AutoSzyby z historycznym triumfem w Pucharze Ligi!


Niemal całym niedzielnym rozgrywkom Pucharu Ligi towarzyszył deszcz. I to czasami taki, że zasadnym wydawało się być pytanie, czy te zmagania uda się doprowadzić do szczęśliwego końca.

Ale na szczęście się udało! Pomimo kiepskiej pogody dopisały też drużyny, które w komplecie dojechały do Woli i zafundowały nam spore emocje. Nie zabrakło też niespodzianek, aczkolwiek na końcu wygrała ekipa, która wie jak takie imprezy jak ta zapisywać na swoje konto. Ale do tego przejdziemy za chwilę. Najpierw postaramy się streścić Wam to, co działo się aż do wielkiego finału.

W grupie A największą niespodziankę sprawiła Box Garda. Markowianie byli najniżej notowanym zespołem w stawce, ale nie przestraszyli się swoich rywali i to mimo, że pierwsze spotkanie z Beer Teamem przegrali aż 0:3. Zresztą – Beer Team już po dwóch spotkaniach był pewny awansy, natomiast między pozostałymi trzema zespołami toczyła się rywalizacja o ostatnią przepustkę do fazy play-off. Sprawę najpierw zawalił Al-Mar. Był bowiem lepszy od AKS Elektro, a tylko z tym zespołem zremisował, a potem dał się pokonać Box Gardzie, mimo że wyszedł ze stanu 0:2 na 2:2. Sukces nad Beer Teamem spowodował, iż tlił się jeszcze cień nadziei na wyjście. Wszystko zależało od wyniku ostatniego meczu w tej stawce, w którym Elektryczni grali z Bokserami. Możliwości było tutaj bardzo wiele, ale finalnie padł remis, który spowodował, że to Rafał Saks i spółka zameldowali się w czołowej ósemce. I to był też znak, że to faktycznie może być dzień pełny sensacyjnych rozstrzygnięć. A potwierdziła to kolejna grupa.

W niej doszło do sytuacji, gdzie o miejscach 1-3 decydowała mała tabela! Stało się tak dlatego, że zarówno Copa, Black Dragons, jak i Lema Logistic uporały się z HandyMan Elewacje, ale punkty traciły między sobą. I cały tercet skończył rywalizację z sześcioma oczkami na koncie, a w takich okolicznościach bierze się pod uwagę wyłącznie mecze między zainteresowanymi. Tutaj też był niemal idealny remis. Lema miała bilans bramkowy 4:4, Black Dragons 3:3 a Copa 2:2. I z racji tego, że to Kopacze zdobyli najmniej bramek, to oni musieli pożegnać się z rozgrywkami! Wydawało się, że zespół z Klembowa może być pewny promocji i pewnie z takim przekonaniem chłopaki opuszczali obiekt po swoim ostatnim spotkaniu. No ale niestety – w rywalizacji Dragons z Lemą padł dla nich najgorszy z możliwych rezultatów. Logistyczni wygrali 3:2, ale absolutnie nie było tutaj żadnej chłodnej kalkulacji. Wręcz przeciwnie – jedni i drudzy byli prawdopodobnie nieświadomi co on oznacza, bo po ostatnim gwizdku wędrowały do nas wycieczki złożone z przedstawicieli obydwu drużyn, z pytaniem czy aby na pewno grają dalej. Ale zwłaszcza zespół Serka Modzelewskiego balansował po bardzo cienkiej linie. Młodym zawodnikom z Wołomina wydawało się chyba, że skoro wygrali dwa pierwsze spotkania, to awans mają w kieszeni. Tymczasem gdyby stracili z Lemą jeszcze jedną bramkę, to pożegnaliby się z rozgrywkami! Fortuna im jednak sprzyjała i tym samym dwóch drugoligowców odprawiło z kwitkiem dwóch przedstawicieli elity. Można? Można!

Scenariusz z poprzedniej stawki nie powtórzył się w kolejnej. Nie pozwoliła na to ekipa AutoSzyb, która zmiażdżyła swoich konkurentów i nie dość, że bez problemów wygrała wszystkie swoje spotkania, to jej bilans bramkowy wyniósł 14:1! Podopieczni Kamila Wiśniewskiego mogli z uśmiechem na ustach oglądać to, co dzieje się za ich plecami. A tam w grze były dwa zespoły – Al-Maj i Joga Bonito. To one w ostatnim spotkaniu tej stawki miały między sobą rozstrzygnąć, kto po ostatnim gwizdku ma wolne, a kto będzie musiał jeszcze raz przyjechać na obiekt przy Warszawskiej 41. Zwycięzca brał wszystko, z kolei remis promował ekipę Grześka Wojdy. No i na bezbramkowym podziale punktów stanęło! Mimo usilnych prób graczy Jogi, gdzie w ich szeregach nie zabrakło nawet Mateusza Muszyńskiego (na zdjęciu), nie udało im się skruszyć muru obronnego przeciwników. Al-Maj mógł więc świętować, natomiast w zupełnie odmiennych nastrojach byli przedstawiciele Bad Boys. To oni wydawali się tutaj naturalnymi kandydatami do zajęcia drugiego miejsca, ale to nie był ich dzień. Brak podstawowego bramkarza, brak kilku innych ważnych graczy i niestety ostatnie miejsce, z zaledwie jednym zdobytym punktem. Na pewno nie tak Źli Chłopcy wyobrażali sobie swój udział w premierowej odsłonie Pucharu Ligi.

A wiecie, że w ostatniej grupie eliminacyjnej padło zaledwie pięć bramek?! Bez dwóch zdań była to najbardziej wyrównana stawka ze wszystkich i ci, którzy z niej odpadli mogą żałować, bo to co nie wystarczyło na wyjście z tej grupy, spokojnie mogłoby wystarczyć na awans z innej. No ale tak czasami bywa. Tej przykrej historii doświadczyli Show Team i Retro. Największy niedosyt mogą odczuwać ci pierwsi, bo nie przegrali ANI JEDNEGO spotkania, potrafili zremisować z Green Teamem i PrefBudem, a mimo to resztę zawodów śledzili wyłącznie za pomocą naszego livescore’a. Szkoda. Także Retro nie powinno się wstydzić swojego występu. Co prawda nie zdobyli ani jednego gola, ale też tylko jednego stracili. Co więcej – to, że profesjonalnie podeszli do swojego ostatniego meczu z Show Teamem (gdzie nie mieli już szans na awans) i nie dali się pokonać ekipie Przemka Matusiaka, spowodowało że awans uzyskał PrefBud. Ekipa Rafała Kowalczyka trzymała kciuki za Darka Rosłona i spółkę, bo gdyby oni tutaj przegrali, to zespół z Tulewa mógłby się pakować. A ze spokojem patrzył na to wszystko Green Team. Aktualni mistrzowie Strefy 6 co prawda zaczęli od dwóch podziałów punktów, ale pokonując PrefBud byli już pewni ćwierćfinału. Tym samym wciąż realny był scenariusz, w którym Zieloni sięgają w tym sezonie po podwójną koronę. Ale przed nimi było jeszcze kilka kroków.

Od godziny 18:00 rozpoczęły się ćwierćfinały. W pierwszej parze zagrały Beer Team i Al-Maj Car. Zespół z Radzymina był tutaj faworytem, ale markowianie tyle razy już udowadniali że nie można ich lekceważyć, że niczego nie przesądzaliśmy. No i to wszystko znalazło odzwierciedlenie w boiskowych realiach. Większość cyfr i liczb była po stronie Beer Teamu, ale wystarczyło jedno podanie Adama Stromeckiego i świetny strzał Alana Wojdy i pierwsza mała niespodzianka w fazie play-off została odhaczona. Potem o mało nie doszło do kolejnej. Lema w regulaminowym czasie gry zremisowała bowiem 1:1 z PrefBudem. O wszystkim decydowały więc rzuty karne i tutaj odrobinę więcej zimnej krwi zanotowali przedstawiciele pierwszej ligi, którzy zameldowali się w półfinale. Wielkiej historii nie miały za to dwa następna spotkania. W pierwszym AutoSzyby spokojnie wypunktowały dzielną Box Gardę, a w drugim Green Team nie dał szans Black Dragons, którzy przy stanie 0:2 dodatkowo utrudnili sobie zadanie po czerwonej kartce dla Mateusza Adamskiego. A gdy masz do odrobienia dwie bramki grając o jednego mniej i rywalizujesz z najlepszym zespołem w lidze, no to wiesz jaki los cię czeka. Na placu boju zostały więc już tylko cztery zespoły.

Honoru drużyn z drugiej ligi bronił w tym momencie już tylko Al-Maj. I pewnie wszyscy zastanawialiśmy się, kiedy ta jego pucharowa przygoda się skończy. No ale drużyna Grześka Wojdy ani myślała się zatrzymywać i ekipę PrefBudu także poczęstowała „specjalnością zakładu”. W ostatniej minucie spotkania niezawodny Alan Wojda znów przechylił wynik na stronę swojego zespołu i Al-Maj był już pewny co najmniej srebra! W drugim półfinale mierzyły się z kolei Green Team i AutoSzyby. I dziś – już z perspektywy czasu – chyba możemy to spotkanie nazwać przedwczesnym finałem. Jedni i drudzy stworzyli świetne widowisko i chociaż nie zobaczyliśmy w nim bramek, to był to mecz godnych siebie przeciwników. Po 12 minutach gry sędziowie zarządzili więc rzuty karne i tutaj Szyby były już praktycznie na straconej pozycji. Wystarczyło, żeby w trzeciej serii gola zdobył Kamil Portacha. Ale bramkarz „Zielonych” trafił tylko w poprzeczkę co przywróciło do życia rywali i jak to często bywa w takich przypadkach – za chwilę to oni cieszyli się z awansu do finału! Tym samym w decydującej potyczce miało dojść do rewanżu za mecz z fazy grupowej, gdzie AutoSzyby i Al-Maj miały okazję rywalizować. Wówczas padł wynik 2:0 dla Szyb, aczkolwiek wcale nie był to klasyczny spacerek i dopiero po czerwonej kartce dla rywali i rzucie karnym, zespół Kamila Wiśniewskiego podstemplował swój triumf. Zanim jednego zagraliśmy o złoto, wspólnie z przegranymi z półfinałów ustaliliśmy, że jednak warto rozstrzygnąć losy trzeciego miejsca. Ale ponieważ część ekipy PrefBudu pojechała, to mecz nie był rozgrywany, a od razu przeszliśmy do rzutów karnych. I w nich również Green Team okazał się słabszy, przez co zajął 4 miejsce, z kolei PrefBud zakończył rozgrywki na najniższym stopniu podium. I chociaż nie mieliśmy tego spotkania w planach, to na ekipę Rafała Kowalczyka będzie czekał i puchar i medale. Brawo!

A kto sięgnął po złoto? Tak jak napisaliśmy wcześniej – AutoSzyby i Al-Maj doskonale się znały, bo kilka godzin wcześniej przyszło im ze sobą rywalizować. Ale te ekipy łączy znacznie więcej, bo w jednym z turniejów przed ligą również spotkały się w wielkim finale! Wówczas wynik brzmiał 0:0, a karne lepiej wykonywali zawodnicy w białych koszulkach. Teraz do takiego rozstrzygnięcia było bardzo daleko, bo AutoSzyby nie chciały zostawić czegokolwiek przypadkowi. I gdy w 6 minucie Bartek Bajkowski (na zdjęciu) otworzył wynik, cała taktyka Al-Maju posypała się jak domek z kart. Po chwili na 2:0 podwyższył Tomek Mikusek a czarę goryczy przelało samobójcze trafienie Grześka Wojdy. Prowadzący spokojnie kontrolowali dalszy przebieg spotkania i po ostatnim gwizdku sędziego mogli świętować! Tylko raz w tym turnieju byli na krawędzi odpadnięcia – w półfinale z Green Teamem. W innych spotkaniach ich wyższość nad rywalami nie podlegała nawet najmniejszej dyskusji. Wygrali więc zasłużenie i z sezonu, który początkowo wydawało się, że będzie dla nich przegrany, kończą go trzecim miejscem w pierwszej lidze i triumfem w Pucharze Ligi! To się nazywa finisz 😊 Ale i Al-Maj zasłużył na pochwały. Nie widzieliśmy go w gronie medalistów, zwłaszcza po tym, jak jeden gol dzielił go, by już po grupie stać się byłym uczestnikiem Pucharu. To jest jednak zespół turniejowy – im robi się trudniej, tym oni grają lepiej. Dlatego ten srebrny medal trzeba przyjąć z zadowoleniem, bo znalazłoby się kilkanaście ekip, które chętnie by się na niego zamieniły.

Przejdźmy jeszcze do nagród indywidualnych. Zapowiadaliśmy statuetki dla najlepszego bramkarza, zawodnika i strzelca. Jeśli chodzi o pierwsze dwie nagrody, to tutaj naszą decyzję przedstawimy podczas uroczystego zakończenia rozgrywek. Co do króla strzelców, to wg naszych notatek było ich dwóch – Tomek Mikusek i Bartek Bajkowski zdobyli po 6 goli! Statuetki będą więc dwie. Co więcej – w trakcie rozgrywek zbieraliśmy też nazwiska asystentów. Nie byliśmy do końca pewni, czy uda nam się ten ranking przeprowadzić transparentnie, dlatego początkowo nie informowaliśmy o prowadzeniu klasyfikacji na najwięcej asyst. Ale mimo że nasze kartki z zapiskami trochę zamokły, to wszystko spokojnie rozczytaliśmy i wyszło nam, że najwięcej kluczowych podań (aż 6) miał Łukasz Flak! Dla niego również będzie więc przewidziana nagroda. Gratulujemy!

A na koniec – tradycyjnie – podziękowania dla wszystkich drużyn. Przepraszamy, że nie udało się zaczarować pogody i sprawić, by wszystko odbyło się przy fajnej, słonecznej aurze, ale wierzymy, że mimo to Puchar zapisujecie na plus pod względem dobrej zabawy i organizacji. A jeśli tak, to dobrze się składa, bo chcemy aby był to stały element naszych zmagań w Woli Rasztowskiej. Kolejne podejście już jesienią! 💪

Dodaj komentarz