Bratobójczy pojedynek hitem niedzieli! Zapowiedź 3.kolejki


Hasła „wracamy do gry” używamy w tym sezonie po raz kolejny. No ale tak to się wszystko poukładało, że po raz kolejny przyjdzie Wam zagrać mecz po nieco dłuższej przerwie.

Najpierw kilka słów o transmisji. Jutro oczywiście odpalimy nasz sprzęt i podobnie jak w poprzednich seriach gier, będziemy chcieli pokazać jak najwięcej spotkań. Podstawowy warunek to pogoda – jeśli nie będzie padało, a nasz operator wytrzyma 8h – to pokażemy wszystkie mecze. Gdyby aura nie sprzyjała, to zobaczycie ich trochę mniej. Szczegóły podamy wieczorem, w oddzielnym artykule.

A gdybyście mieli ochotę pokusić się o dodatkową adrenalinę, to BETFAN jeszcze dziś powinien okursować wszystkie niedzielne potyczki. Więcej informacji pojawi się wkrótce.

A teraz czas na konkrety! Granie o 9:00 nigdy nie jest czymś mega przyjemnym, ale skoro już wiemy, że po jednej stronie zobaczymy Tygłysy, a po drugiej Oknotech, to jesteśmy pewni, że wszyscy zaspani, śnięci i zmęczeni poprzednim wieczorem, szybko postawią się do pionu. Bo to naprawdę może być dobre widowisko, tym bardziej, że nie brakuje w nim podtekstów. Jeszcze do niedawna Kamil Portacha, Rafał Zygartowicz, Mateusz Wojda czy Łukasz Kokosza byli kolegami z drużyny Adriana Wojdy, Piotrka Krzemińskiego czy kilku innych zawodników obecnie występujących w Oknotech. Ale czasy się zmieniły, z jednej ekipy powstały dwie, bracia Wojda podzielili się na dwa obozy i właśnie jutro dojdzie do ich bratobójczej konfrontacji. I gdyby to spotkanie odbyło się w 2.kolejce, to chyba nikt nie postawiłby złamanego grosza na Tygłysy. Ale teraz sytuacja wcale nie jest prosta do oceny, bo zespół popularnego „Jaszyna” jest bezpośrednio po wysokim zwycięstwie nad Joga Bonito, z kolei Oknotech był o włos, by stracić punkty z Show Teamem. Zwłaszcza to drugie zdarzenie daje do myślenia, bo okazało się, że ekipa Adriana Wojdy nie jest niezniszczalna, można jej sprawić kłopoty i to daje nadzieję Tygłysom, iż nie stoją tutaj na straconej pozycji. Poza tym oni doskonale wiedzą, kim trzeba się tutaj zająć, kogo wyłączyć z gry, z kolei Oknotech może mieć problem z podobną analizą, bo w obozie przeciwników ten skład wciąż się klaruje i trudno powiedzieć, kto jutro zawita na Warszawską 41. W każdym razie, jeśli Tygłysy będą miały mocną kadrę, taką jak przed dwoma tygodniami, to perspektywa sprawienia niespodzianki jest naprawdę duża. Ale to jest absolutnie podstawowy warunek, bo jeżeli okaże się, że Mariusz Rutkowski czy Konrad Kanon wpadli tylko na jeden mecz i „tyle ich widziano”, to ten niedzielny poranek może być dla Tygłysów bolesnym przeżyciem.

1:1 – tak z kolei prezentuje się bilans bezpośrednich meczów między Bad Boys a Joga Bonito. A to właśnie te zespoły stworzą drugą parę w dniu jutrzejszym i zakładamy, że prawdopodobnie nie widzicie tutaj innego rozwiązania niż sukces Złych Chłopców. Ale nieprzypadkowo napisaliśmy na wstępie o bilansie. Gdy 26 lipca 2020 roku te drużyny stanęły naprzeciwko siebie, pewnie także nikt nie zakładał, że to Joga wyjdzie z tej rywalizacji zwycięstwo. A jednak tak się stało, a przecież tamta Joga, mimo że miała w swoim składzie Mateusza Muszyńskiego, wcale nie była mocniejsza niż ta obecna. Wręcz przeciwnie – wydaje nam się, że teraźniejszy zespół Bartka Brejnaka to najlepsza odsłona tej ekipy od wielu lat, nawet jeśli wyniki tego na razie nie potwierdzają. Jeden punkt w sześciu spotkaniach to dorobek daleki od oczekiwań, natomiast zupełnie inaczej brzmi to, gdy napiszemy, że chłopaki rozegrali 1,5 dobrego meczu. Przeciwko Woli Rasztowskiej być może zasłużyli nawet na zwycięstwo, z kolei z Tygłysami w pierwszej połowie toczyli zażarty bój. No ale o tym za chwilę nie będzie nikt nie pamiętał, jeśli sytuacja w tabeli się nie poprawi. A Bad Boysów nie będzie łatwo spacyfikować, bo chłopaki mają komplet oczek na swoim koncie, grają dobrze, skutecznie i ani myślą się zatrzymywać. Co musi zrobić Joga? Według nas klucz leży w tym, by od pierwszej minuty grać zdecydowanie. Nie można braciom Woźniak (o ile się pojawią) dać za dużo wolnej przestrzeni, a historia przegranych meczów Bad Boys pokazuje, że im najtrudniej grało się właśnie wtedy, gdy przeciwnik był agresywny, grał na kontakcie i potrafił zdominować ich fizycznie. Po stronie Jogi nie brakuje zawodników którzy potrafią tak grać i to może dać oczekiwany efekt. Tylko trzeba pamiętać, że siła to nie wszystko i jeśli Joga nie dołoży czegoś z przodu, to poza dobrym wrażeniem, konkretnych efektów znowu może zabraknąć.

A pierwszy poważny test w tym sezonie czeka jutro PrefBud! Szewnica i Al-Maj Car nie okazały się dla urzędujących mistrzów wymagającymi przeciwnikami, natomiast jesteśmy przekonani, że zupełnie inaczej może być w kontekście Magnatta. Drużyna Radka Turowskiego ostatnio bardzo wysoko pokonała Lemę i powoli wchodzi na właściwy dla siebie poziom. Poza tym ten zespół też zdaje sobie sprawę, że z racji tego iż ma na swoim koncie tylko połowę zakładanego dorobku, nie może pozwalać sobie na kolejne straty. I nieważne kto stoi po drugiej stronie boiska. Magnatt stać na to, by podjąć równorzędną rywalizację z każdym oponentem i nie mielibyśmy nic przeciwko, gdyby udowodnił to za 24h, bo to by oznaczało, że doświadczymy wielu emocji, a być może niespodzianki. Jednak żeby myśleć o happy endzie, trzeba pamiętać, że tutaj nie można sobie pozwolić nawet na odrobinę dekoncentracji. PrefBud ma w swoich szeregach tylu znakomitych zawodników, że wystarczy jeden błąd, trochę za dużo zostawionej przestrzeni, jedno odpuszczenie i zrobi się problem. Ale jesteśmy pewni, że zespół z Wołomina, z racji swojego ogromnego doświadczenia, będzie wiedział jaką strategię objąć, by dać sobie tutaj szansę na dobry wynik. Oczywiście byłoby świetnie, gdyby nie zabrakło Jacka Markowskiego, gdyby pojawił się nieobecny ostatnio Marcin Błędowski, bo tutaj potrzebny jest każdy zawodnik, któremu ranga meczu nie spęta nóg, ale pozwoli wyzwolić ze swojej gry wszystko co najlepsze. Ale tak czy siak – to PrefBud będzie tutaj faworytem. To on będzie nadawał ton grze. I jeżeli wszystko zrobi jak trzeba, to powinien wygrać. Jednak nie zapominajmy, że to tylko piłka…

Grzesiek Reterski na nudę narzekać jutro nie będzie.

Pisząc te zapowiedzi nie wiemy jeszcze jakie kursy ustali na nie BETFAN. Ale możemy się założyć, iż w przypadku konfrontacji Show Team – Retro Squad, będą one niesamowicie wyrównane. Argumentów za takim stanem rzeczy nie trzeba daleko szukać – wystarczy przypomnieć sobie bezpośrednie starcie tych drużyn z minionej edycji, które skończyło się wynikiem 5:5. To była potyczka z gatunku „wszystko się może zdarzyć”, bo wydawało się, że Show Team ma mecz pod kontrolą, że ma bezpieczny wynik, ale zamiast dobić leżącego przeciwnika, Przemek Matusiak i spółka dali mu wstać, co o mało nie skończyło się porażką. Nie mielibyśmy absolutnie żadnych przeciwwskazań, aby jutro doszło do powtórki z rozrywki. Ale pewnie zupełnie inaczej myślą o tym meczu sami uczestnicy, bo przypomnijmy, że im remis niewiele tutaj daje. Jedni i drudzy zaliczyli już w tej edycji po porażce, a druga postawi ich w bardzo trudnym położeniu, jeżeli chodzi o końcowy rozrachunek. Ale gdyby właśnie na podstawie dotychczasowych potyczek wyciągać jakieś wnioski, to szala delikatnie przechyla się tutaj na stronę Show Teamu. Wystarczy porównać jak te zespoły wypadły na tle Oknotechu, bo przecież obydwa grały z tą ekipą. Retro nie miało tam żadnych szans i praktycznie nie podjęło rękawicy, z kolei Show Team potrafił wrócić do gry mimo wyniku 0:4 i naprawdę niewiele brakowało, by chłopaki wyszarpali faworytom punkt. A jeśli dołożymy do tego informację, że w obozie Retro nie ma już Mateusza Pryciaka, który przy okazji wspomnianego remisu 5:5 zdobył aż trzy gole dla Squadu, to być okaże się, że warto tutaj postawić na Przemka Matusiaka i jego obóz. Jednego jesteśmy pewni – to nie będzie mecz, w którym tylko jeden z bramkarzy będzie miał co robić. Zarówno Czarek Murawski jak i Artur Szczotka muszą się nastawić na pracowite popołudnie. I niewykluczone, że to ich postawa zdecyduje, komu po tym meczu będzie bliżej do upragnionych medali.

Ile jest wart remis z AutoSzybami? Chyba wszyscy zadajemy sobie to pytanie w kontekście RDK Szewnicy. Drużyna Marcina Białka, po heroicznym boju odebrała punkty jednemu z faworytów do mistrzostwa, co tylko potwierdziło to, co o RDK mówiło się zanim ten zespół rozegrał pierwszy mecz w elicie – że chłopaki zasługują, aby być w gronie TOP 8 Strefy 6. Ale wszyscy doskonale wiemy, że jeden punkt, nawet jeśli wywalczony w takich okolicznościach, to tylko początek potrzeb Szewnicy. By powalczyć o utrzymanie potrzebne są kolejne skalpy – czy kolejnym z nich może być Al-Mar? Zespół z Wołomina jawi się jako następny, bardzo wymagający przeciwnik, który nawet jeśli szanuje to, czego ostatnio dokonała Szewnica, to jest przekonany o swojej wyższości i o tym, że uda mu się udowodnić to na boisku. Al-Mar być może dysponuje nawet większym potencjałem niż AutoSzyby, zwłaszcza wtedy, gdy wszyscy najlepsi dojadą na mecz, a to jeszcze się w tym sezonie Marcinowi Rychcie jako kapitanowi nie udało. A skoro już przy nim jesteśmy, to nie zapominajmy, że Marcin swojego czasu proponował grę u siebie Adamowi Michalikowi. Chodziło o wspólną zabawę w Nocnej Lidze, ale Adamowi jakoś nie było po drodze do Zielonki. To też pokazuje, jakim szacunkiem cieszy się najlepszy snajper RDK w oczach innych zawodników i chyba można być pewnym, że król strzelców poprzedniego sezonu 2.ligi będzie w niedzielę bardzo dokładnie pilnowany. A gdyby udało się go całkowicie wyłączyć z gry, to Al-Mar będzie miał autostradę do zwycięstwa. I Szewnica musi być na to gotowa. Bo jeżeli nie będzie miała planu B na ten mecz, to polegnie tutaj z kretesem. Dlatego warto pomyśleć o tym już teraz.

Powiedzieć, że początek sezonu nie ułożył się po myśli Lemy i Al-Maj Car to nic nie powiedzieć. Ale choćby właśnie z tego powodu, niezwykłą wartość ma dla nich mecz, który odbędzie się jutro o godzinie 14:15. To będzie spotkanie za sześć punktów i według nas ten kto je przegra, będzie wiedział, że szansa, na uchowanie się w pierwszej lidze na przyszły sezon, drastycznie się zmniejszy. Dlatego tutaj nie będzie półśrodków, nie może być żadnego oszczędzania czy kalkulowania. Obydwaj kapitanowie muszą użyć wszystkich swoich zdolności negocjacyjnych i przekonać swoich najlepszych graczy, by zarezerwowali sobie czas i w niedzielę pojawili się na Orliku w Woli Rasztowskiej. Od tego wiele będzie tutaj zależało – żeby nie powiedzieć, że wszystko. W tej biedzie, która niestety towarzyszy od początku sezonu tym zespołom, ciut lepsze wrażenie wywarła na nas Lema. Oni w starciu z Al-Marem mieli przynajmniej prawo pomyśleć o jakiejś zdobyczy punktowej, natomiast Al-Maj dał się zbić zarówno PrefBudowi, jak i Black Dragons i na razie nie przypomina siebie z poprzednich edycji. Natomiast znamy tę ekipę i wiemy, że gdy nadejdzie moment próby, to oni będą gotowi. I gdy jutro wybrzmi pierwszy gwizdek sędziego, to dadzą z siebie maxa i jesteśmy przekonani, że w swojej pomeczowej relacji będziemy ich chwalić za dobre zawody. Podpowiada nam to zarówno nasze doświadczenie, jak i ich. Natomiast to wcale nie musi oznaczać, że z tego będą jakieś punkty. Bo zakładając, że pomarańczową koszulkę Lemy przyodzieją liderzy tej drużyny, to troszkę więcej jakości piłkarskiej widzimy właśnie w drużynie z Radzymina. Natomiast to wszystko są tylko spekulacje. Tak naprawdę, to dopiero gdy zobaczymy personalia obydwu zespołów, będziemy mogli ocenić, kto ma tutaj większe szanse na pierwsze punkty w sezonie. I właśnie za to trzymamy kciuki – żeby o tym kto zgarnie całą pulę, nie zdecydował fakt czyjejś nieobecności. Niech dojadą wszyscy najlepsi i wygra po prostu lepszy.

Podobne życzenia kierujemy w stronę przedstawicieli przedostatniej niedzielnej pary. Tylko że jest pewna różnica – bo w przypadku Woli Rasztowskiej i Old Stars Team potencjał piłkarski jest różny, podobnie jak doświadczenie na małym boisku, co powoduje, że nawet jeśli nasi sympatyczni zawodnicy z Kobyłki zbiorą się w wyjściowym garniturze, to nie jest powiedziane, że stawią czoła swojemu konkurentowi. Ale w ten sposób na pewno zwiększą ku temu szansę. Zresztą – Wola w tej edycji na razie nie zachwyca, co daje nam tutaj trochę do myślenia. Z kolei u Old Stars pewne pozytywy po ostatnim meczu się pojawiły – choćby dobra gra Marcina Żywca, przy którym reszta ofensywnych graczy zespołu Artura Guza i Marcina Gryza wreszcie odżyła. Ale nie ma się co czarować. Nawet gdyby Marcin grał jak z nut, to bez lepszego zabezpieczenia tyłów, nie ma tutaj co myśleć o dobrym wyniku. Powtarzamy to jak mantrę, jednak chcielibyśmy zobaczyć u Old Stars poprawę w tym temacie, bo gwarantujemy, że wraz z nią pojawią się lepsze wyniki. Warto też przemyśleć sprawę powrotu do defensywy po nieudanej akcji, bo tutaj również „Stare Gwiazdy” mają jeszcze spore rezerwy. Ale tak jak napisaliśmy wcześniej – forma Woli Rasztowskiej sugeruje, że to wcale nie będzie dla niej spacerek. I jest to taki trochę „mecz-pułapka” dla Mateusza Kowalczyka i spółki. Bo jeśli wygrają, to każdy potraktuje to jako wypełnienie obowiązku. Natomiast w przypadku straty punktów, będzie to dla nich ogromny cios, z którego później nie będzie się łatwo wykaraskać. Dlatego faworyci muszą podejść do tej konfrontacji bardzo poważnie, z hasłem że „tutaj nic samo się nie zrobi”. W przeciwnym wypadku datę 24 kwietnia mogą zapamiętać na długo.

Konrad Bulik na pewno wie, ile może znaczyć ewentualna porażka z Old Stars.

Deser – tak z kolei określamy coś, co stanowi słodką przyjemność na koniec posiłku. Czy takim deserem okaże się batalia między AutoSzybami a Black Dragons? Przynajmniej w teorii możemy tego oczekiwać, bo są to zespoły lubiące ofensywną piłką, wybiegane, które szybko się nie męczą, a w dodatku zaliczyły już po jednej wpadce i muszą się pilnować. Zwłaszcza tyczy się to Czarnych Smoków. Ekipa Serka Modzelewskiego nie popisała się w konfrontacji z Al-Marem, nie miała tam praktycznie nic do powiedzenia i gdyby zanotowała drugą przegraną z rzędu, to prędzej niż do walki o medale, uwikłałaby się w grę o uniknięcie spadku. Pewną nadzieję można upatrywać w tym, że w minionej edycji Black Dragons pokonali Szyby, natomiast to wcale nie musi mieć przełożenia na to, co zobaczymy za 24h. Tym bardziej, że rywale również są podrażnieni. Z dobrych źródeł wiemy, że to co wydarzyło się przeciwko Szewnicy, wzbudziło wściekłość u niektórych zawodników, bo to znowu zapowiada się sezon, który może się skończyć niedosytem. I nawet ewentualne zwycięstwo w Pucharze Ligi nic tutaj nie zmieni. Chłopaki chcą wreszcie dostać medal za udział w 1.lidze, taki był główny cel na tę edycję, a dość szybko się okazało, że Szyby straciły swój wentyl bezpieczeństwa. To jest sygnał ostrzegawczy, który należy potraktować poważnie. Natomiast to, co trochę utrudnia sytuację tej ekipie, to rotacje w składzie. Brakuje takiej stabilizacji, jaka była na Nocnej Lidze, gdzie niemal zawsze kadra wyglądała identycznie. Tutaj tego brakuje i widać, że to nie pomaga nabrać pewności w grze. To wszystko pokazuje, że będziemy mieli do czynienia ze spotkaniem zespołów, które mają swoje drobne problemy, które chcą wrócić na zwycięską ścieżkę i ten kto lepiej sobie poradzi z własnymi słabościami, na majówkę uda się w dobrych nastrojach.

Na koniec przypomnienie, że cały czas możecie podawać swoje typy w Lidze Typerów na 3.kolejkę. Bez względu na to w którym momencie dołączycie do zabawy, to i tak macie szansę na wygraną – szczegóły TUTAJ. Nie zapominajcie też o kwestii parkingu – prosimy, by pozostawić drożną drogę do placu zabaw (tak jak to ma miejsce ostatnio). Z góry dziękujemy.

Życzymy Wam spokojnej soboty i do zobaczenia jutro!

PS: lubisz nasze zapowiedzi? Polub je na Facebooku TUTAJ.

Dodaj komentarz

You must be logged in to post a comment.