Wywiad z Marcinem Rychtą


Kapitan, lider, organizator i najlepszy obrońca swojego zespołu w jednym. Gość który ewidentnie żyje piłką i mimo wielu kontuzji, gdzie być może niektórzy daliby sobie spokój z grą, on ani myśli odpuszczać. I właśnie jest w przededniu kolejnego sukcesu ze swoją ekipą. Bohaterem kolejnej rozmowy był nie kto inny jak MARCIN RYCHTA! Życzymy Wam miłej lektury!

Marcin, zacznijmy od Pucharu Ligi – srebrny medal jest, ale założę się, że gdy Szewnica wyeliminowała PrefBud, to pomyślałeś sobie – i fajnie, będzie nam łatwiej. No ale wcale tak łatwo nie było…

– Nie do końca tak pomyślałem… Ja osobiście po tym co zobaczyłem w fazie pucharowej wolałem zagrać przeciwko PrefBudowi, bo byłby to zapewne bardziej otwarty mecz, a tak Szewnica świetnie broniła i ciężko było nam się przedrzeć przez ich zasieki obronne. Do tego wykorzystali nasz błąd w wyprowadzeniu piłki i trzeba było gonić wynik, a w momencie kiedy czasu w tych pucharowych potyczkach jest mało, to ciężko o powrót. Zwłaszcza, kiedy rywal jest tak dobrze dysponowany.  

Napisaliśmy w relacji, że z jednej strony już macie pewien skalp w tym sezonie. Ale gdyby się okazało, że w walce o tytuł też zafiniszujecie na drugim miejscu, to będziecie mocnym kandydatem do miana największego rozczarowania sezonu. I to biorąc pod uwagę fakt, że wiele ekip chętnie by się z Wami zamieniło. Ale wiadomo – Wy walczycie zawsze o zwycięstwo.

– Jeśli chodzi o Puchar to szkoda na pewno przegranego finału. Mecze pucharowe są jednak specyficzne, bo wystarczy jeden błąd i jest po zawodach. Także mimo wszystko szanuję ten wynik, tym bardziej że nie nastawiłem się jakoś huraoptymistycznie na sukces w tych rozgrywkach. Natomiast jeśli chodzi o ligę to tutaj od pierwszej kolejki powtarzałem chłopakom z drużyny, że w tym sezonie gramy o mistrzostwo. Mam do takiego myślenia podstawy, gdyż z meczu na mecz wygląda to coraz lepiej, nikt nie odstaje, nikt nie odpuszcza, a apogeum formy pokażemy w niedzielę! (śmiech).

A nie jest trochę tak, że w tym sezonie brakuje Wam stabilizacji w składzie? Że co tydzień nie możesz skorzystać ze wszystkich których byś chciał i dlatego niektóre mecze są takie „szarpane”?

– Akurat w tym sezonie nie mogę narzekać na skład. Oczywiście były mecze, kiedy brakowało jednego czy dwóch naszych kluczowych graczy, ale wtedy dostawali szansę ci co grali mniej… No i jak pokazują wyniki – nie zawiedli mnie! A to, że w jakimś meczu nie wszystko układało się po naszej myśli to teraz nie jest istotne, bo wyniki idą w świat, a te są bardzo dobre.

To prawda, aczkolwiek ostatnie starcie z Prefbudem przegraliście i to znacznie. Jakiego meczu się spodziewasz? Przypomnijmy, że musicie wygrać, ale domyślam się, że od razu wszystkiego na jedną szalę nie rzucicie. Masz już plan?

– Tak, pamiętam tamto starcie i od końcowego gwizdka czekam na rewanż. Dostaliśmy wtedy łomot, ale w tamtym sezonie brakowało jeszcze stabilizacji w grze i mecz zwyczajnie nam nie wyszedł. Jak będzie przebiegać ten najbliższy? Ciężko powiedzieć, jednakże patrząc jak gra PrefBud to wydaje mi się, że będą chcieli nas zdominować i wygrać. Remis ich nie zadowoli. My z kolei wiemy, że jakbyśmy z Magnattem wygrali różnicą jednej bramki więcej to wystarczałby nam punkt. Ja jednak się cieszę, że zabrakło nam tego gola i że w meczu finałowym będziemy musieli wyszarpać zwycięstwo, bo granie na remis zazwyczaj źle się kończy… A plan jest prosty – laga na Karola, szybka bramka i autobus! (śmiech)

Brzmi sensownie! Jak w ogóle oceniasz przeciwników? Kogo obawiasz się najbardziej?

– PrefBud niemal każdego rywala gromi wysoko. Nawet jak przez dłuższy czas nie chce im coś wpaść, to nie rezygnują i potem strzelają bramki seriami. Będzie to niewątpliwe bardzo wymagający rywal, ale wydaje mi się, że wiemy jak skutecznie z nimi zagrać. W takiej drużynie jest dużo graczy, na których trzeba zwrócić uwagę. Dużo biega i świetnie podłącza się do przodu Marcin Szymański, w środku pola rządzi Kryspin Kisiel, w ataku natomiast kręci i strzela Patryk Czajka. Jednak najbardziej imponuje mi w tym sezonie Michał Łapiński. Świetnie czyta grę, dobrze broni, a jak podłącza się do akcji ofensywnych to zawsze jest niebezpiecznie pod bramką rywala.

A paradoksalnie – nie boisz się trochę kłopotu bogactwa w niedzielę? Że przyjedzie dużo chętnych i niektórym ciężko będzie złapać rytm spotkania, grając ledwie przez kilka minut?

– Przed sezonem długo myślałem czy może kadra nie jest zbyt szeroka. W tym sezonie przynajmniej jeden mecz zagrało w drużynie Al-Maru aż 16 graczy. Koniec końców wspaniale się wszyscy uzupełniamy. Zawodnicy rezerwowi dają z siebie maksa na boisku, a potem dają wejść na boisku wypoczętym liderom zespołu. Każdy włożył ogromny wkład w to, gdzie teraz jesteśmy i o co gramy, nawet jeśli zagrał mniej minut od swoich kolegów z pierwszego składu.

Nie jest tajemnicą, że przed sezonem zastanawiałeś się, czy tych szóstek nie zmienić jednak na ósemki. Ciągnie Cię na większe boisko? 🙂

– Zdecydowanie tak. Bardzo lubię grać po 11-stu w Pucharze Polski w drużynie Futboligi, ale i piłka ośmioosobowa to zdecydowanie najlepsze środowisko dla zespołu Al-Mar. Większe możliwości w rozgrywaniu piłki, ustawianiu się czy nawet rozgrywaniu rzutów rożnych. Na pewno nie porzuciłem planów na powrót drużyny do ligi ósemek, ale na pewno nie nastąpi to w tym roku. Czy w następnym? To czas pokaże. 

Wasze mecze zwykle obserwuje z boku Twój tata. Musimy wyjaśnić jedną rzecz – czy Pan Marek grał kiedyś w piłkę? 🙂 I czy np po meczu zdarza Wam się wymienić jakieś uwagi? Np ma do Ciebie pretensje o strzały w kosmos? 🙂

– Mój tata to nie tylko sponsor, ale i najwierniejszy fan naszej drużyny już od 10 lat! (w tym roku mamy mały jubileusz). Tata nigdy nie grał zawodowo w piłkę, jedynie jak to kiedyś z kolegami na polankach 😉 Prezes niemal zawsze ma jakieś uwagi, które bardzo sobie cenię, bo dostrzega on rzeczy, o których ja bym nawet nie pomyślał. Często takie niuanse pozwalają poprawić naszą grę. O strzały w kosmos może nie, ale np. po Pucharze powiedział mi, że jakbym strzelił karnego, to jeszcze może by coś z tego było… (śmiech).

Trudno się z tym nie zgodzić (śmiech). Al-Mar założyłeś dobrych kilka lat temu. Miałeś jakiś moment, że chciałeś to rzucić? Że np drużyna nie doceniała, że to też jest z Twojej strony pewne poświęcenie czasowe i finansowe?

– Nie raz i nie dwa były takie momenty. Najgorzej jest wtedy, kiedy nie ma wyników. Próbujesz coś zrobić na wszystkie sposoby, a to nie daje efektów. W pierwszym naszym sezonie w Strefie 6 miałem takie przebłyski czy to może nie jest już koniec drużyny Al-Mar? Wpływ na to miały kontuzje, słaba frekwencja, brak zaangażowania… Po sezonie dokonałem kilku transferów, powiększyłem kadrę no i zaczęło się to na nowo zazębiać. Jak jest fajna gra, super atmosfera oraz dobre wyniki, to i ja z radością poświęcam czas na rzecz drużyny, aby nic nikomu nie brakowało.

Strefa 6 – jak oceniasz ten projekt?

– Bardzo mi się podoba. Najbardziej lubię transmisję na żywo z komentarzem, sędziowanie w tym sezonie myślę, że też stoi na wysokim poziomie, piłki ok… Tylko te nieszczęsne boisko lubi płatać figle. Może uda się zbudować boisko do gry 8 vs 8? Wtedy mogłaby być lepsza murawa i większe możliwości gry. Aby tylko drużyny dopisywały, bo marzy się taka liga z 20 zespołami, bo ledwo ten sezon się zacznie, a już musimy go kończyć…

To prawda. A jeszcze wracając do Ciebie – miałeś w swoim życiu trochę kontuzji i to takich poważnych. Czy w tym momencie możesz powiedzieć, że grasz na 100% możliwości? Że nie ma w Tobie zawahania, jeśli widzisz perspektywę wejścia w zwarcie z przeciwnikiem?

– Trochę tych kontuzji w swojej amatorskiej przygodzie miałem – to prawda. Zawsze jednak gram na 100%, nie toleruję półśrodków. Jeśli chodzi o zwarcia z rywalami to nie boje się ich i nie unikam, jednak z biegiem lat nauczyłem się kiedy należy odpuścić, aby uniknąć urazu u siebie lub przeciwnika. Kiedy w 2010 roku pierwszy raz doznałem poważnej kontuzji kolana, czyli zerwania wiązadeł krzyżowych to nie wiedziałem nawet co to jest… Jednakże niczego nie żałuję, bo gdyby nie to może nie byłoby Al-Maru? Pomysł stworzenia tej drużyny narodził się w mojej głowie, kiedy miałem wracać do gry w piłkę, ale to opowieść na inny wywiad… 😉 Kontuzje nauczyły mnie również odczytywać sygnały, jakie wysyła mi ciało, kiedy coś jest nie tak. Teraz wiem, że poprzez dobre odżywianie (podziękowania dla żony), rehabilitację, regenerację, rozgrzewkę, rozciąganie oraz rolowanie mogę pomóc sam sobie unikać kontuzji, co pozwoli mi pobiegać za piłką jeszcze kilka ładnych lat.

Czyli można powiedzieć, że w piłkę będziesz grał dopóki, dopóty Cię nie zniosą z boiska, bo sam nie zejdziesz na pewno? (śmiech)

– Dokładnie tak! Chcę grać jak najdłużej to będzie możliwe, bo po prostu kocham to robić. Najważniejsze, aby kontuzje mnie omijały, a na pewno jeszcze nie raz zaliczę BINGO!

Co do tego nie mamy wątpliwości! Ostatnie pytanie – najlepszy zawodnik z lig amatorskich przeciwko jakiemu grałeś, lub z którym grałeś w jednej drużynie, to…?

– Bardzo trudne pytanie. Było tak wielu graczy, z którymi na przestrzeni lat rywalizowałem, że ciężko zatrzymać się przy jednym nazwisku. Tak na szybko gracze, którzy przychodzą mi do głowy to Karol Szeliga, Adam Matejak, Bartek Bajkowski. Natomiast o wynik jestem spokojny, kiedy mecz przyjdzie mi grać razem z Rafałem Błońskim. 

Adam Baran nie lubi tego! (śmiech) Marcin, dzięki za wywiad, życzymy Ci skutecznych ucieczek od kontuzji, a w niedzielę niech wygra lepszy!

Dodaj komentarz