Al-Mar, PrefBud czy Black Dragons? Zapowiedź 7.kolejki


Chętne na tytuł mistrzowski czwartej edycji Strefy 6 są trzy zespoły. Do ogromnego szczęścia dzieli je tak naprawdę jeden krok. Ale sytuacja jest tak skomplikowana, że jeden krok dzieli je też od ogromnego rozczarowania.

W takim dniu jak ten jutrzejszy oczywiście nie może zabraknąć naszej transmisji. Jak co tydzień asekurujemy się i nie napiszemy Wam, że odbędzie się ona na 100%. Jeśli jednak warunki pozwolą a sprzęt wytrzyma, to będziecie mogli na własne oczy przekonać się, kto przejmie schedę po Green Teamie. Zresztą – nasza relacja ruszy znacznie wcześniej, ale o tym dowiecie się z oddzielnego artykułu. Jeśli zaś chodzi o kursy na BETFAN, to tutaj nie będziemy już tworzyli nowego newsa. Ustaliliśmy, że w ofercie znajdą się dwa najważniejsze mecze ostatniej kolejki. Pełną ofertę znajdziecie TUTAJ. A teraz czas na zapowiedzi!

Zaczniemy od meczu, który odbędzie się co prawda tylko na poziomie drugiej ligi, ale też będzie miał swoją rangę. Grająca o podium Lambada zmierzy się z Joga Bonito, a wiec drużyną, która będzie chciała zapewnić sobie szóste miejsce w tabeli a jednocześnie pomóc swoim zawodnikom w wygraniu kolejnych klasyfikacji indywidualnych. Chodzi tutaj konkretnie o Łukasza Pokrzywnickiego i Tomka Sieczkowskiego – ten pierwszy jest już tak naprawdę królem strzelców drugiej ligi, a ma jeszcze okazję na miano najlepszego asystenta (podobnie jak Tomek) oraz kanadyjczyka. Możemy więc być pewni, że nawet zakładając czarny scenariusz dla Jogi, iż wynik nie będzie się tutaj układał po jej myśli, to ten duet będzie wciąż nakręcał kolegów, by nie spuszczać głów i walczyć do samego końca. Ale oczywiście wcale nie musi być tak, że Joga tutaj przegra. Owszem – w lidze ten zespół notuje obecnie passę dwóch porażek z rzędu, ale na pewno stać go na to, by powalczyć z Lambadą o pozytywne zakończenie sezonu. Problem polega na tym, że przeciwnik mu nie odpuści. Co prawda ekipa Roberta Biskupskiego straciła szansę na zwycięstwo w rozgrywkach, a mgliście jawi się też perspektywa walki o srebro, ale ten brąz to absolutnie cel minimum dla drużyny w granatowych koszulkach. Porażka spowoduje z kolei, że Lambada będzie musiała wyczekiwać dobrych informacji ze spotkania z udziałem Retro, a na to nie można sobie pozwolić. Sprawę trzeba załatwić jak najszybciej, bez oglądania się na kogokolwiek. De facto Lambadzie wystarczy tutaj nawet remis, ale nikt o zdrowych zmysłach nie gra celowo o jeden punkt, bo wiadomo jak to się kończy. Dlatego spodziewamy się tutaj otwartego spotkania, gdzie na pewno padnie sporo goli, zwłaszcza że wszyscy wiemy, jaka specyfika rządzi ostatnimi meczami w sezonie. Czasami króluje w nich „brazyliana” i niewykluczone, że tutaj także skończy się iście hokejowym wynikiem.

Kto wie, czy podobnie nie będzie w następnym meczu ostatniej kolejki. Walczący o utrzymanie w pierwszej lidze Al-Maj zagra z Bad Boys, którzy w poprzedni weekend zagwarantowali sobie miano „czerwonej latarni” elity Strefy 6. Ale za to w jakim stylu to zrobili! Remis 7:7 z AutoSzybami to mecz, do którego będziemy wracali jeszcze bardzo długo, no ale teraz trzeba o nim zapomnieć i spróbować zrobić wszystko, by ten sezon zakończyć z chociaż jednym zwycięstwem na koncie. Co prawda w tabeli nic ono nie zmieni, ale to nie powinno mieć dla zawodników z Ostrówka większego znaczenia. To jest sprawa honoru i charakteru, więc jeśli Al-Maj myśli, że zdobycie całej puli przyjdzie mu tutaj łatwo, to jest w dużym błędzie. Markowianie przed tygodniem skromnie bo skromnie pokonali Copa FC, czym przedłużyli swoje szanse na to, by wreszcie wychylić głowę z czerwonej strefy. Zwycięstwo daj im gwarancję, że znajdą się na szóstym miejscu w tabeli, bez względu na wynik meczu z udziałem ekip będących bezpośrednio nad nimi, czyli HandyMan – Copa. Ekipa Grześka Wojdy jest świadoma swojej szansy i oby tylko nie zmarnowała jej na własne życzenie, czyli przyjazdem w okrojonym składzie. A znając ich – jest to jak najbardziej prawdopodobne. Poza tym muszą się też wystrzegać samobójczych akcji w trakcie samego spotkania, czyli potencjalnych czerwonych kartek, które oglądali w tym sezonie już dwukrotnie. Najważniejsze jest, aby kwestię swojego utrzymania w pierwszej lidze pozostawili jedynie sobie i swoim umiejętnościom. Bo tych im nie brakuje i być może pod kątem potencjału delikatnie przewyższają Bad Boys. Chociaż o tym najlepiej przekonać się w bezpośrednim starciu, szczególnie że tutaj czeka mnóstwo pracy defensywę Al-Maju, której przyjdzie odpierać ataki młodych i szybkich braci Woźniak, co stanowi spore wyzwanie. Receptą na sukces jest zagranie w taki sam sposób jak przed siedmioma dniami, czyli skoncentrować się na defensywie, licząc że z przodu i tak coś wpadnie. I chociaż na wynik 1:0 raczej nie mamy co liczyć, to na nasze oko, Al-Maj swój cel osiągnie i po jedno lub dwubramkowym zwycięstwie, utrzyma swój pierwszoligowy statut.

Z dolnych rejonów ligowej hierarchii jedziemy windą niemal na sam szczyt. O godzinie 11:00 wybrzmi bowiem pierwszy gwizdek w spotkaniu drugiej z czwartą ekipą pierwszoligowej stawki, czyli Al-Maru i AutoSzyb. Od razu wyjaśnijmy pewną rzecz – ta potyczka ma mistrzowskie znaczenie wyłącznie dla drużyny Marcina Rychty. Nie ma bowiem scenariusza, w którym AutoSzyby wygrywają, a w rywalizacji PrefBudu z Black Dragons pada dla nich korzystny rezultat, który da tytuł Kamilowi Wiśniewskiemu i spółce. Tym samym Szyby grają tutaj tylko i aż o wicemistrzostwo, co oczywiście i tak byłoby sporym sukcesem i poprawieniem najlepszego wyniku z poprzedniego sezonu, gdzie zdobyli brąz. No ale nie takie były ambicje, a przede wszystkim nikt nie spodziewał się, że szanse na tytuł można stracić w tak kuriozalnych okolicznościach, jak te z szóstej kolejki. Co się stało, to się nie odstanie, dlatego trzeba o tym zapomnieć i po prostu zrobić tutaj swoje, czyli wygrać i zapewnić sobie medal. Tyle że Al-Mar ma identyczny zamiar. W pewnym momencie sezonu przestaliśmy już wierzyć, że ten zespół stać na walkę o czempionat, lecz ubiegłotygodniowe zwycięstwo nad Black Dragons, przywróciło nadzieję na idealny finisz. Chociaż i tutaj sprawa nie jest prosta i nie zależy tylko od nich. Zakładając, że Al-Mar tutaj wygra, to po złoto sięgnie tylko wtedy, jeśli w kolejnym spotkaniu punkty straci PrefBud. To oczywiście konsekwencja porażki z tym zespołem w bezpośredniej potyczce. Ale zanim ekipa z Wołomina rozpocznie kibicowanie Black Dragons, musi wykonać swoją część planu. A to nie będzie „bułka z masłem”, bo Szyby, nawet pozbawione Bartka Bajkowskiego, to drużyna mocna, która zresztą wielokrotnie pokazywała najbliższym rywalom miejsce w szeregu, gdy pokonywała ich choćby w naszych turniejach. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę długie mecze, czyli te 50-minutowe, to tutaj sprawa tak fajnie dla Szyb nie wygląda. Te zespoły spotkały się bowiem w Strefie 6 raz i tamtą potyczkę na swoje konto zapisał Al-Mar. I spekulujemy, że wśród wielu czytających te słowa panuje przekonanie, że teraz będzie podobnie. Bo Al-Mar wyraźnie odżył i pokonując Black Dragons dał do zrozumienia, iż pogłoski o jego piłkarskiej śmierci w tym sezonie, były przedwczesne. To co może martwić Marcina Rychtę, to na pewno nieobecność Adama Barana, ale zakładając że reszta zawodników będzie gotowa do gry i przyjadą wszyscy ci, od których Marcin rozpoczyna ustalanie składu, to Al-Mar jest tutaj lekkim faworytem. Trochę przemawia do nas fakt, że ta drużyna jest też bardziej przewidywalna, co w takim meczu może mieć znaczenie. Z kolei AutoSzyby to dr Jekyll i mr Hyde w jednym. Potrafią zagrać coś, czego na poziomie pierwszej ligi nikt nie powtórzy, by za chwilę zapomnieć jak się gra w piłkę i wypuścić z rąk pewne zwycięstwo. I sami chcielibyśmy wiedzieć, jakie Szyby zobaczymy w dniu jutrzejszym. Jednak ta ich nieprzewidywalność powoduje, że ostatecznie postawimy tutaj na Al-Mar.

AL-MAR WOŁOMINSTATYSTYKIAUTOSZYBY.COM
48rzuty rożne27
20faule42
147strzały162
89strzały celne99
26bramki zdobyte31
26bramki stracone24
3żółte kartki6
1czerwone kartki0
18asysty19
1czyste konta0
12punkty10
2miejsce w tabeli4
Z Z P P ZformaP Z P Z R

A czy tylko nam samo południe kojarzy się z dzikim zachodem i spotkaniem dwóch rewolwerowców, którzy wychodzili na rynek małego miasteczka i wyjaśniali między sobą wszelkie animozje? Jeśli tylko nam, to przepraszamy za zbyt długi wstęp, ale pasuje on do tego, co zobaczymy już jutro w meczu, który będzie stanowił wielki finał czwartej edycji Stefy 6. I tutaj także zacznijmy od wyjaśnienia okoliczności starcia między Black Dragons a PrefBudem. W teorii jest to oczywiście mecz o złoto, aczkolwiek przy założeniu, że chwilę wcześniej Al-Mar pokona AutoSzyby, to wówczas Black Dragons na 100% nie zostaną mistrzem naszych rozgrywek. Bo nawet gdyby pokonali PrefBud, to wtedy będą mieli tyle samo oczek co Al-Mar a przegrana w bezpośrednim meczu spowoduje, że będą pod nimi. Dla PrefBudu rozstrzygnięcie poprzedniej potyczki nie ma żadnego znaczenia – jeśli ferajna Rafała Kowalczyka rozstrzygnie niedzielną batalię na swoją korzyść, to do niej trafi puchar i splendor za zwycięstwo w lidze w Woli Rasztowskiej. I gdyby tak było, to moglibyśmy mówić o drobnym zaskoczeniu, bo przecież ekipa z Tulewa w pierwszych trzech meczach uzbierała ledwie trzy punkty i wydawało się, że jest już po herbacie. Co innego Black Dragons – oni w czołówce trzymali się od samego początku, w pewnym momencie byli nawet samodzielnymi liderami, więc tego że wezmą udział w tej decydującej batalii mogliśmy się trochę spodziewać. A czy stać ich na to by pokonać rozpędzony PrefBud? Oczywiście, że tak. Mimo, że mamy do czynienia z drużyną na dorobku, to nie brakuje tutaj jakościowych piłkarzy, którzy będą potrafili tak ważny mecz przechylić na swoją korzyść. I to bez względu na to, czy oni faktycznie będą grali tutaj o tytuł czy też nie, bo nawet gdyby się okazało, że na złoto nie ma szans, to srebro czy brąz samo się nie zdobędzie. Co więcej – oni mogą być nawet groźniejsi w sytuacji, gdy właśnie zejdzie z nich presja walki o tytuł. Grając na luzie, ze swoją młodzieńczą fantazją, stać ich na naprawdę kapitalną grę. PrefBud nie ma więc co liczyć na taryfę ulgową. To jest jednak zespół dużo bardziej doświadczony, a jak mawia klasyk – finałów się nie gra, finały się wygrywa. I to jest prawda – tutaj styl nie będzie miał żadnego znaczenia, bo liczy się tylko końcowy efekt. Wiemy skądinąd, że PrefBud będzie jutro trochę osłabiony, bo na pewno nie będzie mógł skorzystać z zawodników Bugu Wyszków, którzy tego samego dnia mają swój mecz i trudno sobie wyobrazić, by mogli z niego zrezygnować na rzecz ligi szóstek. W takich okolicznościach większa odpowiedzialność spadnie choćby na Damiana Matuszewskiego, który musi być pozytywnym liderem swojej ekipy. Wiele może też zależeć od młodego Szymona Skocznia. Zresztą – moglibyśmy tutaj tak wymieniać i wymieniać. A prawda jest taka, iż takie spotkania zwykle rządzą się swoimi prawami. Możemy dywagować, analizować, a potem przyjdzie jedna sytuacja, która zmieni w tym meczu wszystko, a nasze analizy wrzuci do pieca. Kluczem będzie dyspozycja dnia, dobre nastawienie, skuteczne wejście w spotkanie i konsekwencja w grze. I życzymy tego obydwu zespołom. Niech rozegrają swój najlepszy mecz w sezonie i dadzą nam widowisko, od którego widzowie przed ekranami nie będą chcieli odejść nawet na chwilę. Ale co jeszcze ważniejsze – niech to wszystko odbędzie się przy wzajemnym szacunku i atmosferze fair play. Tak jak to miało miejsce we wszystkich finałach poprzednich sezonów.

BLACK DRAGONSSTATYSTYKIPREFBUD TULEWO
28rzuty rożne40
32faule37
118strzały158
65strzały celne83
24bramki zdobyte26
17bramki stracone20
0żółte kartki10
0czerwone kartki0
16asysty17
0czyste konta0
12punkty12
3miejsce w tabeli1
Z P Z Z PformaZ P Z Z Z

Po tym jak poznamy nowego triumfatora rozgrywek ciśnienie na pewno zejdzie ze wszystkich. Ale to wcale nie będzie koniec grania, albowiem po wielkim finale odbędą się jeszcze trzy potyczki. Pierwsza z nich to drugoligowa konfrontacja Lemy z Rekinami. I chyba w tym przypadku sprawa jest dość oczywista. Lema, żeby utrzymać drugie miejsce w tabeli prawdopodobnie będzie musiała tutaj wygrać (wiele będzie zależało od wyników goniących ją ekip) i trudno sobie wyobrazić, by mając srebro na patelni nie potrafiła sprawy doprowadzić do końca. Zwłaszcza, że przeciwko Lambadzie chłopaki naprawdę zaprezentowali się z bardzo dobrej strony – byli agresywni (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), potrafili odrabiać straty, walczyli do końca i jeśli podobne atuty zaprezentują przeciwko ekipie, która zamyka ligową stawkę, to tutaj nie będzie czego zbierać. Skądinąd wiemy, że ligowy beniaminek nie będzie zresztą dysponował optymalnym zestawieniem – zabraknie choćby kapitana Mateusza Pużuka, co na pewno nie jest dobrą informacją dla jego kolegów z zespołu. Ale najważniejsze, to po prostu przyjechać, zagrać i pozytywnym akcentem zakończyć ten premierowy sezon. Tym bardziej, iż przybysze z Ząbek w wielu meczach potrafili nas zaskoczyć i nawet jeśli nie spodziewamy się tutaj cudu, to stać ich na to by podjąć rękawicę. Oby tylko wyciągnęli wnioski ze swojego poprzedniego spotkania, gdzie przeciwko Szewnicy zupełnie odpuścili obronę, co skończyło się dla nich dwucyfrówką. Oni tutaj nie mają co prawda nic do stracenia, ale to nie znaczy, że mają się dać stłamsić i pogromić. Poza tym – to rywale będą pod delikatną presją, więc mądrą grą można ich tutaj choć trochę poddenerwować. I na to liczymy w przypadku Rekinów. Bo w przeciwnym wypadku gdzieś rozmienią na drobne to dobre wrażenie, które zostawili po sobie zwłaszcza w pierwszych kolejkach. A tego ani oni ani my bardzo byśmy nie chcieli.

A o co w ostatniej kolejce powalczy Retro? Odpowiedź na to pytanie poznamy z czasem – ten zespół będzie świadomy realnego celu o jaki może się pokusić zanim wyjdzie na boisko. Wystarczy jednak, że Lambada i Lema przynajmniej zremisują swoje spotkania, a Retro nie da rady wskoczyć na podium. Czy to jednak w jakiś sposób wpłynie na ich postawę w konfrontacji z FC Spectare? Nie wydaje nam się. Jak wchodzisz na plac gry, to chcesz wygrać bez względu na to, co może ci przynieść ewentualna wygrana. I tutaj będzie podobnie, zwłaszcza że nawet to 4 miejsce byłoby takim pozytywnym akcentem dla ekipy Mateusza Meirowskiego i dawałoby jasno do zrozumienia, że z każdym sezonem ten zespół rośnie. A jak to wszystko wygląda z perspektywy rywali? Z tego co wiemy, to w tę niedzielę (podobnie jak w poprzednią) Wołodja Lewicki nie będzie dysponował optymalnym składem. Listopad, gdzie jest kilka dni wolnych od pracy, to miesiąc, gdzie zawodnicy z Ukrainy wracają na chwilę w swoje rodzinne strony i to powoduje, że omijają ich niektóre spotkania. Tak będzie pewnie i teraz, ale wierzymy, że mimo wszystko uda się zebrać w miarę mocną ekipę, która nie położy się tutaj przed Retro i nie skupi się jedynie na tym, by mecz po prostu zaliczyć. Kluczem będzie dobra organizacja gry, bo nawet jeśli zawodników do gry nie będzie wielu, to tych 7-8 spokojnie wystarczy, by rozegrać całe spotkanie w dobrym tempie i wytrzymać je pod względem kondycyjnym. Fajnie, jakby pojawił się któryś z nominalnych bramkarzy, bo to jednak na boisku szóstkowym absolutna podstawa, a ostatnio nie było ani Wiktora Slipienkija ani Darka Niedzieskiego. Jednego jesteśmy pewni – w zaistniałych okolicznościach to będzie bardzo trudny mecz dla naszych wschodnich sąsiadów. I chociaż znając ich charakter, to pewnie za nic w świecie nie wzięliby w ciemno remisu, to coś nam się wydaje, że ten jeden punkt to może być wszystko, na co będzie ich tutaj stać. Retro te końcówki sezonu zawsze ma mocne i według nas nie da sobie tutaj wyrwać zwycięstwa. Tak naprawdę to najgroźniejszym rywalem dla Retro będą oni sami, ale jeśli podejście do spotkania będzie właściwe, to nie widzimy tutaj dla nich większego zagrożenia.

Oleg Markiw, jako lider defensywy Spectare, znów będzie miał w niedzielę sporo pracy.

No i jesteśmy już na końcu naszych zapowiedzi. To będzie 56 i zarazem ostatni mecz w czwartej edycji Strefy 6. A w szranki staną w nim HandyMan i Copa. Nie tak jedni i drudzy wyobrażali sobie to, o co przyjdzie im tutaj walczyć. A prawda jest taka, że jeśli Al-Maj Car wygra z Bad Boys, to przegrany z tej potyczki znajdzie się w czerwonej strefie! W lepszej sytuacji są HendyMeni, bo im wystarcza tutaj remis, a przy zwycięstwie mogą nawet zbliżyć się do strefy medalowej. I żeby być do końca profesjonalnym, warto to rozłożyć na czynniki pierwsze. Jeśli Prefbud wygra z Black Dragons, a Al-Mar okaże się lepszy od AutoSzyb, to tli się tutaj jakaś nadzieja na brązowy medal. Domyślamy się, że sami zawodnicy raczej się na tym nie skupiają, bo jednak tych czynników które muszą pójść po ich myśli jest sporo. Poza tym – takie liczenie najpierw trzeba zacząć od siebie i od własnego zwycięstwa. A przecież nawet w tej kwestii niczego nie można przesądzać, bo nawet jeśli dla Copy to najgorszy sezon w jej historii w Strefie 6, to ona tutaj stanie na rękach, byle tylko zgarnąć całą pulę. Przecież to byłby dla nich niesamowity policzek, gdyby z zespołu aspirującego do mistrzostwa, zostali drugim spadkowiczem. O ich motywację jesteśmy więc spokojni, aczkolwiek dziwnym było, że przed tygodniem ledwo uzbierali meczową szóstkę. Nie przypominamy sobie podobnego incydentu w ich historii, bo bez względu na to jak im szło, to zawsze mogli liczyć na stałą grupę chętnych. Jutro się dowiemy, czy był to jedynie wypadek przy pracy, czy też może coś, co trzeba przeanalizować i być może po sezonie wyciągnąć wnioski. Ale to należy na razie odłożyć i po prostu w ten ostatni ligowy akcent włożyć maxa. Z umiejętności, z cech wolicjonalnych, z wątroby. Tego samego oczekujemy też po drugiej stronie. HendyMenom na pewno zależy, by ten bilans zwycięstw do porażek był na plus, no i cały czas mamy z tyłu głowy to, że może to być dla nich mecz o brąz. Widzimy więc, że to nie będzie potyczka o pietruszkę, gdzie jedni i drudzy przyjadą na piknik. I bardzo dobrze, bo na zakończenie sezonu chcemy zobaczyć dobry mecz, który fajnie spuentuje nam to, co działo się od września do listopada. I te zespoły na pewno stać na to, by dać nam widowisko przez duże W.

Na koniec przypomnienie, że na Facebooku, a konkretnie TUTAJ można się z nami pobawić w typowanie meczów siódmej kolejki. Nieważne kiedy przystąpicie do zabawy – i tak możecie zgarnąć bonus do BETFAN, dlatego serdecznie zachęcamy do udziału. Mamy nadzieję, że jutro wszyscy dojadą na swoje spotkania i w komplecie, bez ANI JEDNEGO walkowera w tym sezonie, podziękujemy sobie za kilkumiesięczną rywalizację. Życzymy Wam udanej soboty i do zobaczenia!

Dodaj komentarz