Koniec pucharowej podróży. To był fantastyczny czas!


Zakończyła się wspaniała przygoda reprezentacji Strefy 6 w Okręgowym Pucharze Polski. Drużyny, która mimo młodego stażu, pokazała piłkarską jakość i wielkie serce do gry. I która w ostatnią środę wcale nie musiała odpaść…

Zanim jednak opowiemy o okolicznościach ostatniego spotkania, zacznijmy od początku. Oficjalny debiut naszej drużyny przypadł na 14 sierpnia – w Radości, na obiekcie miejscowego PKS-u, bezpośrednio po meczu Kartofliska – Bar Ulubiona, podejmowaliśmy GKS Tachimetr. Było to starcie dwóch zespołów niezrzeszonych, gdzie ani jedni ani drudzy nie wiedzieli czego mogą się po sobie spodziewać. Spotkanie było rozgrywane na obiekcie z naturalną nawierzchnią, co dla zawodników nieprzyzwyczajonych do takich warunków, początkowo stanowiło duże wyzwanie. I chociaż nasza przewaga w posiadaniu piłki i kulturze gry była wyraźna, to o mało nie rozpoczęliśmy tego spotkania od konieczności odrabiania strat. Interwencja na linii bramkowej Michała Łapińskiego spowodowała, że uniknęliśmy utraty bramki, po czym błyskawicznie wyprowadziliśmy kontrę a historycznego gola dla naszej kadry zdobył za chwilę Rafał Kudrzycki. Do przerwy udało nam się podwyższyć prowadzenie – świetny strzał Sebastiana Sasina, a potem bramka z rzutu wolnego Bartka Bajkowskiego i ze spokojną głową mogliśmy przystąpić do drugich 45 minut. Finałowa odsłona rozpoczęła się dla nas źle – rywale zdobyli bramkę, ale na szczęście bardzo szybko odpowiedział na nią Rafał Kudrzycki. To dało nam potrzebny komfort, mogliśmy wprowadzić wszystkich zawodników rezerwowych i mimo, że okazji do zwiększenia różnicy bramkowej nie brakowało, to ostatni cios zadali rywale. Wynik 4:2 przyjęliśmy jednak z zadowoleniem, tym bardziej, że chociaż GKS Tachimetr wydawał się początkowo wdzięcznym przeciwnikiem, to choćby w defensywie grał naprawdę solidnie i fakt, że nasi napastnicy mieli problemy by wygrywać pojedynki biegowe (a przecież dysponują ogromną szybkością), mówił sam za siebie. Najważniejszy był wynik, który pozwolił nam myśleć o kolejnej rundzie. A tam czekał już na nas B-Klasowy Champion Otwock

Mimo, że posiadaliśmy w tej parze handicap gospodarza, postanowiliśmy, że zrobimy sobie krótką, kilkudziesięcio-kilometrową podróż. Przeciwnicy nie mieli nic przeciwko, by spotkanie rozegrać na swoim obiekcie, dlatego 18 sierpnia zjawiliśmy się na ładnym i przytulnym stadionie przy ulicy Karczewskiej. Poza Piotrkiem Stańczakiem, który zmaga się z kontuzją kolana, dysponowaliśmy pełnym składem. Oponenci, dla których ten mecz miał stanowić kluczowy etap przygotowań do kolejnego sezonu B-Klasy, dysponowali młodymi zawodnikami, z domieszką doświadczenia w przednich formacjach. Ale prawdą mówiąc spodziewaliśmy się zupełnie innego spotkania, niż ono finalnie było. Czempioni zostawiali nam bardzo dużo miejsca w rozegraniu, z czego skrzętnie korzystaliśmy. Byliśmy też bardzo skuteczni w defensywie i pierwszą połowę zapisaliśmy na swoje konto. Szkoda tylko, że podstemplowaliśmy ją zaledwie jedną bramką, którą w 18 minucie zdobył Bartek Bajkowski. Ten sam gracz chwilę później mógł nam zapewnić dwubramkowe prowadzenie, lecz w doskonałej okazji posłał piłkę obok słupka. Szkoda, bo taki bezpieczny bufor bramkowy bardzo by nam się przydał. Zamiast tego zrobiło się nerwowo. Mniej więcej od 60 minuty inicjatywę przejęli miejscowi i kilka razy zrobiło się w naszym polu karnym groźnie. Ale też trudno się było temu dziwić. Brakowało sił, rywale nie mieli nic do stracenia, a dodatkowo po naszej stronie pojawiło się wielu graczy z ławki. Ciężko było im znaleźć na boisku wspólny język, ale wszystko starali się nadrabiać determinacją. I udało się! Mimo aż 6 doliczonych minut dowieźliśmy wynik do ostatniego gwizdka i już wtedy wiedzieliśmy, że osiągnęliśmy coś ponad stan. Ale to wcale nie oznaczało, że na tym zamierzaliśmy poprzestać.  

Po fajnie przygodzie w powiecie otwockim, następnym rywalem była drużyna z tych samych okolic. O ile jednak Champion reprezentował najniższą klasę rozgrywkową w naszym okręgu, tak Mazur II Karczew to przedstawiciel Ligi Okręgowej. Poprzeczka była więc zawieszona bardzo wysoko. Wspólnie z drużyną ustaliliśmy, że to spotkanie chcielibyśmy zagrać zdecydowanie bliżej i udało się wynegocjować boisko w Jadowie. Dla nas szczęśliwe – to tutaj reprezentacja spotkała się po raz pierwszy i od razu zanotowała premierowy sukces, pokonując miejscową Koronę. Zamierzaliśmy podtrzymać pozytywne wrażenia związane z tym miejscem, ale sprawę utrudniły kwestie frekwencyjne. Niestety musieliśmy radzić sobie bez naszego czołowego strzelca Bartka Bajkowskiego, gradacja kartek wykluczyła Daniela Więcka, a nie dojechał też Kuba Ratajczak. Pojawił się za to Arek Major, który od razu wskoczył zresztą do pierwszego składu. Jeśli chodzi o skład Mazura II, to nie była to na pewno wyjściowa jedenastka tego zespołu, ale byli to gracze aspirujący do tego, by grać w Lidze Okręgowej i zamierzali swoją przydatność do drużyny udowodnić trenerowi. Początek meczu był jednak piorunujący w naszym wykonaniu. Pierwsze dwie akcje i od razu dwa gole – obydwa autorstwa Łukasza Flaka, który korzystał z podań nieocenionego Rafała Kudrzyckiego. Daleko nam jednak było do euforii, bo wiedzieliśmy, że w dalszej części spotkania prawdopodobnie nic nie przyjdzie nam już tak łatwo jak to, co otrzymaliśmy w premierowych minutach. I to się potwierdziło. Rywale grali dobrze, fajnie wymieniali się pozycjami i pod naszą bramką regularnie musieliśmy gasić pożary. Ale paradoksalnie – obydwie bramki jakie straciliśmy w pierwszej połowie były efektem naszych prostych błędów. Najpierw za dużo miejsca pozostawiliśmy jednemu z napastników, który po odbiciu piłki przez naszego bramkarza miał za dużo czasu, co pozwoliło mu odnaleźć kolegę z zespołu a ten dopełnił formalności. Drugi gol to z kolei wyraźna pomyłka naszego bramkarza, który nie złapał – wydawałoby się prostej – piłki po strzale z rzutu wolnego. Mecz zaczął się więc od nowa. Niestety w drugiej połowie przysnęliśmy po kolejnym stałym fragmencie gry. Tym razem był to rzut rożny, sprytnie rozegrany przez Mazur II, zakończony golem z bliskiej odległości. Trochę wiary w nasze serca wlała sytuacja z 60 minuty, gdzie Rafał Kudrzycki urwał się ostatniemu obrońcy, a ten powalił naszego napastnika, za co obejrzał czerwoną kartkę. Niestety gra w przewadze nie przyniosła nam efektów bramkowych. Musimy oddać przeciwnikowi, że swoją mądrą grą praktycznie zniwelował nieobecność jednego ze swoich graczy i niemal w ogóle nie dało się odczuć, że na boisku jest nas o jednego więcej. Mieliśmy jednak doskonałą okazję, by to spotkanie zakończyło się rzutami karnymi. W 87 minucie Łukasz Flak stanął przed idealną szansą, aby wyrównać losy meczu, ale na nasze nieszczęście świetnie zachował się bramkarz rywali. Na więcej nie było nas stać, a praktycznie w ostatniej akcji meczu (oczywiście po stałym fragmencie gry) Mazur II postawił “kropkę nad i” i musieliśmy pogodzić się z porażką. Pewnie do tej pory w głowach wielu zawodników przewija się myśl, że to wcale nie musiało się tak skończyć. Na pewno rywal przewyższał nas piłkarsko (ale też trudno by było inaczej), jednak prowadząc 2:0 zabrakło nam trochę doświadczenia. No i szczęścia, bo jednak obydwa stracone gole w pierwszej połowie nie były efekt koronkowych akcji, ale oczywistych prezentów. Trudno.  

Gdyby już tak na spokojnie przeanalizować nasz cały występ, to z tej drużyny należy być DUMNYM. Gdyby ktoś przed startem całej zabawy zaoferował nam trzecią rundę a w niej wyrównany mecz z przedstawicielem Ligi Okręgowej, to bralibyśmy ten scenariusz w ciemno. Tymczasem niewiele zabrakło, by awansować do czwartej. Ale nie bądźmy zachłanni. To były kapitalne mecze, świetny czas i super zabawa. To był też fantastyczny zespół, który zapamiętamy z pięknego gola Sebastiana Sasina w Radości, z tytanicznej pracy Rafała Kudrzyckiego, z heroicznej interwencji Marcina Białka w Otwocku, z rulety Serka Modzelewskiego w Jadowie, czy też z takich obrazków jak ten poniżej.

Dzięki Panowie za Waszą obecność, za zaangażowanie, za to że mimo iż stanęliście przed arcytrudnym zadaniem, by po zaledwie jednym wspólnym sparingu stworzyć zespół, to ta sztuka udała Wam się w pełni. Wy nie tylko zaliczyliście udział w Pucharze Polski, ale pozostawiliście w nim po sobie świetne wrażenie. Dlatego za rok widzimy się znowu! 

PS: a po pucharowych emocjach zapraszamy wszystkich na 4 edycję Strefy 6. Wszystkie szczegóły znajdziecie TUTAJ.

Dodaj komentarz