Wywiad z Piotrkiem Stańczakiem


Na pewno jeden z najlepszych obrońców w naszej lidze. Gdy jesteś napastnikiem, to już przy pierwszym kontakcie wiesz, że to nie będzie dla Ciebie łatwy mecz. Dziś do rozmowy zaprosiliśmy Piotrka Stańczaka, nazywanego często “skałą”, bez wątpienia jednego z liderów ekipy Bad Boys. Sprawdziliśmy co u niego słychać niemal w przededniu drugiego sezonu ligowych zmagań. A możecie nam wierzyć, że to naprawdę bardzo ciekawa postać.

Piotrek, za Wami inauguracyjny sezon w Strefie 6. Ostatecznie skończyliście na szóstym miejscu, ale w pewnym momencie wydawało się, że spokojnie stać Was na podium. Czego zabrakło?

– Myślę, że mimo wszystko „chłodnej głowy” i kondycji. Po wygranej z Beer Team w piątej kolejce poczuliśmy się chyba zbyt pewnie. Z jednej strony dobry mecz (choć przegrany) z Aby Do Przodu, wygrana z Copą i Beer Team. Z drugiej strony wpadki (z całym szacunkiem dla przeciwników) z Jogą, HandyMan, a i mecz z Lemą też mógł się inaczej potoczyć. Myśląc o zdobyciu „pudła” nie możemy uskuteczniać takiego rozdawnictwa.

No właśnie – zgodzisz się, że dużo lepiej wypadacie w starciach z lepszymi, a słabiej z teoretycznie niżej notowanymi przeciwnikami? A jeśli tak, to z czego to Twoim zdaniem wynika?

– Dokładnie tak jest, ale prawdę mówiąc sami nie wiemy skąd to się bierze. Może czasem złe podejście do przeciwnika, słaba kondycja, brak składu. W takich meczach brakuje żebyśmy pokazali swoje doświadczenie, przecież gramy już tyle lat w różnych ligach że powinniśmy wiedzieć jak to robić, ale jak widać nie zawsze to wychodzi. Czasami sami siebie nazywamy „Janosikami”. Mocnym zabieramy, słabym oddajemy… Ale przynajmniej dzięki nam – jak mawiał pewien trener – LIGA BĘDZIE CIEKAWSZA 😉

Wielokrotnie byłeś przez swoich rywali wybierany na najlepszego zawodnika swojego zespołu. Nie jest to proste, bo zwykle pamięta się o tych co strzelają gole, a nie o tych, co starają się to uniemożliwić. Jest to dla Ciebie jakaś satysfakcja? Śledzisz w ogóle te statystyki?

– Podstawa to drużyna i jej osiągnięcia. Potem dopiero można patrzeć na statystyki indywidualne. Chociaż muszę przyznać, że to miłe uczucie i zawsze fajnie jak ktoś inny doceni twoją pracę i serce, które włożyłeś w spotkanie.

A czy Ty zawsze miałeś taki przywódczy charakter? Że nie bałeś się powiedzieć kolegom z drużyny, by wzięli się w garść? Bo odkąd Cię pamiętam, jeszcze za czasów Orłów Klembów z ligi ósemek w Zielonce, to (nawet jeśli nie byłeś kapitanem) zawsze ustawiałeś kolegów, a gdy było trzeba, to powiedziałeś coś ostrzejszego 😉

– Chyba tak 😉 Mam dwóch starszych braci i zawsze o swoje trzeba było walczyć i tam też nie było nic za darmo, więc może dlatego tak mi zostało. W Orłach niekwestionowanym liderem był Baranek (Adam Baran) – on zawsze pomagał nam jak się ustawić, zagrać itp. Ale musi być ktoś w drużynie, kto odpowiada za dyscyplinę, czasem krzyknie a czasem pochwali. Nigdy się nikt za mnie na to nie obraził. A czasami, gdy na boisku było zbyt cicho, niektórzy sami się wręcz upominali, żeby wstrząsnąć drużyną.

A propos Orłów – do nich masz największy sentyment? Bo jakiś czas temu próbowaliście ten zespół reaktywować, ale potrwało to chyba dwa sezony i na tym się skończyło…

– Takie życie 😉 Kontuzje, sprawy prywatne, każdy poszedł w swoją stronę i trudno by było już do tego wrócić. Baranek, Młody, Rafciu, Radek, Michał, Andrzej, Albert, Wiktor i wieczny problem, czyli bramkarz którego nigdy nie mieliśmy. To była paka. Pozdrawiam chłopaki!

Jeśli chodzi o Twoją grę, to trudno nie zadać tego pytania – świetne warunki fizyczne, dobre czytanie gry, potrafisz też soczyście uderzyć. Miałeś warunki na solidnego, ligowego obrońcę. Do gry po 11-stu nigdy Cię nie ciągnęło? A może w Twojej kartotece jest jakaś przygoda z pełnowymiarowym boiskiem?

– Dopiero od niedawna zacząłem grać 11×11. I muszę przyznać, że to jest jeszcze większa frajda niż na Orlikach. Może gdyby nie zerwane więzadła i łękotka dziś byłoby więcej występów na pełnowymiarowym placu, ale po takiej kontuzji cieszę się, że i tak cały czas mogę być w grze.

Kolejne pytanie, którego też nie sposób nie zadać – czy granie z bratem w drużynie, to przyjemność czy w tym przypadku po prostu konieczność? 😉 I czy bywało tak, że po ostatnim gwizdku nie odzywaliście się do siebie przez kilka dni?

– Pewnie że przyjemność! Na kogo ja bym tak krzyczał na meczach gdyby nie on? 😉 Żeby się nie odzywać po meczu to musiałbym zupełnie odpuścić przyjazd, ale jeśli już jestem na boisku, to po prostu nie ma takiej możliwości, by komuś odpuścić gdy zasłuży (śmiech). To moje pobudzanie chłopaków, krzyki, wskazówki to jest dla naszego wspólnego dobra – musimy żyć na boisku, podpowiadać sobie, bo wtedy jest po prostu łatwiej. A po meczu o wszystkim zapominamy i udajemy się na lokalne zgrupowania, żeby na chłodno przeanalizować co się wydarzyło (śmiech).

Ostatnie pytanie – do Strefy 6 przyszliście z innej ligi, w której graliście wiele lat. Nie chcę, żebyś cokolwiek porównał. Ale mam nadzieję, że nie żałujesz?

– Gdzieś trzeba było się poruszać a innej alternatywy nie było. Ale porównywanie czegokolwiek miedzy tymi ligami nie ma najmniejszego sensu. To jest przepaść organizacyjno-sportowa. Organizacja Strefy 6 (czy Futboligi) sprawia, że człowiek naprawdę z miłą chęcią przyjeżdża na mecze, bo wie że wszystko będzie dopięte na ostatni guzik i nie pozostaje nic, tylko skupić się na graniu. Tak trzymać i do zobaczenia w drugiej edycji. Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

Dzięki za dobra słowa! I do zobaczenia w najbliższą niedzielę.

Inne Artykuły

Aktualności
Aktualności

Dodaj komentarz