Przy takiej kombinacji ten mecz długo może się nie otworzyć. Chyba, że obudzą się indywidualności. Ekipa Przemka Matusiaka może liczyć na Piotrka Bobera, a po trochę słabszym występie przed tygodniem, przypomnieć o sobie będzie chciał także Radek Wiśniewski. Wydawało nam się jednak ostatnio, że tych zawodników ofensywnych w Show Teamie czasami przebywa na boisku za dużo. I to powoduje, że w obronie przeciwnicy mają za dużo miejsca, co wykorzystało chociażby Spectare. Teraz trzeba to zbilansować, bo Retro nie ma może wielkiej siły rażenia, ale jest to zespół konkretny w swoich działaniach i przez to na pewno będzie groźny. Może więc remis? Wcale byśmy się nie zdziwili. A tego, że skończy się na różnicy jednej lub maksymalnie dwóch bramek, jesteśmy praktycznie pewni.

Na koniec przypomnienie, że na Facebooku, a konkretnie TUTAJ można się z nami pobawić w typowanie meczów piątej kolejki. Nieważne kiedy przystąpicie do zabawy – i tak możecie zgarnąć bonus do BETFAN, dlatego zachęcamy. Wszystkim życzymy spokojnej soboty i widzimy się jutro!

Dodaj komentarz