Wyrównany wynik sprzed roku. Ale niedosyt pozostał…


Ostrzyliśmy sobie zęby na drugie podejście do Okręgowego Pucharu Polski. I chociaż nasi reprezentanci zaprezentowali się ze świetnej strony, to znów nie udało się przekroczyć magicznej bariery, jaką była 3 runda…

17 sierpnia zakończyła się nasza kolejna przygoda z Pucharem Tysiąca Drużyn, jak potocznie nazywany jest Puchar Polski. Po emocjach jakie przyniosły mecze naszej reprezentacji przed rokiem, nie mogliśmy się doczekać kolejnej próby. Losowanie wydawało się dla nas korzystne, bo w 1.rundzie trafiliśmy na zespół Są Gorsi, który w tych zmaganiach startował częściej niż my, ale bez większych sukcesów. Przeciwnicy mieli jednak atut w postaci własnego boiska i to spowodowało, że czekała nas dość długa podróż do Płochocina. To co tam zastaliśmy stanowiło nie lada niespodziankę – wiedzieliśmy, że mecz zostanie rozegrany na naturalnej nawierzchni i chociaż nie liczyliśmy na „stół bilardowy”, to nie spodziewaliśmy się, że czeka nas aż tak duże wyzwanie. Bardzo wysoka trawa, mnóstwo dziur i nasi zawodnicy, przyzwyczajeni do zupełnie innych warunków, musieli się nastawić na bardzo wymagające 90 minut. W dodatku rywal, nawet jeśli nie miał w swoich szeregach piłkarskich wirtuozów, to grał nieustępliwie, twardo, na pograniczu faulu i ciężko było złapać odpowiedni rytm. Oddzielny akapit należałoby też poświęcić sędziemu. Wiemy, jak trudna jest rola arbitra, natomiast podyktowanie aż czterech rzutów karnych oraz chęć uznania bramki po strzale w boczną siatkę (na szczęście sędzia w porę się zreflektował i odwołał swoją decyzję), nie wystawia rozjemcy tego meczu najwyższej oceny. Na szczęście wszystkie te okoliczności nie wpłynęły na końcowy wynik. Po trudnym i bardzo wyczerpującym boju wygraliśmy 4:2, a łupem bramkowym podzielili się nasi napastnicy – Rafał Kudrzycki i Bartek Bajkowski. Dodajmy, że przy stanie 1:0 rzut karny obronił debiutujący w naszych barwach Grzesiek Reterski. Tak z perspektywy czasu, to nawet jeśli w tym starciu mieliśmy więcej z gry i byliśmy lepsi piłkarsko, to gdyby rezultat byłby odwrotny chyba nikt nie mógłby mieć pretensji. To było naprawdę trudne do oglądania spotkanie, gdzie dominował przypadek. Zresztą – sami możecie się o tym przekonać, bo film z tego starcia znajdziecie poniżej. Warto zwrócić uwagę na sam początek materiału i linię środkową boiska. W opisie filmu znajdziecie z kolei odnośniki do wszystkich najważniejszych sytuacji z tego spotkania.

Po pokonaniu pierwszej przeszkody nadszedł czas na drugą. Rywalem miał być debiutujący w B-klasie Association Club Warszawa. No właśnie – miał być, bo w wyniku problemów z rejestracją zawodników (ta drużyna złożona jest głównie z osób posiadających zagraniczne paszporty) potyczka nie doszła do skutku. My chcieliśmy zagrać, próbowaliśmy namówić rywali by jednak przyjechali do nas i zagrali z nami bez względu na konsekwencje, ale nic z tego nie wyszło. Tym samym bez gry awansowaliśmy do 3 rundy, gdzie czekał już przedstawiciel Ligi Okręgowej – Dąb Wieliszew.

W rywalizacji z Dębem byliśmy traktowani jako plankton dla rywala. Nikt nie dawał nam większych szans, nawet biorąc pod uwagę, że takie zespoły jak Dąb nie traktują Okręgowego Pucharu Polski w 100% poważnie i raczej nie wystawiają w nim najmocniejszego składu. Ale to niczego nie zmieniało – przeciwnik miał przyjechać i zrobić swoje. Nasze obawy co do wyniku spiętrzyły się, gdy okazało się, że przyjdzie nam grać bez kilku ważnych graczy. Przede wszystkim brakowało Rafała Kudrzyckiego – zawodnika, od którego przecież zaczynamy ustalanie składu. Nieobecny był również Maciek Markwart, kontuzję leczył Tomek Freyberg a na wakacje wyjechał Michał Szczapa. Musieliśmy sobie jednak jakoś poradzić. I być może dla wielu postronnych kibiców, zwłaszcza takich których nie było na meczu, to co za chwilę napiszemy zostanie odebrane jako „próba dobrej miny do złej gry”. Ale trudno – nasz zespół nie zasłużył w tym starciu na porażkę. Byliśmy równorzędnym, a może nawet ciut lepszym zespołem aniżeli Dąb i po pierwszej połowie spokojnie mogliśmy prowadzić 2:0, bo dysponowaliśmy kilkoma świetnymi sytuacjami, w tym dwiema „setkami”. Niestety skuteczność nie była tego dnia po naszej stronie. Co innego u rywali – oni zagrażali naszej bramce rzadko, ale gdy już wyklarowali sobie okazję, to doskonale ją spuentowali i po 45 minutach prowadzili 1:0. Druga połowa miała już trochę inny przebieg. Oponenci wiedzieli, że muszą podkręcić tempo i byli bliscy podwyższenia wyniku, ale strzał jednego z nich ostemplował poprzeczkę. My w odpowiedzi dysponowaliśmy sytuacjami Bartka Bajkowskiego i Łukasza Flaka, ale oddajmy bramkarzowi Dębu, że naprawdę prezentował się świetnie. Wydawało się jednak, że w końcu musimy doprowadzić do wyrównania. Zamiast tego, po indywidualnym błędzie straciliśmy gola na 0:2. Mimo to walczyliśmy do końca, w polu karnym przeciwników kotłowało się bardzo często, mieliśmy strzał w słupek, lecz ostatecznie zostaliśmy z niczym. Sztuką było mieć tyle sytuacji i nie zdobyć chociaż bramki. Ale taka jest piłka. Nie czuliśmy się gorsi, nasze statystyki celnych strzałów prezentowały się lepiej, tylko co z tego. Dziś możemy gdybać, czy z Rafałem Kudrzyckim coś nie wpadłoby do sieci i dziś to my nie czekalibyśmy na kolejnego przeciwnika. Piłka bywa jednak brutalna…

Poniżej prezentujemy Wam materiał z tego spotkania, gdzie w opisie zawarliśmy odnośniki do najważniejszych sytuacji. Żeby była jasność – staraliśmy się być uczciwi i wypisaliśmy wszystkie najlepsze okazje z jednej i drugiej strony.

Żal po środowej porażce jest duży. Mimo wszystko możemy być i jesteśmy dumni z naszych graczy. Ci ludzie spotkali się w tym składzie po raz drugi w tym roku, a mimo to grali jak równy z równym z zespołem, który trenuje ze sobą niemal codziennie. Na pocieszenie dla naszych chłopaków niech będą słowa kapitana przeciwników Damiana Piekuta, który stwierdził, że zawiesiliśmy poprzeczkę bardzo wysoko, że powinniśmy być zadowoleni ze swojej postawy i kto wie, co by było, gdybyśmy to my wyszli na prowadzenie. To oczywiście cieszy, chociaż nie łagodzi goryczy spowodowanej odpadnięciem w takich okolicznościach. Nie pozostaje nam jednak nic innego, jak szybko się z tym pogodzić.

Na koniec chcielibyśmy podziękować wszystkim, którzy tworzyli kadrę naszej drużyny na tegoroczny Puchar. Jesteśmy pod wrażeniem Waszego poświęcenia, zaangażowania, walki do ostatnich sekund i tego, że potrafiliście pokazać kawałek dobrego futbolu, mimo że spotykacie się ze sobą raz na rok. Bardzo nas też cieszy fakt, że do reprezentacji dołączyli kolejni nowi gracze, co powoduje że nasza kadra jest coraz szersza i silniejsza. I w tym upatrujemy nadziei, żeby w kolejnym podejściu powalczyć o coś więcej niż 3 runda. Bo naszych zawodników zdecydowanie na to stać!

PS: a po pucharowych emocjach zapraszamy wszystkich na 6 edycję Strefy 6 oraz na Letni Puchar NLH, który odbędzie się 4 września. Wszystkie szczegóły znajdziecie TUTAJ.

Dodaj komentarz